wtorek, 31 grudnia 2013

Ze smutkiem zawiadamiam że BigOne rady nie dał

To co było zapowiedzią porażki z wpisu http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/09/warroza-morduje-bigona.html stało się faktem.
Rodzina z BigOna rady nie dała i zakończyła swój żywioł.



Cóż jak widać warroza skutecznie zmniejszyła ilość pszczół.
Na filmie również wydać zasklepione komórki z czerwiem, nie wygryzł się bo już pewnie ilość pszczół tak drastycznie malała że nie były wstanie ogrzać czerwiu. 
Dwa to zawiązały się na tylnych plastrach gdzie nie było bogato jeżeli chodzi o miód na plastrze i tak jak widziałem to doszły do góry i tam wyjadły wszystko i już nie były wstanie przejść w bok.
Za mały kłąb, za mało pszczół. Może gdyby był tam pokarm to by dały radę do wiosny. Mi to nie oceniać.

Ul już posprzątałem, miód który był na plastrach zebrałem, tłuczkiem rozgniotłem. Na sitkach przecedziłem i dostałem trzy 900g i jeden 450gram słoików miodu. Prawdziwego miodu bo pszczoły nie były dokarmiane.






Resztę plastrów do wora i czekają wiosny będą służyły do impregnowania drewna na doniczki pod rośliny.

Podsumowując.
1. Jak widać warroza jest skuteczniejsza.
2. Nie mam na tyle wprawy, byłem za mało uważny aby wychwycić moment ataku warrozy i zacząć wcześniej leczyć pudrem.
3. Pszczoły nie potrafiły sobie same poradzić.

Zamiast czekać na rójkę było trzeba zrobić odkład i miałbym szansę  aby odkład sprawił się lepiej. Gdyby miał przerwę w czerwieniu.

Pocieszam się tym że w sumie mogę policzyć z niego 10słoików takiego prawdziwego miodu z niego zostało wzięte.
Koszta się zwróciły, jak nie będę liczył pracy włożonej w opieką i ul.


Tak że nie muszę czekać wiosny i nasłuchiwać.

Pozdrawiam
GP




sobota, 28 września 2013

Denica

Skoro zostałem varroa managerem to muszę zacząć pomału korzystać z potrzebnych mi narzędzi i metod.

Nie dało się prosto czyli na naturalnym plastrze, a raczej może nie to ze się nie udało. Ale potrzeba czasu, więcej uli, różnych pszczół aby faktycznie sprawdzić czy coś działa czy nie. Ewentualnie jaką metodą, jakim środkami warrozę trzymać pod kontrolą.

Oczywiście może być to nie potrzebne jak BigOne przeżyje zimę, a na wiosnę pszczółki zabiorą się do roboty, ja zrobię odkład i będę miał materiał genetyczny odporny na warrozę, a metoda leczenia to cukier puder ;-)

Wiec potrzebuje takiej konstrukcji denicy dzięki której będę mógł sprawdzać osyp roztoczy warrozy. Taką denicę wysuwaną z siatką itp.
W BigOne'ie to siatki raczej nie dam ale jak wiosną ul będzie martwy to wtedy przerobię denicą dam na dole kawałek cienkiej płyty pilśniowej abym mógł ją wysuwać i obserwować ile na denicy jest roztoczy.

A nowe ule już będę tak projektował aby była i siatka i wysuwana deska do patrzenia co się tam dzieje.

A na teraz mogę sobie tylko popatrzeć na wylotek i za zatwór.
Bo gdy na zewnątrz 10 stopni, zachmurzone niebo, to ula nie należy przeglądać, zwłaszcza że jest jeszcze czerw.
A jesienią, gdy trzeba warrozę obserwować to o pogodę coraz trudniej.

A tak wygląda wylotek na dzisiaj. Pszczoły są może będzie dobrze.





A cel zostaje ciągle ten sam, aby przy minimalnym nakładzie pracy mieć proporcjonalną do tego ilość miodu i satysfakcji.
A jak się okaże to proste i bezpieczne to propagowanie hasła ula w każdym ogrodzie.

Pozdrawiam
GP
 

środa, 25 września 2013

Cukier puder cd.

Po tym jak warroza dosłownie zaatakowała mi BO http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/09/warroza-morduje-bigona.html zastosowałem moją odpowiedź czyli cukier puder.
Optycznie liczba warrozy na pszczołach zmalała po pierwszym zabiegu.

23 września cukier puder zastosowałem drugi raz.

Na pewno jest tak że cukier puder na warrozę działa. Na ile skutecznie w moim przypadku to się okaże wiosną.

Cukier puder sam sposób leczenia nim warrozy jest znany i stosowany od dłuższego czasu.

Znalazłem takie oto ciekawe materiały dotyczące stosowania cukru pudru.

http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-1/
http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-2/
http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-3/

Czeka mnie jeszcze trzecie pudrowanie pszczół.wtedy cykl 21 dni się zamknie i każda pszczoła powinna zostać upudrowana aby miała szansę się oczyścić.
Również ważna jest metoda stosowania cukru pudru. Od posypywania z góry na ramki, podawanie z dołu, czy też tak jak ja to zrobiłem "odymianie" bezpośrednio każdego plastra z osobna.


Na przyszły rok mam zamiar potraktować pudrem pszczoły profilaktycznie.
Mogę to porównać do sytuacji w której profilaktycznie pijemy wieczorkiem ciepłe mleczko z miodem, herbatę z cytrynką miodem i korzeniem imbiru. Oczywiście wszystko w odpowiedniej temperaturze aby nie zabić zdrowotnych właściwości miodu.
To jest profilaktyka czyli cukier puder a antybiotyki czyli chemia stosowana nie będzie.


Cóż mi jeszcze brakuje, to wysuwanej denicy na której mógłbym liczyć osypującą się nieżywą warrozę.
Tak aby widzieć co się dzieje, naturalny osyp i osyp po upudrowaniu cukrem.

To na tyle, kolejne pudrowanie za tydzień.

Pozdrawiam
GP


środa, 18 września 2013

Warroza morduje BigOna

Od dzisiaj jestem varroa menager, ktoś kto zarządza stadem roztoczy warrozy, pastuchem zostałem.

Myślałby kto że łatwo będzie, nic z tego swoje trzeba odcierpieć.W internecie można odnaleźć wiele sukcesów osób które mają pszczoły i nie walczą z warrozą. Wysiłek swój okupują w pierwszym okresie po podjęciu dezycji o nie leczeniu dużymi stratami rodzin pszczelich. Rozwijają te rodziny które przeżywają, korzystają z małych komórek, plastrów naturalnych itp. Jednym słowem decydują się na to aby to sama natura poradziła sobie z czymś co żyje w środowisku naturalnym. Inni ściągają materiał genetyczny pszczół już odpornych na warrozę, z Afryki i mieszają je z naszym europejskim materiałem genetycznym. Odporność na warrozę to umiejętność pszczół na uśmiercanie pasożyta/roztocza, odsklepianie komórek z czerwiem gdzie pasożytuje warroza. A i tak nie ma pewności czy któregoś pięknego dnia nie okaże się że kolejna matka nie potrafi przekazać właściwych genów swoim córkom, i są straty. To same straty ponoszą również tradycyjne pasieki, warroza uodparnia się na kolejne specyfiki i zabiegi.

Więc i ja chcę mieć takie pszczoły, pierwsza próba czyli po najmniejszej linii oporu czyli naturalny plaster, normalna pszczoła chyba nie zdaje egzaminu. To znaczy widać porażenie warrozy ale nie będę sprawdzał czy przeżyją zimy.

Zostaje mi cierpliwa praca i rozpoczęcie walki z warrozą bardziej mechanicznymi metodami.

Ale jak to było.
Warroza ze w ulu jest to było pewne, brałem miód to widziałem na czerwiu trutowym warrozę. Czerwiu trochę wyciąłem aby właśnie sprawdzić.
Przez ten cały czas nie zauważyłem warrozy na pszczołach, nie zauważałem jej obecności.

