wtorek, 31 grudnia 2013

Ze smutkiem zawiadamiam że BigOne rady nie dał

To co było zapowiedzią porażki z wpisu http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/09/warroza-morduje-bigona.html stało się faktem.
Rodzina z BigOna rady nie dała i zakończyła swój żywioł.



Cóż jak widać warroza skutecznie zmniejszyła ilość pszczół.
Na filmie również wydać zasklepione komórki z czerwiem, nie wygryzł się bo już pewnie ilość pszczół tak drastycznie malała że nie były wstanie ogrzać czerwiu. 
Dwa to zawiązały się na tylnych plastrach gdzie nie było bogato jeżeli chodzi o miód na plastrze i tak jak widziałem to doszły do góry i tam wyjadły wszystko i już nie były wstanie przejść w bok.
Za mały kłąb, za mało pszczół. Może gdyby był tam pokarm to by dały radę do wiosny. Mi to nie oceniać.

Ul już posprzątałem, miód który był na plastrach zebrałem, tłuczkiem rozgniotłem. Na sitkach przecedziłem i dostałem trzy 900g i jeden 450gram słoików miodu. Prawdziwego miodu bo pszczoły nie były dokarmiane.






Resztę plastrów do wora i czekają wiosny będą służyły do impregnowania drewna na doniczki pod rośliny.

Podsumowując.
1. Jak widać warroza jest skuteczniejsza.
2. Nie mam na tyle wprawy, byłem za mało uważny aby wychwycić moment ataku warrozy i zacząć wcześniej leczyć pudrem.
3. Pszczoły nie potrafiły sobie same poradzić.

Zamiast czekać na rójkę było trzeba zrobić odkład i miałbym szansę  aby odkład sprawił się lepiej. Gdyby miał przerwę w czerwieniu.

Pocieszam się tym że w sumie mogę policzyć z niego 10słoików takiego prawdziwego miodu z niego zostało wzięte.
Koszta się zwróciły, jak nie będę liczył pracy włożonej w opieką i ul.


Tak że nie muszę czekać wiosny i nasłuchiwać.

Pozdrawiam
GP




sobota, 28 września 2013

Denica

Skoro zostałem varroa managerem to muszę zacząć pomału korzystać z potrzebnych mi narzędzi i metod.

Nie dało się prosto czyli na naturalnym plastrze, a raczej może nie to ze się nie udało. Ale potrzeba czasu, więcej uli, różnych pszczół aby faktycznie sprawdzić czy coś działa czy nie. Ewentualnie jaką metodą, jakim środkami warrozę trzymać pod kontrolą.

Oczywiście może być to nie potrzebne jak BigOne przeżyje zimę, a na wiosnę pszczółki zabiorą się do roboty, ja zrobię odkład i będę miał materiał genetyczny odporny na warrozę, a metoda leczenia to cukier puder ;-)

Wiec potrzebuje takiej konstrukcji denicy dzięki której będę mógł sprawdzać osyp roztoczy warrozy. Taką denicę wysuwaną z siatką itp.
W BigOne'ie to siatki raczej nie dam ale jak wiosną ul będzie martwy to wtedy przerobię denicą dam na dole kawałek cienkiej płyty pilśniowej abym mógł ją wysuwać i obserwować ile na denicy jest roztoczy.

A nowe ule już będę tak projektował aby była i siatka i wysuwana deska do patrzenia co się tam dzieje.

A na teraz mogę sobie tylko popatrzeć na wylotek i za zatwór.
Bo gdy na zewnątrz 10 stopni, zachmurzone niebo, to ula nie należy przeglądać, zwłaszcza że jest jeszcze czerw.
A jesienią, gdy trzeba warrozę obserwować to o pogodę coraz trudniej.

A tak wygląda wylotek na dzisiaj. Pszczoły są może będzie dobrze.





A cel zostaje ciągle ten sam, aby przy minimalnym nakładzie pracy mieć proporcjonalną do tego ilość miodu i satysfakcji.
A jak się okaże to proste i bezpieczne to propagowanie hasła ula w każdym ogrodzie.

Pozdrawiam
GP
 

środa, 25 września 2013

Cukier puder cd.

Po tym jak warroza dosłownie zaatakowała mi BO http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/09/warroza-morduje-bigona.html zastosowałem moją odpowiedź czyli cukier puder.
Optycznie liczba warrozy na pszczołach zmalała po pierwszym zabiegu.

23 września cukier puder zastosowałem drugi raz.

Na pewno jest tak że cukier puder na warrozę działa. Na ile skutecznie w moim przypadku to się okaże wiosną.