Do dnia 13 września 2013 roku w Piątek wszystko się zmieniło. Na przyszłość do ula w piątek 13 nie zaglądać ;-)
Czyli to co czytałem na forach że na wylotku pojawiają się pszczółki bez skrzydełek a na dodatek jest warroza. To że nawet u tych odpornych pszczół warroza występuje to jest fakt, natomiast nie zabija ona rodziny. Liczba roztoczy jest na tyle mała że nie powoduje  śmierci ula. Ale jest. Skoro odkryłem że warroza jest to trzeba sprawdzić ile jej jest. Idąc za radą bardziej doświadczonych i mądrzejszych ode mnie otworzyłem ul i zrobiłem przegląd, Widelcem odsklepiłem czerw, piąta minuta filmu jak ktoś nie chce całości oglądać.
No cóż uczucie było nie ciekawe, taka świadomość że już jest po, o ile nie przed zimą to po zimie. Pszczół nie będzie. Mogłem czekać albo też coś zrobić. Przerażają mnie opisy leczenia pszczół kwasami, chemią itp. Że trzeba uważać ile czego kiedy, mililitry, temperatury itp. A poza tym potem to wszystko gniecione w misce i mam to jeść?? Pszczelarze którzy wirują miód nie gniotą wiec nawet jak coś zostanie na wosku to nie trafi to w takiej ilość do miodu. Pożaliłem się na forum biobees  i cóż jednak poradziła mi Barbara co bym pszczoły jednak poleczył. Ona nie leczy ale jak trzeba to tymol idzie w ruch. Postanowiłem że potraktuje je cukrem pudrem. Metodą nie taką jak widać głównie na filmach że sypią na ramki tak między plastry. Ale jak widziałem kiedyś że pszczelarz ładował cukier puder do takiej gruszki gumowej, takiej jaką się dzieciom czyści nosek itp. Cukier jest również "inwazyjny" to znaczy zmienia ph w ulu, ale mniej niż kwasy. Więc zrobiłem to samo.
I do pracy. Filmik tylko pokazuje jak to działa, a ul w środku był biały od proszku. ;-)
 Gdybym był zawodowcem to pod plastry powinienem podłożyć kartkę, z jakąś lepiącą cieczą, aby opadająca warroza przykleiła się do tej kartki. Nie miała szansy wejść z powrotem (jakiś procent wchodzi na pszczoły ponownie) a ja bym policzył ile tego spadło. Ale nie jestem zawodowcem ale minimalistą/prymitywistą , a na dodatek fatalna pogoda. To poszło po najmniejszej linii oporu. Mało tego powinienem omijać te miejsca z jajkami czy też niezasklepionym czerwiem, a zasklepiony wyciąć. Ale zasklepiony został, sypałem po larwach i jajkach czyli pewnie obumrą. I taki zabieg trzeba przeprowadzić trzy razy, co 7 dni. Aby cała populacja pszczół miała kontakt z pudrem. Tak to wyglądało po 1 dniu. Jakoś trochę kiepska ale coś tam widać. Gdyby była ta kartka z olejem mógłbym pokazać więcej. 


Do tego jeszcze zdjęcia, widać  więcej, jak się wejdzie do albumu i powiększy zdjęcia.


Na denicy jest widoczny osyp warrozy, martwa warroza, ale również bez cukru wcześniej widziałem martwą warrozę na wylotku.
Czy cukier działa czy nie, chyba tak, bo przeglądałem ul, na zdjęciach tej warrozy za bardzo już na pszczołach nie widać.

I co dalej.
Dalej czekam, za tydzień kolejna kuracja pudrem, i potem kolejna.

Pocieszam się tym że jest moim zdaniem dużo pszczół, są na miodzie.
Więc jest nadzieja duża że dadzą radę, o ile cukier puder likwiduje chodź trochę warrozy.

Jestem dobrej myśli, dadzą radę ;-)


Pozdrawiam
GP

sobota, 14 września 2013

W poszukiwaniu idealnego wylotka ;-)

Idealny wylotek musi być połączony z idealną pszczołą
Taką oto która będzie wiedziała co zrobić z takim wylotkiem.
I abym ja mógł w ogóle zapomnieć i nie zajmować się sprawą wylotka, hasło samoobsługowy ul ;-)


A wylotek
Musi dostarczać do ula wymaganą ilość powietrza aby nie było wilgoci w ulu
Bronić przed rabunkiem wiosną i jesienią przy małym pożytku
Na zimę chronić przed myszami itp.
I musi być również odpowiednio duży, małe powodują rojenie się pszczół. Tak gdzieś czytałem a ile w tym prawdy??


Zaczną od pszczoły, przede wszystkim musi mieć rasowe predyspozycje do tego aby chcieć wylotek kitować.
W BigOnie mam nie wiem co kitują tylko zatwór, uszczelniają snozy. Wlotków nie ruszają, nawet nie próbują.
W Warszawiaku miałem nadzieje że może będą, bo tak jakby zaczęły, ale jednak do tej pory nic z tego im nie wyszło

Kitują tylko odkłady z pszczoły Kampinoskiej.

 Mała uwaga, moje ule są duże, zatwory mają pod spodem duże szpary co pozwala na dopływ powietrza nie tylko przez wlotek.

Wylotek z BigOna przygotowany do zimy, zmniejszony przed rabunkami i zasłonięty przed myszami. Blacha podziurkowana aby było więcej powietrza. I tak zostanie do wiosny, do pierwszych wiosennych temperatur. Gdzie im go otworzę szerzej aby ule był po zimie wywietrzony.  Zero kitowania.



A tutaj wylotki, kampinoskich  i warszawiaka.
Wylotki z 4 września


i kolejny z wylotkami  11 września.


Widać że odpowiednia pszczoła zadba aby wylotek spełniał rolę obrony przed rabunkami, regulacji obiegu powietrza.
Zostaje sprawa myszy i wielkości.

Kiedyś myślałem ze zrobię coś na obraz i podobieństwo do barciowego wylkotka, Czyli dziury w którą wsadzony jest kołek, tym samym wąski wylotek ochrona przed np myszami.

Ale zrobiłem otwory 2,5 cm. Łatwiej i przyjemniej w obsłudze. Natomiast dalej będzie tak że muszę na zimę je zasłaniać przed myszami.


I obejrzałem film.
I co ja widzę, szpara taka. Idealna na wylotek do ula, Bo kto powiedział że wylotki maja być poziome, mogą być pionowe.
A ten tutaj, chroni przed myszami, bo jest wąski, jest duży a pszczoły go sobie chętnie zakitują, jak będzie za duży.

Więc moim następnym innowacyjnym pomysłem będzie zrobienie oto takiego wylotka.
Mam nadzieje że wielkość otworu będzie taka iż wyjdzie przez niego truteń i matka a nie wejdzie mysz ;-)


A kolejny wpis będzie o warroza która atakuje mi BigOna, a kolejny to porównanie jesieni 2012 z 2013 w BigOnie. Zdjęcia z tamtego roku ile miodu i pszczół, tak wzrokowo, optycznie.  Taki jest plan
Już rok minął to mogę się w porównania bawić ;-)




czwartek, 29 sierpnia 2013

Rabunek jesienny i wylotek do zimy gotowy

W tamtym roku na jesieni poznałem co to rabunek ula.
Nieświadom niczego mało wiedziałem to dawałem im w dzień syrop (cukier:woda) a na dodatek można powiedzieć codziennie zaglądałem.
Wylotek mój to nie taka mała szparka ale całkiem duża dziura.

Więc w tamtym roku widziałem jak pszczoły rabują, jak walczą na wylotku itp. Pomogłem moim pszczółkom, zmniejszając wylotk do minimum, a rano go ręcznie otwierałem tak aby pszczoły które z rana zlecą się rabować aby napotkały zamknięty ul.
To poskutkowało, do tego podkarmianie tylko na noc tyle aby od razu pobrały, "zapach" cukru wabi inne pszczoły.

W tym roku myślałem już też że pora wylotek zamknąć, bo pożytek się już kończy i pszczoły z innych uli znów zaczną szukać miodu u innych. Zwłaszcza że już dało się zaobserwować strażniczki na wylotku które kontrolowały czy lądujące pszczoły to swój czy obcy.
Jak zobaczyłem pod wieczór jak masa pszczół oblatuje mój wylotek, trochę to wyglądało jak oblot ale zbyt późno na oblot, rabunek też to nie był, bo nie walczyły na wylotku. Wyglądało to trochę jak  pełnia kwitnienia lipy gdy tak nosiły mało nie zabijając się o wylotek. Na wszelki wypadek trawą zatkałem im górne otwory.

Ale to tutaj o tej porze, spadź?? Przy następnym przeglądzie zobaczę czy jest nakrop i ile.

Tak wyglądał wylotek normalnie.

A tak wyglądał ten dziwny ruch na wylotku i już wsadzona trawa.

A tak już zabezpieczony wylotek na zimę, mały otwór aby pszczoły mogły wejść plus dziurki aby była zapewniona wentylacja. A daszek od góry chroni przed tym aby śnieg nie zasypał wylotka i pszczoły miały cały czas ruch powietrza.



Widać że jest pyłek, noszą nawłoć bo z ula czuć taki nie całkiem miły zapach ;-). A w pozostałych ulach wygląda tak ze na razie Kampinoskie sobie zalepiły same wylotki, zmniejszając je, aby bronić się w sposób naturalny przed rabunkami. Ale na zimę zatkam im aby myszy nie wlazły. Tak wyglądają teraz wylotki w ulach z Kampinoskimi


Warszawiak jeszcze nie jest zabezpieczony a pszczoły w nim wylotków nie pokitowały. I muszę jakąś siatkę zdobyć aby im przykręcić, zabezpieczyć przed myszami, i może ze dwie dziury im zalepię.


Tak więc, jeden ul do zimy gotowy.
A gdybym miał  w BigOnie kampinoską to bym nie musiał już się zrywać do zabezpieczania a poczekał i zabezpieczył tylko przed myszami.
Bo jak widać na zdjęciach same o siebie potrafią przed innymi pszczołami się zabezpieczyć.


czwartek, 22 sierpnia 2013

Miód wyciskany czy z plastra i o ułożeniu gniazda do zimy.

  W poprzednią niedzielę, 18. sierpnia, robiłem przegląd BigOna.

  Od teraz będę robił przeglądy co tydzień. W ubiegłym roku zaglądałem codziennie, teraz jednak wiem już nieco więcej, więc nie ma takiej potrzeby. Poza tym - nie muszę dokarmiać na zimę - nie ma zatem konieczności ładowania cukru.


Ułożenie gniazda do zimy.


  Tydzień temu zrobiłem przegląd: był jeden plaster do wyjęcia, więc jest trochę miodu. Na plastrze nie było już czerwiu ani pierzgi, więc mogłem śmiało go wyjąć. Kolejne plastry też będą wyjmował od końca, w miarę, jak matka będzie ograniczała czerwienie.

  Na poprzednią zimę pozostawiłem siedem plastrów: kłąb był na pięciu środkowych a na pozostałych zapas miodu. Pierzgi było bardzo mało.

  W tym roku miałem w ulu 19 plastrów i po kolei wyjmuję je od końca. Zostawię na zimę nie mniej niż siedem plastrów, a ile maksymalnie? Trudno mi teraz powiedzieć. Wydawało się, że zostawię tylko te, gdzie jest pierzga, czyli na dzisiaj osiem plastrów, ale intuicja mi podpowiada, że ta pierzga z ósmego plastra również zniknie i będzie wykorzystana na rozwój jeszcze tegorocznej pszczoły, więc powinienem zostawić siedem plastrów. Ale ale, w tamtym roku miałem siedem a teraz mam w ulu zdaje się trzynaście plastrów. Problem jest taki, że mam tej pszczoły bardzo dużo. Wieczorami siedzi za zatworem, można powiedzieć, że wylewa się z ula. Powinienem im zostawić tyle plastrów, na ilu będą obsiadać, aby przypadkiem nie było plastrów za mało.

  O ile w ubiegłym roku dokarmiałem cukrem, bo rodzina była dopiero odkładem i miałem pewność, że mają wystarczającą ilość zapasów na zimę, tak w tym roku będą na miodzie i nie wiem za bardzo, ile będą go ostatecznie miały. Zastanawiam się, czy aby im tych ostatnich plastrów nie odsklepić i przenieść za zatwór aby zabrały miód do gniazda.

  W ubiegłym roku miałem wrażenie, że jeszcze we wrześniu dożo miodu naniosły same to teraz jak im wyjmę plastry, zabiorę miód, a pogoda nie pozwoli nanosić, to może być zapasów za mało.
Ale jak odsklepię to by oznaczało że w tym roku koniec z miodem i sorry no bonus, a nie o to chodzi...

  W najbliższą niedzielę zrobię znowu przegląd i porównam z tym, co było ostatnio, a było tak:

... czyli według mnie bardzo ładnie.


Miód wyciskany czy z plastra?


  Miód wyciskany, jak pokazywałem, gnieciemy w garnku, widelcem lub ręką na sito i ścieka, ale właśnie w niedziele wyjąłem jeden plaster i patrzę: cały zasklepiony, nakrop tylko w paru komórkach. Pomyślałem, że jak będą go gniótł na sitko, to przy tak małej ilości miodu, procentowo dużo zostanie na sitku, w garnkach itp.

  Przemyślałem sprawę jeszcze raz. Oglądam plaster: wosk czysty, bez chemii, sama natura, to co będę się bawił? Odkroiłem, pokroiłem na kawałki i do miski, i dzisiaj zjadłem ostatni kawałek. Jedzenie polegało na tym, że kto chciał, brał łyżkę, wydłubywał kawałek, wkładał do ust, wyciskał miód, przeżuwał wosk i resztki wosku do wiadra na odpadki. Miód świeży, zasklepiony, kit  samo zdrowie. Od razu pomyślałem, że może jakoś zmagazynować miód w takich kawałkach, zamiast go wyciskać. Sprzedawany nie będzie. Nie będzie go aż tyle aby w słoikach na zimę gromadzić. Mam oczywiście nadzieję, że jak będą miał więcej uli, to będzie większa ilość do gniecenia i będzie zapas na zimę , ale teraz, na szybko, nie ma sensu bawić się w wygniatanie.

  A tutaj zdjęcia z miską ;-)





  A miód? Cóż, sąsiedzi byli smakiem zachwyceni. Ja - również, po prostu coś wspaniałego.
Co do przechowywania, to stał sobie w szafce tak, aby muchy i inne stworzonka nie wchodziły.

Pozdrawiam
GP

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Inwentaryzacja jesienna, czyli co jeszcze trzeba przed zimą




  W niedzielę zrobiłem sobie dzień pszczelarski: po południu przejrzałem moje wszystkie cztery ule.
  Wnioski?

  BigOne

  Wygląda, że ma się świetnie.




  Zostało 14 snoz, ponieważ z jednej wycisnąłem miód: 0.5 kg, czyli mam już 3.2 kg miodu wybranego z BigOne'a, a to jeszcze nie koniec, bo do wzięcia zostało 5 snoz i myślę, że z każdej będzie minimum 0.5 kg.

  Matka ogranicza czerwienie, a na teraz, na zimę zostanie 8 plastrów, gdyż na pierwszych od wlotka jest miód, a na ostatnich jeszcze pierzga. Przyjąłem, że zostawię te plastry na których jest pierzga. Ostatnio była również na 9 plastrze, ale została chyba wykorzystana do karmienia larw i już jej nie ma.

  Ten plaster, który wyjąłem, miał różnej wielkości komórki: od 4.9 po 5.6. Na tym plastrze pszczoły zimowały i miały na prawej części kłąb. Nie było pierzgi, czerwiu, a gdzie niegdzie, w komórkach, był niezasklepiony miód. Na górze pozostał miód zasklepiony, który odciąłem, rozgniotłem widelcem, a potem położyłem na na sitko. Odciekło 0.5 kg miodu.

  Zdjęcia z odciekania:







BigOne idzie zatem do zimowania bez leczenia i na miodzie.

  Warszawiak

  Jestem bardzo zawiedziony. Nie udało mi się go doprowadzić do takiego stanu aby szedł na zimę na plastrach/ snozach. Pójdzie na ramkach, a to dlatego, że zlitowałem się na czerwiem i przełożyłem prawie wszystkie ramki z Warszawskiego zwykłego. Skutek? Pszczoły zamiast budować plastry, miały gdzie czerwić i składać nakrop, a więc plastrów nie budowały.

  Teraz już nigdy nie przełożę plastrów, tylko otrzepię pszczoły i włożę kawałek jakiegoś plastra z czerwiem aby miały na zaczęcie budowy i żeby nie uciekły z nowego ula.

  Matka, o dziwo, po wiosennym falstarcie, tak jakby zaczęła dobrze czerwić. Mam nawet taką teorię, że zaszła cicha podmiana. Ale i tak ten ul w porównaniu do BigOna to jest jakiś taki "niepełnosprawny". Jego bliźniak, warszawiak drugi zimy nie przetrzymał. A ten? Cóż, zobaczymy w tym roku. Pocieszające jest, że pszczoły złagodniały.



  Plan jest taki, że wyjmę snozy, które nie są poprawnie odbudowane, miód zjem, a im dam na zimę cukier. Jak się eksperymentuje trzeba być przygotowanym i na porażki.

  HUL

  Odkład z pszczoły kampinoskiej.
  To jest ul z bloczka o grubości pięciu cm i  głębokości czterdziestu paru cm. Tutaj, moim zdaniem, odkład ładnie się rozwija. Jest sporo czerwiu, oblot młodej pszczoły jest duży. Dałem im nawet dodatkową snozę, bo siedziały w dużej ilości za zatworem, podczepione do desek. Bałem się, że może zaczną budować plastry, ale nic z tego. Nowej snozy przez trzy dni nawet nie zaczęły ciągnąć mimo, że była włożona jako 7 od wlotka, a za nią dwie ramki po odkładzie, więc ją wyjąłem.

  Podaję im 300mg cukru i 350ml wody, powiedzmy co dwa dni. Ładnie pobierają syrop, jest już dużo czerwiu i pojawia się zasklepiony miód na zimę. Będę im tak podawał, aż uznam że jest wystarczająco dużo na zimę zapasu. Leczył nie będę.

  BigMama

  Drugi z odkładów kampinoskiej.
  Ten ul jest, jak HUL, zrobiony z 5cm grubości belek, ale ze ściętym spodem i wysokość w środku, od snozy do dna, to 27cm BigMama rozwija się wolniej. Mniej czerwiu, ale więcej miodu. Sądzę, że na początku zrobiłem błąd, dając mu za dużo snoz w środek między ramki, przez co nie mógł ogrzać czerwiu i jest go mniej. W HULu dałem tych snoz mniej.

  Tutaj plastry są niższe, zgrabniejsze. Zobaczymy jak będzie z zimowaniem.
Je również podkarmiam.