Cukier puder sam sposób leczenia nim warrozy jest znany i stosowany od dłuższego czasu.

Znalazłem takie oto ciekawe materiały dotyczące stosowania cukru pudru.

http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-1/
http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-2/
http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-3/

Czeka mnie jeszcze trzecie pudrowanie pszczół.wtedy cykl 21 dni się zamknie i każda pszczoła powinna zostać upudrowana aby miała szansę się oczyścić.
Również ważna jest metoda stosowania cukru pudru. Od posypywania z góry na ramki, podawanie z dołu, czy też tak jak ja to zrobiłem "odymianie" bezpośrednio każdego plastra z osobna.


Na przyszły rok mam zamiar potraktować pudrem pszczoły profilaktycznie.
Mogę to porównać do sytuacji w której profilaktycznie pijemy wieczorkiem ciepłe mleczko z miodem, herbatę z cytrynką miodem i korzeniem imbiru. Oczywiście wszystko w odpowiedniej temperaturze aby nie zabić zdrowotnych właściwości miodu.
To jest profilaktyka czyli cukier puder a antybiotyki czyli chemia stosowana nie będzie.


Cóż mi jeszcze brakuje, to wysuwanej denicy na której mógłbym liczyć osypującą się nieżywą warrozę.
Tak aby widzieć co się dzieje, naturalny osyp i osyp po upudrowaniu cukrem.

To na tyle, kolejne pudrowanie za tydzień.

Pozdrawiam
GP


środa, 18 września 2013

Warroza morduje BigOna

Od dzisiaj jestem varroa menager, ktoś kto zarządza stadem roztoczy warrozy, pastuchem zostałem.

Myślałby kto że łatwo będzie, nic z tego swoje trzeba odcierpieć.W internecie można odnaleźć wiele sukcesów osób które mają pszczoły i nie walczą z warrozą. Wysiłek swój okupują w pierwszym okresie po podjęciu dezycji o nie leczeniu dużymi stratami rodzin pszczelich. Rozwijają te rodziny które przeżywają, korzystają z małych komórek, plastrów naturalnych itp. Jednym słowem decydują się na to aby to sama natura poradziła sobie z czymś co żyje w środowisku naturalnym. Inni ściągają materiał genetyczny pszczół już odpornych na warrozę, z Afryki i mieszają je z naszym europejskim materiałem genetycznym. Odporność na warrozę to umiejętność pszczół na uśmiercanie pasożyta/roztocza, odsklepianie komórek z czerwiem gdzie pasożytuje warroza. A i tak nie ma pewności czy któregoś pięknego dnia nie okaże się że kolejna matka nie potrafi przekazać właściwych genów swoim córkom, i są straty. To same straty ponoszą również tradycyjne pasieki, warroza uodparnia się na kolejne specyfiki i zabiegi.

Więc i ja chcę mieć takie pszczoły, pierwsza próba czyli po najmniejszej linii oporu czyli naturalny plaster, normalna pszczoła chyba nie zdaje egzaminu. To znaczy widać porażenie warrozy ale nie będę sprawdzał czy przeżyją zimy.

Zostaje mi cierpliwa praca i rozpoczęcie walki z warrozą bardziej mechanicznymi metodami.

Ale jak to było.
Warroza ze w ulu jest to było pewne, brałem miód to widziałem na czerwiu trutowym warrozę. Czerwiu trochę wyciąłem aby właśnie sprawdzić.
Przez ten cały czas nie zauważyłem warrozy na pszczołach, nie zauważałem jej obecności.