  Podsumowanie

  Zadowolony na 100% jestem z BigOna i z HUL'a. Warszawiak i BigMama mnie zawiodły, liczę na poprawę w przyszłym roku, o ile przezimują.

  W ulach nie będzie leczenia na warrozę.

  W przyszłym roku powstaną kolejne ule, tylko ciągle myślę, że może jednak konstrukcja BigOna jest najlepsze i czy aby w przyszłym roku jednak nie wrócić do pierwotnego planu, czyli budowy super ciepłych uli z dwóch desek 1,5cm po bokach, a w środku te 5cm trocin. Z tych zbudowanych z 5cm można zrobić ze trzy ule japońskie, żeby nie marnować materiału.

  W ramach bonusu: pomidory.
  Na wolnym powietrzu, bez sznurków, tylko wokół nich ogrodzenie o obwodzie 180cm z siatki ogrodowej.



  Pomidory w tym roku wyszły udane. Może to dzięki temu, że pogoda fajna lub też dlatego, że nie było sznurków. Nie gniły, nie brała ich zaraza, nie było pryskane itp.

Fajne :)


Pozdrawiam
GP





niedziela, 28 lipca 2013

Odkłady kampinoskiej i podawanie syropu na zimę.

Dwadzieścia trzy dni minęły jak kampinoskie przyjechały i są u mnie
http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/07/pszczoa-kampinowska-czarna-pszczoa.html
Zajrzałem 26 lipca aby przejrzeć czy im czegoś nie trzeba ;-).
Radzą sobie chyba dobrze, matka czerwi na świeżo odbudowanych plastrach.
Plastry już są całkiem fajne, mam nadzieje że jeszcze do zimy je powiększą.

Tutaj jest film z HULa (ten głębszy ul) i zdaje się silniejszy odkład.





A tutaj z BigMamy, niższy ale za to dłuższy w założeniu ma służyć do robienia odkładów.



I tak jak widać mają się dobrze.


Natomiast idzie zima, chcę je dobrze przygotować do zimy, aby szła duża silna rodzina z maksymalną ilością zapasów.
I tutaj zaczynam się zastanawiać, czy podkarmiać na to aby wzmogła czerwienie czy też zdać się na przyrodę.
Natomiast miodu w ulu nie ma, co prawda teraz zaczęły coś intensywnie znosić jak również będzie nawłoć która powinna napełnić ul ale.

Ale, jak nie przygotuje dobrze je do zimy to i natura nie da rady.
Więc jest tak że jak za tydzień nie zobaczę poszytego wianuszka miodu na plastrach to zaczynam podawać syrop. Powoli na podtrzymanie czerwienia a pod koniec sierpnia jak plastry nie będą odpowiednio ważyły to daje im standardową, pszczelarską dawkę cukru na zimę.

Warrozy nie widać idą na zimę bez leczenia cocacolą, chemią, kwasem i czym tam jeszcze się leczy. Idą zdane w tej sprawie na selekcję naturalną.

Warszawiak

Natomiast planowałem tak że stare ramki wyjmę i pójdzie do zimy na plastrach świeżych. Cóż wychodzi na to ze tak nie będzie, czerwi dalej na starych plastrach a na snozach są plastry ale takie małe i nic nie warte.
Wiec za tydzień wyjmę nadwyżkę snóz zostawiając tylko te plastry która rokują nadzieję. I do zimy pewnie pójdzie na starych ramkach.
I dopiero w przyszłym roku dając snozy będę systematycznie przesuwał ramki na koniec ula aż do ich wyjęcia.
I ciągle nie mogę odżałować tego że zostawiłem im te stare ramki.
Tutaj poniosłem porażkę ;-(



wtorek, 23 lipca 2013

Rok minął od założenie BigOna

20 lipca minął rok od momentu gdy w BigOnie pojawiły się pszczoły. Rok to w przyrodzie cykl zmian. Rok to jednocześnie za mało aby coś więcej wnioskować niż to że przeżyły rok i mają się jak na razie dobrze.

Ten rok jeszcze nie był takim rokiem jakim bym chciał aby  było. To znaczy aby pszczółki szły do zimy nie zakarmione i bez leczenia. Ten rok będzie takim będą miały miód zamiast cukru, nie będą leczone na warrozę. Więc ważny będzie kolejny rok i ten kolejny rok będzie już z czterema ulami TBH.

Jednak rok już można podsumować, co uczynię.
Pierwszy film pokazujący co jest w środku nagrałem 14 września 2012 i potem starałem się dokumentować to co się dzieje i zacząłem pisać bloga aby móc wracać do tego jaki byłem młody i nie mądry  ;-)

Tutaj pierwszy film ten z 14 września 2012 roku.



Na koncie w YT jest filmów dużo więcej http://www.youtube.com/user/gprzezdz/videos można sobie jak ktoś ma dużo czasu prześledzić co się dzieje lub też posortować według oglądalności aby wyłapać te ciekawe.

I wczoraj zrobiłem ostatni przegląd, rocznicowy.



I widać różnicę w ulu ;-)

Więc postaram się przedstawić trochę wniosków.



 Konstrukcja ula.

Po BigOnie który był budowany trochę tak intuicyjnie, z zapałem zbudowałem jeszcze trzy ule dla siebie i dwa dla brata. We wszystkich są pszczółki ale jeszcze trudno cokolwiek powiedzieć jak się będą sprawowały w tych ulach. Moje trzy to każdy jest inny a brata dwa są takie same, ale inne od moich.
Przyjąłem sobie jedynie takie założenia że kąt nachylenia ścianek ma mieć 120 stopni i długość snozy 54 cm, z czego dwa centymetry po bokach jest przeznaczone na trzymanie snozy czyli 50cm mają do dyspozycji pszczółki na podczepienie plastra.
Na zachodzie TBH są bardziej ustandaryzowane, mają snozy koło 40cm gdzie to długość ichniej ramki. Są również firmy które robią i sprzedają takie TBH, i trzeba tylko złożyć i dodać pakiet pszczół
Z ulami będę eksperymentował, np na wiosnę będę robił ul korpusowy mając nadzieje że będę wstanie np lepiej wybierać miód itp.


Przenoszenie pszczół.

Pewnie wielu którzy by chciało zacząć spróbować z TBH będzie przenosiło pszczoły ze starych ulów ramkowych lub też osadzać z rójki.
Jeżeli chodzi o przenoszenie to radzę bardzo, bo to już oparte jest doświadczeniem, aby nie przenosić starych ramek tylko otrzepać pszczoły, Nie trzeba żałować czerwiu, larw, miód wybrać.
Jeden warunek aby pszczoły zaczęły na 100% budować pod snozą i jak sobie życzymy to dodać im kawałek plastra ze snozy.
Więc już nigdy w życiu nie będę przekładał ramek i koniec.
A po przeniesieniu podać im przez parę dni lub zależnie od potrzeb syropu aby zaczęły budować plastry i matka mogła zacząć czerwić


Snoza

Tutaj jest dowolność, można powiedzieć każdy sobie robi jak mu pasuje wedle własnych pomysłów. Od prostych kijów do skomplikowanych wielopoziomowych z otworami itp ;-)
Ja też zacząłem eksperymentować od prostego kija szerokości 40mm do takiej fajnej snozy http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/06/eksperyment-snozowy.html Chciałem zrobić taką snozę aby pszczoły mogły przechodzić do korpusu. I wyszło mi coś ciekawego, szerokość 29mm i do tego 9mm małej beleczki to szerokość  daje 38mm. Wygląda na to ze je jest dobrze, gdyż jak wkładałem te pełne kije to potrafiły zacząć budować drugi plaster jednocześnie na obu snozach, przez co manipulacja plastrem nie było możliwa. A teraz budują dobrze mimo że wkładałem im 4 snozy puste. I np na wiosnę mam ten plan że załaduje od razu cały ul pustych snoz i będę obserwował jak budują. A do tej poru dokładałem po jednej snozie.
A przecież plan jest opracować metodę gdzie będzie minimalna potrzeba ingerencji w ul.


Miód

Pszczoły trzymamy dla ich podstawowego produktu czyli miodu, i miód ma być. Jak do tej pory tego miodu to za dużo nie mam bo 2,5 kg. (słoiki po 900g)
Ale żniwa ciągle przede mną, to znaczy nie mogę teraz plastrów wyjmować gdyż jest na nich czerw. Plastry kolejne będę brał jak matka ograniczy czerwienie na zimę. Czyli co pod koniec sierpnia. Więc na razie sprawy miodu oprócz jego cudownego smaku i tego ze będzie brany raczej jesienią a nie w pełni sezonu, nie mogę podsumować.
A że będzie go mniej to fakt, bo trutnie jedzą, dwa na zimę będą szły z miodem a nie cukrem czy innym substytutem cukru.


Czarna pszczoła.