Do dnia 13 września 2013 roku w Piątek wszystko się zmieniło. Na przyszłość do ula w piątek 13 nie zaglądać ;-)
Czyli to co czytałem na forach że na wylotku pojawiają się pszczółki bez skrzydełek a na dodatek jest warroza. To że nawet u tych odpornych pszczół warroza występuje to jest fakt, natomiast nie zabija ona rodziny. Liczba roztoczy jest na tyle mała że nie powoduje  śmierci ula. Ale jest. Skoro odkryłem że warroza jest to trzeba sprawdzić ile jej jest. Idąc za radą bardziej doświadczonych i mądrzejszych ode mnie otworzyłem ul i zrobiłem przegląd, Widelcem odsklepiłem czerw, piąta minuta filmu jak ktoś nie chce całości oglądać.
No cóż uczucie było nie ciekawe, taka świadomość że już jest po, o ile nie przed zimą to po zimie. Pszczół nie będzie. Mogłem czekać albo też coś zrobić. Przerażają mnie opisy leczenia pszczół kwasami, chemią itp. Że trzeba uważać ile czego kiedy, mililitry, temperatury itp. A poza tym potem to wszystko gniecione w misce i mam to jeść?? Pszczelarze którzy wirują miód nie gniotą wiec nawet jak coś zostanie na wosku to nie trafi to w takiej ilość do miodu. Pożaliłem się na forum biobees  i cóż jednak poradziła mi Barbara co bym pszczoły jednak poleczył. Ona nie leczy ale jak trzeba to tymol idzie w ruch. Postanowiłem że potraktuje je cukrem pudrem. Metodą nie taką jak widać głównie na filmach że sypią na ramki tak między plastry. Ale jak widziałem kiedyś że pszczelarz ładował cukier puder do takiej gruszki gumowej, takiej jaką się dzieciom czyści nosek itp. Cukier jest również "inwazyjny" to znaczy zmienia ph w ulu, ale mniej niż kwasy. Więc zrobiłem to samo.
I do pracy. Filmik tylko pokazuje jak to działa, a ul w środku był biały od proszku. ;-)
 Gdybym był zawodowcem to pod plastry powinienem podłożyć kartkę, z jakąś lepiącą cieczą, aby opadająca warroza przykleiła się do tej kartki. Nie miała szansy wejść z powrotem (jakiś procent wchodzi na pszczoły ponownie) a ja bym policzył ile tego spadło. Ale nie jestem zawodowcem ale minimalistą/prymitywistą , a na dodatek fatalna pogoda. To poszło po najmniejszej linii oporu. Mało tego powinienem omijać te miejsca z jajkami czy też niezasklepionym czerwiem, a zasklepiony wyciąć. Ale zasklepiony został, sypałem po larwach i jajkach czyli pewnie obumrą. I taki zabieg trzeba przeprowadzić trzy razy, co 7 dni. Aby cała populacja pszczół miała kontakt z pudrem. Tak to wyglądało po 1 dniu. Jakoś trochę kiepska ale coś tam widać. Gdyby była ta kartka z olejem mógłbym pokazać więcej. 


Do tego jeszcze zdjęcia, widać  więcej, jak się wejdzie do albumu i powiększy zdjęcia.


Na denicy jest widoczny osyp warrozy, martwa warroza, ale również bez cukru wcześniej widziałem martwą warrozę na wylotku.
Czy cukier działa czy nie, chyba tak, bo przeglądałem ul, na zdjęciach tej warrozy za bardzo już na pszczołach nie widać.

I co dalej.
Dalej czekam, za tydzień kolejna kuracja pudrem, i potem kolejna.

Pocieszam się tym że jest moim zdaniem dużo pszczół, są na miodzie.
Więc jest nadzieja duża że dadzą radę, o ile cukier puder likwiduje chodź trochę warrozy.

Jestem dobrej myśli, dadzą radę ;-)


Pozdrawiam
GP

sobota, 14 września 2013

W poszukiwaniu idealnego wylotka ;-)

Idealny wylotek musi być połączony z idealną pszczołą
Taką oto która będzie wiedziała co zrobić z takim wylotkiem.
I abym ja mógł w ogóle zapomnieć i nie zajmować się sprawą wylotka, hasło samoobsługowy ul ;-)


A wylotek
Musi dostarczać do ula wymaganą ilość powietrza aby nie było wilgoci w ulu
Bronić przed rabunkiem wiosną i jesienią przy małym pożytku
Na zimę chronić przed myszami itp.
I musi być również odpowiednio duży, małe powodują rojenie się pszczół. Tak gdzieś czytałem a ile w tym prawdy??


Zaczną od pszczoły, przede wszystkim musi mieć rasowe predyspozycje do tego aby chcieć wylotek kitować.
W BigOnie mam nie wiem co kitują tylko zatwór, uszczelniają snozy. Wlotków nie ruszają, nawet nie próbują.
W Warszawiaku miałem nadzieje że może będą, bo tak jakby zaczęły, ale jednak do tej pory nic z tego im nie wyszło

Kitują tylko odkłady z pszczoły Kampinoskiej.

 Mała uwaga, moje ule są duże, zatwory mają pod spodem duże szpary co pozwala na dopływ powietrza nie tylko przez wlotek.

Wylotek z BigOna przygotowany do zimy, zmniejszony przed rabunkami i zasłonięty przed myszami. Blacha podziurkowana aby było więcej powietrza. I tak zostanie do wiosny, do pierwszych wiosennych temperatur. Gdzie im go otworzę szerzej aby ule był po zimie wywietrzony.  Zero kitowania.



A tutaj wylotki, kampinoskich  i warszawiaka.
Wylotki z 4 września


i kolejny z wylotkami  11 września.