Będę w ulach trzymał czarną pszczołę, naszą europejską, rodzimą. Powód jest taki iż powinna ona być z natury najbardziej przystosowana do naszych warunków klimatycznych. Bo o ile baza pożytkowa to coś nad czym możemy pracować i co się zmienia w zależności np to co rolnik gdzieś na polu zasieje. To już klimat jest mniej zmienny i tutaj warto mieć pszczołę która będzie się umiała sama do zimy przygotować odpowiednio układając zapasy w gnieździe, ograniczy czerwienie, zakituje wylotki itp.




Warroza

Czyli to co zabija pszczelarzom rodziny jak ich nie leczą, a nawet zabija jak leczą. To mój tak naprawdę główny powód tego że mam TBH, jak się oczytałem tych wszystkich operacji leczenia pszczół, czym jak ile, mg kwasu, powtarzać odymianie, ostrożnie bo szkodliwe dla zdrowia w większych dawkach. A niektóry opisy to jak horror;-(
A przy TBH i natural beekeeping czytałem że warroza jest ale nie zabija rodziny, nie trzeba leczyć, da się żyć. A dzięki temu że pszczoły nie jako same się rządzą, bees knows better.
Ale tego sam osobiście się będę przekonywał, na razie mam warrozę w ulu bo widziałem ją gdy przeglądałem larwy trutni z wyciętego plastra.
Natomiast na pszczołach oznak warrozy, porażenie nie znalazłem, nie mam pszczół z poszarpanymi skrzydełkami.  Wszystko wygląda jak należy.



Więc zobaczymy za rok, co będę mógł napisać, czy to działa.


I pytanie czy jest możliwy system "zarządzania" ulem i rodziną, tak aby jak najmniej ingerować, nie leczyć, minimalna ilość sprzętu i mieć zadowalającą ilość miodu.
Tak aby mogli sobie takie bezobsługowe ule ludzie stawiać koło domów.

I taki będzie cel ostateczny ;-)


Pozdrawiam
GP





czwartek, 18 lipca 2013

Kolejne miodobranie, wielkość komórki i czwórniak


Kolejny plaster wyjęty z BigOna, plaster duży ale miodu nie za dużo. Plaster był tego roczny, i na nim czerwiła, Na górze był zasklepiony miód a niżej już puste komórki bez miodu, bez jajeczek czerwiu parę komórek. O taka włoszczyna.
A  poszedłem wybrać bo się miód kończył w domu i trzeba było żniwować ;-)


Film gdzie biorę plaster i widać jaki kolejny będę brał.
Matka ograniczyła czerwienie i będzie można brać właśnie kolejne plastry, chyba że przyjdzie nawłoć znów zacznie szaleć z składaniem jajeczek.


I wziąłem 600g miodu, gęsty bardzo dobry.



Czyli z BigOna mam licznik miodu teraz na 2,1kg ustawione.



Wielkość komórki

Miałem zmierzyć wielkość komórek w tym naturalnym plastrze.
I na razie nieporadnie, ale wielkość komórki wynosi 5,1 mm co jest mniej niż rozmiar standardowy czyli 5,4 ale jeszcze więcej niż docelowa wielkość 4,9mm.
Pytanie czy dojdą do takiego rozmiaru, Jest w ulu matka jakaś rasowa, duża, która się unasienniała lokalnie. Tak czytałem że bez podawania mniejszej węzy to może zająć całe lata i kolejne pokolenia matek zanim zejdą one do naturalnych, pierwotnych wymiarów komórki czyli 4.9. Raczej 4.6 to jest za mało dla naszej pszczoły charakterystycznej dla tej szerokości geograficznej.

A tutaj trochę zdjęć, niektóre niewyraźne, w kolejności od dołu plastra do góry. Na plastrze wygląda na to że jest ta sama wielkość komórki 5,1mm








Więc przez całe wiosnę i lato wygryzały się pszczoły z komórek 5.1


Czwórniak

Czyli http://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C3%B3d_pitny
Czwórniaki - miody, dla których brzeczka powstaje z jednej jednostki objętości miodu rozcieńczonej trzema jednostkami objętości wody

To tak przypadkiem gdy przedostatnio płukałem właśnie garnki wodą,i ten wyciśnięty plaster i potem przepuściłem przez płótno wodę. Chciałem wykorzystać każdą kapkę miodu aby się nie zmarnowała. I taki "kompot" zlałem do butelki po wodzie. I za dwa dni ja ją otwieram a ona mi gazuje. Przyjemnie gazuje. Całkiem fajny trunek gazowany wyszedł, trochę szczypiący i zero słodkości.
To postanowiłem tym razem już bardziej profesjonalnie zalać, tylko jest to generalnie za mało. Powinien być nalany tak z 5cm od korka. Aby było jak najmniej powietrza to wtedy jest jak najmniejsza szansa na pleśń.
  Ale nie pozwolę mu na tyle stać aby spleśniał.
A za następnym razem lepiej się przygotuje lub też dodam jakiegoś soku.
Tak jak to jest na wiki.



A dalej w następnym tygodniu kolejne miodobranie. Chociaż tutaj jest tak że znów mam na wylotku dużo pszczół, które wcześniej miały swoje miejsce na plastrze a teraz się nudzą, aby nie było tak że z nudów rójkę zechcą mi zrobić.


poniedziałek, 15 lipca 2013

Jesień idzie, przegląd HUL'a, BigMamy i Warszawiaka

Jesień w znaczeniu przygotowania pszczół do zimy u mnie się chyba już zaczęła.
Lipy to tutaj zdaje się ostatni pożytek, nie mam wrzosu nie mam spadzi więc koniec, teraz już muszę je przygotować do zimy, same dalej nie dadzą rady
Muszę poobserwować co robią z trutniami jak je wyganiają to znaczy już pora na przygotowania do zimy.


Przez cztery dni nie doglądałem pszczół ,w tym znaczeniu że nie patrzyłem na wlotek. A w BigOnie było tak że w dzień nawet siedziały na wylotku kupą, nudziły się nie miały co robić, lipa przekwitła. Zostawiałem je myśląc że może pójść w końcu rójka. Dzisiaj przyjechałem patrzę z daleka na wylotku kupy pszczół nie widać, z bliska pracują na wylotku wentylując ul, i unosi się zapach miodu. Ale pszczół na wylotku mało.
Zajrzałem do środka, a tam po staremu dużo pszczół, można szklanką wybierać. Przejrzałem parę snoz i jest ok, pszczół jest dużo. Widocznie zimniejsza temperatura, zagnała je ponownie do ula, do grzania czerwiu.




Ale głównym celem było dzisiaj zobaczenie co się dzieje u moich czarnuszek i jak tak Warszawiak buduje. BigOne na zimę jest zabezpieczony, w tym znaczeniu że ma dosyć miodu na tych ramkach które planuje mu zostawić.

Ale pozostałe ule będę musiał dokarmić, zdecydować ile ramek zostawić czy je w ogóle zostawić, a może wyjąć. Opracować plan.
Przez tydzień będę obserwował wylotek, jak będą pracować, ostro nosić pyłek, za dwa dni znów zajrzę jak będzie postęp to na razie cukru dawał nie będę.
W BigOnie w tamtym roku cukier dostawały pod koniec sierpnia a koło 10 września dawałem więcej.

Czarnuszki siedzą od 11 dni już w dwóch ulach HULu i BigMamie, te zbudowane z 5mc grubości belek, z tą różnicą że HUL jest głęboki BigMama ma ścięte dno.



HUL

Matka dobrze czerwi, nawet już zaczęła na plastrach odbudowanych pod snozą, i jest na nich czerw już zasklepiony. Jestem w 100% zadowolony z tego co zobaczyłem. U nich może zrobię tak że wymienię wszystkie ramki zostawiając tylko snozy z naturalnym plastrem.




BigMama

Tutaj przegląd drugiego odkładu bliźniaczego do HUL'a jednak jest inaczej, ale czy gorzej?? Nie czerwi na nowych plastrach, na starych tylko jest czerw i jajeczka. Może dlatego że tutaj między ramki odkładu dałem więcej ramek i nie są wstanie ogrzać gniazda. 



Warszawiak

Warszawiak tez się rozwija, ale również matka nie czerwi na świeżo odbudowanych snozach, i chyba jednak jest to wina tego że nie potrzebnie dałem im tyle pustych snoz. Matka w ulu jest bo ją już po przenosinach widziałem.


Podsumowując

Sprawa dokładania snóz to jest tak że teraz nie ma pożytku i pszczoły nie będą odbudowywać plastrów pod snozami. A ja w rozpędzie i niewiedzy dałem im tych snoz za dużo i to na dodatek w gniazdo. Wiec nie są wstanie (tak myślę) ogrzać nowych plastrów aby matka miała możliwość ich zaczerwić.  Widać że w HULu ładnie zaczerwiła a w pozostałych nie. Różnica jest właśnie w ilości snoz w ulach. Gdybym dał je na koniec przy zatworze to by sobie dobudowywały ile trzeba i nie miałyby w środku gniazda przerwy.
Dzisiaj w nocy jest całkiem zimno więc snozy niezabudowane nie trzymają ciepła w ulu.
Bo te snozy to można i należy podawać w środek  jak jest pełnia pożytku i jest ciepło. Wtedy sobie poradzą a teraz myślę że mają problem w Warszawiaku i BigMamie bo w HULu odbudowały i jest dobrze.



Aby pomóc im w ogrzaniu gniazda to przygotuje materac wypchany słomą
i taki położę na wierzch na deski. To powinno im pomóc w utrzymaniu temperatury w ulu, bo tak jak dzisiaj siedząc przy otwartym oknie zaczynam marznąć to i pszczoły muszą więcej pracować aby utrzymać stałą temperaturę potrzebną dla wychowu larw.


Kitowanie wylotków na razie czegoś takiego nie obserwuje, poczekam a jak nie zakitują to będzie jednak trzeba pomyśleć o osłonięciu wylotków na zimę.




Więc, kampinoskie się przyjęły, pracują a ja muszę ocieplenie dać od góry aby pomóc im ocieplić ul. I jak nie będą nosić nektaru do ula to wtedy zacznę podawać tak po 400 gram syropu aby podtrzymać czerwienie i budowę nowych plastrów. Przygotować je do zimy.


Nie pisze o warrozie mają sobie same z nią poradzić na naturalnej zabudowie.


To chyba tyle.
Miłego

niedziela, 14 lipca 2013

Ule u brata czyli po XX latach pszczoły znów we wsi.

I jako się rzekło przy wybieraniu miodu ule u brata już stoją ;-)

 W czwartek rano zabraliśmy się za robienie uli, do piątku do 16 zostały zrobione i już o 19 wkładaliśmy przywiezione pszczoły do ulów.

Szybko i chyba nie do końca mądrze. Ale jak się uda to brat będzie miał na następną wiosnę już miód, a tak byłby straty cały rok albo i więcej aby mieć miód. Bo gdy u siebie chciałem zdobyć pszczoły to nie było jak i gdyby nie czarnuszki zamówione rok temu to może nie zwiększyłbym ilości uli
Powinny być odkłady albo przynajmniej jakoś tak lepiej przeniesione z 100% pewnością że jest matka.
Cóż zostało to zrobione tak że starszy już pszczelarz nie ma siły do opieki nad pasieką i ule sprzedaje. Ule to oddzielna historia bo to skansen mocny, 100 letnie nawet według właściciela a po tym jak ramka była skręcana na śruby to jestem gotów w to uwierzyć.  ;-)
Ule nie były nam potrzebne, ramki też, poza tym nie chciałem tak jak przy Warszawiaku ładować całego tego bałaganu czyli ramek starych do nowego ula. Potem to jest problem jako to powyjmować, a tak jest szansa że tak jak u mnie w BigOnie sobie nabudują plastrów tylko trzeba podkarmiać.

Więc wzięliśmy dwie ramki do skrzynek po moich odkładach i z każdej ramki pszczoły otrzepywaliśmy, licząc na to że matka się również otrzepie i będzie dobrze. Te dwie ramki to z jajeczkami i czerwiem odkrytym aby w razie czego sobie mateczniki ciągnęły.
Więc jest ryzyko że matki nie ma i trzeba będzie patrzeć czy są mateczniki albo matkę podać nową.

To tyle a teraz filmy po 24 godzinach od włożenia pszczół u moich to 24 po już były kawałki plastrów. Tutaj jeszcze nie zaczęły, ale zwalam winę na brak dużego pożytku bo lipa przestała kwitnąć.






I jak zwykle sobie gadamy tutaj jest początek a potem mała przerwa na ponowne rozpalenie podkurzacza.







Tutaj pierwszy  robię przegląd ula. Mówię tak aby bratu powiedzieć aby miał jakąś wiedzę na początek.
Ramki przyczepione, i te kawałki które obcinaliśmy z ramki również przyczepiliśmy, a tak na wszelki wypadek, bo tam też były larwy.






A tutaj robi przegląd brata a jego "instruuje". Więcej krwi wylanej na poligonie mniej w boju ;-)
Ma rękawice bo go wczoraj pszczoły mimo rękawic co prawda roboczych ale jednak się przebiły i pożądliły. Pszczelarz się śmiał że przez materiał to chrzest.


Na teraz pszczoły będą dokarmiane bo lipa się skończyła i pożytku brak a pszczoły muszą odbudować plastry, i tak aby matka miała gdzie złożyć jajka, aby była młoda pszczoła na wiosnę i do zimy. Plus trzeba te stare ramki wymienić.



Podsumowując

Pszczoły są i jak się przyjmą to będzie wiosną fajnie, będzie miód jeden sezon do przodu.

Minus na teraz taki że nie ma pewności czy jest tam matka i trzeba będzie poczekać. Sam sobie przypominam jak w moim BigOnie to już zacząłem szukać matki czy da się kupić i podać a był już sierpień. Nie czerwiła przez dwa tygodnie od momentu startu ula. Aż w końcu ruszyła i było super.
Miałem szczęście.

Trzeba było spokojniej, ale każdy tydzień to tydzień bliżej jesieni i zimy a czas leci. Odkłady, ja się nie orientowałem a brat szukał i nie za bardzo wychodziło. Więc jak się trafił dziadek a gość od pszczół z ODR w Szepietowie był i stwierdził że pszczoły ok zdrowe to trzeba było brać.
Tylko kiepscy z nas spece od pszczół bo dziadek mówił co był u niego wcześniej inny osobnik to przyjechał zawodowiec, z skrzynią, ramki przełożył wszystkie i pojechał.


To tyle a co się będzie działo dalej zobaczymy.
Poczekamy czy pociągną matecznik na tych ramkach, czy jednak zakupić unasiennioną matkę i ją podać.
Jest tydzień na namysł jeszcze.


poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozmowy przy wybieraniu miodu

Jest taki film który oglądałem dwa razy a jego tytuł "Rozmowy przy wyrębie lasu". Oglądałem go dwa razy pamiętam tyle że siedzą sobie goście/drwale i sobie rozmawiają chyba o życiu. Piękne dialogi.

I teraz przyjechał do mnie brat bo chciał zobaczyć co ja z tymi pszczołami robię. Bo ma małe dzieci i go też by taki miodzik interesował.
Więc zabraliśmy się za wybieranie miodu. On trzyma aparat i dużo mówi a ja sobie wybieram miód i tak to wygląda.

Dwu odcinkowy film pod tytułem "Rozmowy przy wybieraniu miodu"
Dialogi nie są takie rewelacyjne ale miło jest ;-)



Pierwszy odcinek jest gdy plaster wyjmujemy z ula.





A w drugim wkładamy odciętą snozę.






 I tak to wyglądało, a miodzik wprost wspaniały.



Podsumowując 


Łagodne pszczółki są, ale to nie jest reguła, w tym ulu mam takie pszczoły ale np w Warszawiaku to są cholery, Chociaż po przenosinach do TBH to już dwa raz zrobiłem przegląd bez rękawic. Może po prostu ostro reagowały na przypadkowe zgniatanie przy przekładaniu, wyciąganiu ramek. A teraz praktycznie nie mam szansy ich zgnieść i są wdzięczne. Zobaczymy jak będzie przy wybieraniu miodu, ale bez rękawiczek i dymu do nich nie podejdę. 


Wybieranie miodu jest jak widać proste, potem taki plaster wycinamy te kawałki czerwiu, następnie tniemy i do gara. Gnieciemy ręką i na jakieś sitko. A po paru godzinach mamy pod sitkiem miód, na sitku resztki wosk, pierzga i miód który nie skapnął. Te resztki to zalewamy wodą, mieszamy, pierzga się rozpuszcza nie cała ale całkiem sporo, resztki miodu. I to potem przez szmatkę wyciskamy i mam napój. A jak dodamy drożdży to myślę że może być nawet coś co ma procenty ;-)

Licznik miodu z BigOna jest ustawiony już na 1,5 kg teraz wziąłem cały słoik 900g z meniskiem wypukłym plus jakieś 200 gram do małego słoiczka. Co daje 1,1 kg z takiego jednego plastra. Na pewno będzie miodu dużo więcej bo te pierwsze od wlotka snozy są również tak jak ten zasklepione, Tylko jest na nich czerw teraz nie mogę brać i będę to robił w sierpniu, wycinając czerw.
Myślę że wezmę z niego jeszcze min 10kg bo zostało min 5 pełnych starych wiosennych snoz plus te fajne nowe. A na dodatek pszczoły będą zimowane na miodzie.

Na razie same pozytywy.
A i kampinoskie się dobrze zapowiadają, a jak jeszcze zakitują otwory wlotowe abym się nie martwił zabezpieczeniem na zimę to będzie pięknie.




p.s.
Przepraszam Ukrainki.

czwartek, 4 lipca 2013

Pszczoła Kampinoska, czarna pszczoła ujarzmiona ;-)


W końcu mogłem odebrać (03 lipiec 2013) zamówione odkłady pszczoły środkowoeuropejskiej kampinoskiej unasiennionej naturalnie.
O tutaj z Parzniewa http://www.shiuz.pl/matki-pszczele,26,l1.html
Odkłady dwa, cztery ramki wielkopolskie, trochę pszczół było żółtych włoszki pewnie z zasypu.
I tutaj może ten zasyp ale pierwsze zdziwienie, zero agresji łagodne aż miło. Wczoraj myślałem że otumanione podróżą  ale dzisiaj również bardzo przyjemnie się przeglądało jeden ul.