Widać że odpowiednia pszczoła zadba aby wylotek spełniał rolę obrony przed rabunkami, regulacji obiegu powietrza.
Zostaje sprawa myszy i wielkości.

Kiedyś myślałem ze zrobię coś na obraz i podobieństwo do barciowego wylkotka, Czyli dziury w którą wsadzony jest kołek, tym samym wąski wylotek ochrona przed np myszami.

Ale zrobiłem otwory 2,5 cm. Łatwiej i przyjemniej w obsłudze. Natomiast dalej będzie tak że muszę na zimę je zasłaniać przed myszami.


I obejrzałem film.
I co ja widzę, szpara taka. Idealna na wylotek do ula, Bo kto powiedział że wylotki maja być poziome, mogą być pionowe.
A ten tutaj, chroni przed myszami, bo jest wąski, jest duży a pszczoły go sobie chętnie zakitują, jak będzie za duży.

Więc moim następnym innowacyjnym pomysłem będzie zrobienie oto takiego wylotka.
Mam nadzieje że wielkość otworu będzie taka iż wyjdzie przez niego truteń i matka a nie wejdzie mysz ;-)


A kolejny wpis będzie o warroza która atakuje mi BigOna, a kolejny to porównanie jesieni 2012 z 2013 w BigOnie. Zdjęcia z tamtego roku ile miodu i pszczół, tak wzrokowo, optycznie.  Taki jest plan
Już rok minął to mogę się w porównania bawić ;-)




czwartek, 29 sierpnia 2013

Rabunek jesienny i wylotek do zimy gotowy

W tamtym roku na jesieni poznałem co to rabunek ula.
Nieświadom niczego mało wiedziałem to dawałem im w dzień syrop (cukier:woda) a na dodatek można powiedzieć codziennie zaglądałem.
Wylotek mój to nie taka mała szparka ale całkiem duża dziura.

Więc w tamtym roku widziałem jak pszczoły rabują, jak walczą na wylotku itp. Pomogłem moim pszczółkom, zmniejszając wylotk do minimum, a rano go ręcznie otwierałem tak aby pszczoły które z rana zlecą się rabować aby napotkały zamknięty ul.
To poskutkowało, do tego podkarmianie tylko na noc tyle aby od razu pobrały, "zapach" cukru wabi inne pszczoły.

W tym roku myślałem już też że pora wylotek zamknąć, bo pożytek się już kończy i pszczoły z innych uli znów zaczną szukać miodu u innych. Zwłaszcza że już dało się zaobserwować strażniczki na wylotku które kontrolowały czy lądujące pszczoły to swój czy obcy.
Jak zobaczyłem pod wieczór jak masa pszczół oblatuje mój wylotek, trochę to wyglądało jak oblot ale zbyt późno na oblot, rabunek też to nie był, bo nie walczyły na wylotku. Wyglądało to trochę jak  pełnia kwitnienia lipy gdy tak nosiły mało nie zabijając się o wylotek. Na wszelki wypadek trawą zatkałem im górne otwory.

Ale to tutaj o tej porze, spadź?? Przy następnym przeglądzie zobaczę czy jest nakrop i ile.

Tak wyglądał wylotek normalnie.

A tak wyglądał ten dziwny ruch na wylotku i już wsadzona trawa.

A tak już zabezpieczony wylotek na zimę, mały otwór aby pszczoły mogły wejść plus dziurki aby była zapewniona wentylacja. A daszek od góry chroni przed tym aby śnieg nie zasypał wylotka i pszczoły miały cały czas ruch powietrza.



Widać że jest pyłek, noszą nawłoć bo z ula czuć taki nie całkiem miły zapach ;-). A w pozostałych ulach wygląda tak ze na razie Kampinoskie sobie zalepiły same wylotki, zmniejszając je, aby bronić się w sposób naturalny przed rabunkami. Ale na zimę zatkam im aby myszy nie wlazły. Tak wyglądają teraz wylotki w ulach z Kampinoskimi


Warszawiak jeszcze nie jest zabezpieczony a pszczoły w nim wylotków nie pokitowały. I muszę jakąś siatkę zdobyć aby im przykręcić, zabezpieczyć przed myszami, i może ze dwie dziury im zalepię.


Tak więc, jeden ul do zimy gotowy.
A gdybym miał  w BigOnie kampinoską to bym nie musiał już się zrywać do zabezpieczania a poczekał i zabezpieczył tylko przed myszami.
Bo jak widać na zdjęciach same o siebie potrafią przed innymi pszczołami się zabezpieczyć.


czwartek, 22 sierpnia 2013

Miód wyciskany czy z plastra i o ułożeniu gniazda do zimy.

  W poprzednią niedzielę, 18. sierpnia, robiłem przegląd BigOna.

  Od teraz będę robił przeglądy co tydzień. W ubiegłym roku zaglądałem codziennie, teraz jednak wiem już nieco więcej, więc nie ma takiej potrzeby. Poza tym - nie muszę dokarmiać na zimę - nie ma zatem konieczności ładowania cukru.


Ułożenie gniazda do zimy.


  Tydzień temu zrobiłem przegląd: był jeden plaster do wyjęcia, więc jest trochę miodu. Na plastrze nie było już czerwiu ani pierzgi, więc mogłem śmiało go wyjąć. Kolejne plastry też będą wyjmował od końca, w miarę, jak matka będzie ograniczała czerwienie.

  Na poprzednią zimę pozostawiłem siedem plastrów: kłąb był na pięciu środkowych a na pozostałych zapas miodu. Pierzgi było bardzo mało.

  W tym roku miałem w ulu 19 plastrów i po kolei wyjmuję je od końca. Zostawię na zimę nie mniej niż siedem plastrów, a ile maksymalnie? Trudno mi teraz powiedzieć. Wydawało się, że zostawię tylko te, gdzie jest pierzga, czyli na dzisiaj osiem plastrów, ale intuicja mi podpowiada, że ta pierzga z ósmego plastra również zniknie i będzie wykorzystana na rozwój jeszcze tegorocznej pszczoły, więc powinienem zostawić siedem plastrów. Ale ale, w tamtym roku miałem siedem a teraz mam w ulu zdaje się trzynaście plastrów. Problem jest taki, że mam tej pszczoły bardzo dużo. Wieczorami siedzi za zatworem, można powiedzieć, że wylewa się z ula. Powinienem im zostawić tyle plastrów, na ilu będą obsiadać, aby przypadkiem nie było plastrów za mało.

  O ile w ubiegłym roku dokarmiałem cukrem, bo rodzina była dopiero odkładem i miałem pewność, że mają wystarczającą ilość zapasów na zimę, tak w tym roku będą na miodzie i nie wiem za bardzo, ile będą go ostatecznie miały. Zastanawiam się, czy aby im tych ostatnich plastrów nie odsklepić i przenieść za zatwór aby zabrały miód do gniazda.

  W ubiegłym roku miałem wrażenie, że jeszcze we wrześniu dożo miodu naniosły same to teraz jak im wyjmę plastry, zabiorę miód, a pogoda nie pozwoli nanosić, to może być zapasów za mało.
Ale jak odsklepię to by oznaczało że w tym roku koniec z miodem i sorry no bonus, a nie o to chodzi...

  W najbliższą niedzielę zrobię znowu przegląd i porównam z tym, co było ostatnio, a było tak:

... czyli według mnie bardzo ładnie.


Miód wyciskany czy z plastra?


  Miód wyciskany, jak pokazywałem, gnieciemy w garnku, widelcem lub ręką na sito i ścieka, ale właśnie w niedziele wyjąłem jeden plaster i patrzę: cały zasklepiony, nakrop tylko w paru komórkach. Pomyślałem, że jak będą go gniótł na sitko, to przy tak małej ilości miodu, procentowo dużo zostanie na sitku, w garnkach itp.

  Przemyślałem sprawę jeszcze raz. Oglądam plaster: wosk czysty, bez chemii, sama natura, to co będę się bawił? Odkroiłem, pokroiłem na kawałki i do miski, i dzisiaj zjadłem ostatni kawałek. Jedzenie polegało na tym, że kto chciał, brał łyżkę, wydłubywał kawałek, wkładał do ust, wyciskał miód, przeżuwał wosk i resztki wosku do wiadra na odpadki. Miód świeży, zasklepiony, kit  samo zdrowie. Od razu pomyślałem, że może jakoś zmagazynować miód w takich kawałkach, zamiast go wyciskać. Sprzedawany nie będzie. Nie będzie go aż tyle aby w słoikach na zimę gromadzić. Mam oczywiście nadzieję, że jak będą miał więcej uli, to będzie większa ilość do gniecenia i będzie zapas na zimę , ale teraz, na szybko, nie ma sensu bawić się w wygniatanie.

  A tutaj zdjęcia z miską ;-)





  A miód? Cóż, sąsiedzi byli smakiem zachwyceni. Ja - również, po prostu coś wspaniałego.
Co do przechowywania, to stał sobie w szafce tak, aby muchy i inne stworzonka nie wchodziły.

Pozdrawiam
GP