No ale dobrze jak zwykle nie ma co pisać należy pokazać ;-)
Zacząłem na filmach komentować to co widzę i może pora zrobić jakiś statytw na głowę aby móc nagrywać więcej. Ale czy ktoś będzie wstanie oglądać np 40 minutowy  film z przeglądu ula. Ale może są tacy ;-)




Otwieram odkład i moje pierwsze komentarze.







Tutaj dalej wyjąłem ramki. Pierwsza rzecz to znaleźć matkę, aby ją bezpiecznie móc przenieść. Szukałem matki przekładając ramki do TBH, Matka była znakowana i była na ściance ula. Czyli mogłem operować ramkami. Ramki postanowiłem ułożyć nie tak jak w Warszawiaku ale od razu od wltotka. Znaleźć ramkę z małą ilością czerwiu i dać ją od wlotka i potem kolejne trzy. Bo pszczoły budują chyba od wlotka do tyłu, przynajmniej tak to robią w Warszawiaku. I w Warszawiaku zrobiłem wczoraj porządek przesuwając ramki do przodu a dzisiaj dałem w środek ramek puste snozy.  O tak trochę sugerując się tym co pisał mi jeden osobnik ;-)






Ramki podpięte pod snozy, paskami, i ustawione, gotowe do przycinania







Obcięte już trzy ramki, na czwartej pokazuje jak obcinam, w jakiej kolejności i.
Najpierw trzeba podciąć, piłką ramki po bokach. Potem wziąć nożyce i odciąć te kawałki od plastra, przeciąć druty itp. Potem sekatoram odcinamy te naderżnięte ramki i teraz one nie trzymane przez węzę ani druciki odpadną i wtedy możemy już wyciąć w plastrze ten trójkąt.
Taka kolejność działań mi wyszła gdy kombinowałem przy przekładaniu Warszawiaka.






I koniec pracy, ul gotowy do zamknięcia. Pszczoły zero agresji, spokój totalny, naprawdę cud malina. Widać że pustych snoz dałem więcej niż trzeba. A ramki są od przodu. Snoz dałem dużo bo taki będzie plan że na wiosnę przy zabudowie ciepłej (ramki równolegle do wlotków) dam snoz do oporu, aby budowali kiedy zechcą.





Drugi odkład przeniesiony, i mówię trochę pokazując już trzy ule, każdy różny a dwóch odkłady kampinoskiej i w Warszawiaku te moje dzikusy.


I teraz dwa odkłady trafiły do uli w których jest jedna różnica konstrukcyjna ta różnica do głębokość ula. Oba mają snozy wielkości 54 cm, powierzchnia użytkowa 50cm na górze i teraz w tym uluH jest 50cm bok i głębokość coś koło 43 cm. Natomiast w BigMam jest ta głębokość tylko 28cm. Jest mocno ścięty na dole, ma taką denicę. A poza tym wszystko jest takie same. Bo są zrobione z takich samych balików, też będą deskami nakrywane. i będą na zimę od góry czymś przykryte. Wlotków też jest pięć. Zatwory mają na dole przestrzeń na przechodzenie pszczół i wentylację powietrza. Mam nadzieje że tego nie zakitują ;-(

Dzięki temu będę mógł co prawda niezbyt naukowo a nawet wbrew nauce bo na jednostkach nie można wyznaczyć prawidłowości. Ale będę mógł zobaczyć jak przezimują, jak się zachowują, jak budują plastry takie same pszczoły, w tym samym miejscu w takich samych ulach. Gdzie mogą plaster budować głębszy a inne tylko 27cm. W naturze głębokość gniazda w dziupli to ponad 1metr wysokości/głębokości. 

Ale takie krótsze plastry są na pewno poręczniejsze jak również mniejsze jest ryzyko ich oberwania pod wpływem ciężaru.



24 godziny po




Plaster ładnie się buduje, i kolejna snoza również już zaczęta.
I co i ciągle są łagodne i nie wychodzą na snozy, łatwo dały się zagonić aby można było nakryć deseczką. I nie słyszałem żadnego odgłosu łamania kości czyli śmierci pszczoły.




Podsumowując.

To sprawa łagodności pszczół są łagodne jak będzie dalej to zobaczymy.

Samo przenoszenie pszczół to proces męczący, i zależy od liczby ramek. Bo trzeba przyciąć i czas a czas to coraz większa agresja pszczół. Gdybym jeszcze raz Warszawiaka przenosił to wywaliłbym połowę ramek, i nie żałował tych paru komórek czerwiu tylko wziął miód.

Ramki należy wkładać od początku od wlotka bo pszczoły będą budować nowe plastry od tyłu więc nie ma co im dawać pustych snoz od wlotku.



I tyle a następny etap to warroza, potem zima wiosna i zobaczymy za rok w lipcu.
BigOne za 16 dni będzie miał rok czasu, cały cykl. I widzę że jest dobrze bardzo dobrze, rójki nie było, miód jest pytanie o warrozę która się w końcu powinna pojawić. Zobaczymy.

Miłego
GP


niedziela, 30 czerwca 2013

Pierwszy prawdziwy miód z BigOna

Pierwszy prawdziwy, bo już raz z BigOna brałem ale nie było pewności czy tam nie było również coś z zimowego cukrowego syropu.

Teraz to wziąłem prawdziwy miód, oj tam pominę że nie do końca zasklepiony ale cóż, musiałem wziąć, już nie wytrzymywałem ciśnienia i się bałem że na dole plastra zacznie mi czerwić.

Ten zebrany miód to zaryzykuje twierdzenie jest akacjowy, bo w czasie kwitnienia akacji go przybywało. Teraz kolejne to będzie lipa o ile pogoda pozwoli. Dzisiaj do południa było fajnie, pracowały jak szalone a tutaj jest pełno lipy. A po południu pogoda siadła.
A u mnie mam małą hodowle trutni w ulu więc wyjadają zapasy nieroby ;-)



Dobrze tutaj jest film z ula jak biorę plaster




Nie jest to taki wymarzony plaster, zasklepiony itp. Kolejne będą już lepsze ;-)








A tutaj winowajcy całego zamieszania.
Gdyby nie ich biegunka po miodziku ze sklepu to by pszczoły były ale X lat później, bo są inne ważniejsze sprawy.
A tak jest już teraz, i dobrze dzięki temu będą się zdrowiej odżywiać a przez to będą zdrowsze.





10 minut później wkładam już snozę po obcięciu plastra.
Pokazuje plaster starszy na którym jest zasklepiony ładnie miód ale nie mogę go wyjąć bo jest czerw. A na teraz czerwiu nie chce niszczyć, dopiero jesienią nie jako będę zmuszony ograniczyć gniazdo i wtedy wyjmę plastry i na których będzie czerw to wytnę.

Tak robi teraz np jeden chyba Słowak na YT pokazuje jak bierze takie plastry z TBH i wycina czerw a miód do gara.






A po godzinie już jest miód.
Powinno cieknąć do rana ale co tam pociekło 400gram i jest.
A reszta wypłukana i jako "kompot" do picia.




I tutaj trochę fotek.










A tutaj resztki pierzgi która się z woskiem wytopiła. 

Poszła do kubka i będzie łyżką jedzona




Podsumowujemy

Jeden plaster i to taki nie zasklepiony, nie pełny, mało bo 400 gram midou wziąłem ale jest. Szybko bez wielkiego wysiłku, prawdziwe miodobranie planuje zrobić pod koniec sierpnia jak będę układał im plastry na zimę.

Pozostałe plastry są takie, co pokazałem na tym przedostatnim filmie, że jest na nich zasklepiony miód pod snozą tak na 5 i więcej centymetrów szeroki. Można i z nich wziąć miód ale to wymagało by odcięcia czerwiu, zabiciu dzieci pszczół ;-) Mogę z tym poczekać do jesieni.

 Pierzga jest w tych plastrach i myślałem pierwotnie że będzie się ona rozpuszczać w miodzie podczas gniecenia i dzięki temu miód byłby o wiele bogatszy. Ona się tam miesza ale nie na tyle aby pierzga się rozpłynęła i zostają takie twarde kawałki.
I tak myślę że jak się da to trzeba będzie  ją odrzynać z plastra, wydłubywać i np do takiego słoika z miodem na wierzch wrzucać, aby potem móc ją z miodzikiem wyjadać.

Miód jest jak pisałem na początku prawdziwy ;-). Nie ma w nim na 100% cukru gdyż jest to plaster całkowicie nowy z tego roku, a nie z zimy gdzie widziałem został syrop cukrowy. Jest jaśniejszy od tego co go brałem przy okazji przenosin WZ do TBH'a http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/06/przeniesienie-warszawskiego-zwykego-go.html
Jest w smaku delikatniejszy, nie taki ostry, jak ten wcześniejszy wiosenny czy też właśnie ostatni z WZ.


Wosku też jest trochę więc albo może jakieś kosmetyki trzeba zrobić o ile będzie to łatwe lub ostatnio byli znajomi i mieli takie małe śmierdzące świeczki na komary w takich fajnych naparstkach glinianych. To pomyślałem że może wsadzę kawałek knota, zaleje te naparstki i zobaczę co z tego wyjdzie. Skoro dym z takich świec z prawdziwego pszczelego wosku ma właściwości lecznicze dzięki swojej zawartości.

Słoiki należy kupić i mieć je tylko do miodu ;-)
Oj niby banalna prosta rzecz i pewnie każdy zawodowy pszczelarz to wie ale w każdym domu jak się robi jakieś kompoty, dżemy ogórki kiszone to słoików jest pełno. I takie to słoiki można wykorzystywać wielokrotnie i jest ok.
Ale do tego ostatniego miodu z WZ wziąłem jeden słoik był po soku z truskawek a drugi po ogórkach i teraz miód pach nie miodem a truskawką i kiszonym ogórkiem. Na początku zapach nie był taki intensywny ale widocznie się bakterie namnażają i się dzieje ;-) Dla np ogórków w słoiku po truskawkach nie przeszkadza i odwrotnie bo po otwarciu to się szybko zjada ale jak słoik ma stać z miodem tydzień to miód pachnie ogórkiem kiszonym ;-(

Wiec w sobotę pojechałem i kupiłem słoików, nakrętki które będą tylko do miodu.

 
I tyle, a jak będzie dobra pogoda to następne miodobranie szybciutko będzie bo lipa cudnie kwitnie.

 
 Miłego
GP


p.s
A dzisiaj dzwonili z Parzniewa że są odkłady i mogę odbierać i będę miał już komplet zasiedlonych uli czyli sztuk cztery. Każdy inny o tak w celach doświadczalnych i poznawczych.
Tak ze w tym tygodniu się będzie działo ;-)


piątek, 28 czerwca 2013

Przeniesienie Warszawskiego Zwykłego go nowego TBH (27 czerwiec 2013)

Stało się przeniosłem WZ do nowego TBH i jestem już wolny od ramek ;-)
Poćwiczyłem przy okazji przed przeniesieniem odkładów które w końcu mam nadzieję mi dostarczą.

Ale najpierw sam nowy tbh, opiszę go razem z dwoma pozostałymi w oddzielnej notce. Na teraz tylko napiszę że zrobiłem go przy założeniu aby  było minimum wysiłku i czasu, bo już żona zaczęła marudzić że co nowy ul itp.
Zajęło mi to 24 godziny robocze, co prawda miałem już deski, materiał, narzędzia  miałem doświadczenie z poprzednich uli to ten poszedł sprawnie.
Zrobiłem go z desek calówek sosnowych nie do końca wysuszonych, ale mam nadzieje że się nie pokręcą, a pszczoły szpary zakitują jak będzie trzeba.

Ul jest zrobiony mało ambitnie, bez felca są szpary między deskami, tak że pszczoły będą sobie musiały same domek uszczelnić. Ul w środku jest długi na 110 cm, szeroki na 50cm i boki też 50cm, daje to w środku trójkąt równoboczny o bokach 50cm i kącie 60 stopni. Tak aby ścianki były nachylone pod kontem 120 stopni. Na razie tyle reszta będzie w oddzielnej notce o ulach.


Wiec film z WZ którego to będę przenosił


I jak widać czerw, w ogóle matka jakoś zaczęła ładnie czerwić, nawet mam podejrzenie że nie jest to teraz ta matka która była na wiosnę tylko inna.






Postanowiłem przełożyć wszystkie ramki, szkoda czerwiu itp.  Teraz już wiem że wszystkiego przenosić nie trzeba tylko te gdzie jest faktycznie dużo czerwiu, czyli tak ze trzy, cztery ramki, aby również pszczoły mogły zacząć budować kolejne równoległe do nich. A resztę ramek to czerw wyciąć i zakopać a miód pognieść i do gara ;-)





Tutaj są moje przygotowania do przenoszenia.
Sekator to nie jest tak do końca to czego powinniśmy użyć, nie wszystkie ramki dały się przeciąć, a do tego trzeba mieć też i trochę krzepy ;-)
 Z ramkami niektórymi się męczyłem co sprawiło że naruszyłem plaster i następnego dnia dwa plastry znalazłem urwane i na dnie ;-(


Może nowy brzeszczot by był lepszy??
Spróbują na odkładach z brzeszczotem od metalu.








Jest już po przenosinach, zajęło mi to 20 minut czyli szybciutko się z tym uprałem.
To co mnie martwi to ze nie widziałem i nie znalazłem matki z tego ula, mam nadzieje że nic jej się nie stało.
Dlatego też będę musiał zobaczyć czy czerwi i czy to nie trutówki.








A niżej część druga bo przez przypadek wyłączyłem aparat.



Prawie trzy godziny po przeniesieniu czyli 19:23, skończyłem przenosić o 16:43 a zacząłem o 16:23.
Następnego dnia dołożyłem im nowe trzy snozy puste z przodu ula.

I to na tyle jeżeli chodzi o przeniesienie do nowego ula






Jeszcze trzy filmy z miodobrania które sobie przy okazji urządziłem ;-)







Podsumowując

Przenoszenie takie z odcinaniem ramek to masakra.
Można wybrać również drogą taką że bierze się ramki strzepuje pszczoły i ma się taką rójką, ale wtedy trzeba dodać cukru aby zaczęły od razu budować plastry, miały pokarm itp. i może istnieć ryzyko że nam pójdzie w świat z ula.
A jak przeniesiemy ich z ramkami to będą siedzieć bo czerwiu nie zostawią i nowe plastry będą budowały równolegle do starych.

Matka, powinna być znaleziona
Ja niestety matki nie znalazłem, szukałem ale nie była znakowana, i nie mogłem wypatrzeć. Mam nadzieje że jej nie uszkodziłem, że jej nie zabiłem i teraz muszę obserwować czy będą jajeczka. Na tych plastrach które przekładałem były jajeczka, może ich nie odciąłem. Jakby co to pojawią się mateczniki. I będzie to sygnał że jednak matki nie udało mi się przenieść.

Teraz bym to zrobił tak
Ramek wszystkich bym nie przenosił, wybrał tylko te z czerwiem, z duża ilością czerwiu. I tylko te przeniósł, czyli trzy, cztery ramki. Z reszty ramek pszczoły bym strząchnął, czerw wyciął i zakopał, a plastry do gara i wycisnął miód.



Odkłady
Tak że te odkłady które teraz przyjadą to te ramki bez czerwiu albo z minimalną ilością czerwiu trafią do gara (czerw wcześniej wytnę) i będzie miód. Ramki jak będą stawiały opór przy sekatorze to brzeszczotem potraktuje, tak aby ramek nie połamać bo sekator to niezbyt delikatne narzędzie.
Odkłady będą na ramce wielkopolskiej czyli będę musiał tylko lekko po bokach dociąć z ukosa.



A kolejne newsy z tego nowego TBH będą w kolejnych notkach, a będę sprawdzał czy pojawiły się jajeczka.

Miłego
GP



niedziela, 23 czerwca 2013

Rójkę łapałem ;-(

Nie swoją, moje na szczęście jeszcze się nie roiły. Może nie zauważyłem ale przeglądając ul nie widzę aby zmieniła się ilość pszczół, czy też aby było brak jajek i czerwiu.

Rójki niestety nie przywiozłem.
Rójka była w chlewni u rolnika w pomieszczeniu do którego rzadko zaglądał. Gdy wszedłem do pomieszczenia zobaczyłem taki oto widok. Że na oknie kupka pszczół, w całym pomieszczeniu kupeczki pszczół podwieszone pod sufit.
Gdy podszedłem do okna to na podłodze jak z osypu pełno padniętych, martwych pszczół. Na parapecie również, nawet się zaczęły od wilgoci już gnić. Nie miały zwyczajnie wyjścia na zewnątrz.

Porozgarniałem te kupki aby zobaczyć czy gdzieś może są jakieś zaczątki plastrów, może matka. Nic zero.
Otworzyłem okno, aby może następnego dnia ile z nich się uda uciec niech idą. A niech jeszcze zadzwoni do pszczelarza który nie miał czasu wieczorem, może przyjdzie rano. I coś mu się uda zebrać. A jak nie to niech muchozolem resztę potraktuje, przykre.

Cóż rójka weszła mu przez komin taki wentylacyjny w pomieszczeniu przy suficie. Osiadła na oknie bo tam było jasno, widocznie ściągnęło je światło.
I tak siedziała pewnie już parę dni, nie potrafiła wyjść, i tak zmarniała.
Szkoda bo już się cieszyłem że będę mógł w ulu osadzić rójkę, a tak trzeba czekać na odkłady. I może jakaś inna rójka.


Dzwoniłem do niego dzisiaj. Zostało parę pszczółek a reszta poszła czyli muchozol nawet nie będzie potrzebny.


Miłego
GP