Wiosnę już można uważać za otwartą. Wczoraj obleciały mi się porządnie już obie rodziny i w końcu mogłem je przejrzeć.
I to co zobaczyłem bardzo mnie ucieszyło.
Dwie zdrowe rodziny, pszczółki jak ze zdjęć, nie widać żadnych dziwnych wykręconych czy też postrzępionych skrzydełek. Warrozy również wzrokowo nie zobaczyłem, jak jest to pewnie pod paroma zasklepionymi komórkami. Ilość tych komórek można by pewnie policzyć na placach obu rąk czyli jak widać Czarnuchy nie dawały się zwieść na lekką zimę i nie szalały z czerwieniem. Natomiast są już jajeczka, co dobrze wróży, matki także żwawe, uciekały jak chciałem je pogłaskać. Pszczółki łagodne, bardzo łagodne, trzymały się plastrów i nie łaziły po całym ulu. W ulu zapach ładny, świeży, bez stęchlizny czy też znaków zaperzenia. Osyp nieduży, i raczej nie miały go czasu wcześniej wynieść, stoją w takim miejscu że południowe słoneczko za mocno nie dociera i się do tej pory oblatywały tylko raz i to w jednym ulu.
Natomiast co mnie zaniepokoiło to fakt iż nie mają pierzgi co w sumie nie powinno dziwić. Odkłady dostałem późno bo na początku lipca i tak dobrze że doprowadziłem je do takiego stanu że dały radę spokojnie zazimować. Ale ile cukrem karmiłem, to już pierzgę same musiały nosić i zapasu nie zrobiły. Gdybym był "dobrym" pszczelarzem to teraz powinienem im jakieś ciasto z pierzgą dać ale nie dam. Bo ma być naturalnie co prawda opóźni to rozwój rodziny ale myślę że sobie dadzą radę. Zostaje mi tylko obserwować jak pracują, czy noszą pyłek z
którym będzie trudno bo jednak z wyjątkiem paru leszczyn to wierzby
jeszcze nie ruszyły ;-(.
Kolejna sprawa to ilość zapasu jaka im została. Zostało im całkiem sporo tylko że po bokach gniazda, a tam nad gniazdem wyjedzone do samej góry. I gdyby tak zima potrwała jeszcze dłużej to kto wie jakby to mogło się skończyć, czy by przeszły w bok czy jednak zostały na górze. Te zapasy co zostały to są w dobrym stanie, nie widać pleśni, czy też śladów przemarznięcia. Ale na zrobienie odkładów raczej ich nie wykorzystam bo pewnie zjedzą je na potrzeby wiosennego rozwoju. Ale to był cukier więc niech jedzą.
Dalej to, mam kwas mrówkowy, więc jak pogoda się ustabilizuje to tak aby ranki zaczynały się nie od przymrozku ale tak mniej więcej 7 do 10 stopni ciepła to im zaaplikuje dawkę moją metodą ;-)
Zdjęciami i filmem nie mogę się pochwalić gdyż komórka po włączeniu nagrywania pokazuje stan baterii na zero ;-(
Aha i ten żółty w tym roku znów ożyje ;-)
Jest dobrze.
GP
Strona o pszczółkach, miodku
w ulach bezramkowych.
Ze specjalną uwagą
na typ Top Bar Hive (TBH).
Natural Beekeeping.
wtorek, 10 marca 2015
czwartek, 4 września 2014
New Hope - nowa seria
Takie słowa przyszły mi do głowy gdy robiłem ostatni przegląd ula z nowym odkładem.
New Hope - nowa seria, kolejny sezon przygód z natural beekeeping ;-)
Nie to że nic się w temacie pszczół nie dzieje. Dzieje się tylko nie ma co pisać o porażkach bo się ludzie krzywo patrzą i śmieją. Cisze budziesz dalsze ujdziesz. Dwa lata już się bawię z pszczołami i zapał wcale mi nie minął. Taki mam charakter że jak sobie cel obiorę i dopóki nie ma ściany to drążę.
Hasło ul w każdym ogrodzie bardzo mi przypadło do gustu i to będzie mój copyright ;-). Dzisiaj się tego nie da zrobić gdyż pszczoły bardziej niż moje kury zielononóżki okazało się że wymagają więcej od nich opieki. Muszę zwalczyć warrozę a raczej nauczyć się z nią żyć, a dwa to odpowiedni ul, tak aby ktoś kto zechce sobie koło domu postawić nie musiał od razu całego majdanu pszczelarskiego w postaci wirówek sobie do garażu wstawiać.
I minęły dwa lata odkąd zacząłem. Dwa lata niby szmat czasu ale jak sobie zdamy sprawę że cykl, sezon to rok a nie miesiąc czy tydzień. To wychodzi na to że raptem były tylko dwie zimy, dwie wiosny a nie 24 gdzie co miesiąc możemy poprawić coś co miesiąc wcześniej popsuliśmy.
W tym roku też trochę popsułem, za bardzo niecierpliwy byłem, a z racji tego że chce człowiek mieć więcej, lepiej itp. i uczę się cierpliwości.
O porażkach nie będę nic pisał, po co ma ktoś naśladować. Napiszę kiedyś w książce gdzie będzie opisany sukces jak go osiągnąć i tam będzie dział co było głupio robione i czego robić nie trzeba. Ku przestrodze pokazując jednocześnie drogę do sukcesu, który zamierzam odnieść ;-)
New hope to tak nazwę ten ul i tę rodzinę którą mam teraz i z którą wiąże duże nadzieje, widząc jak pracuje jesienią targając pyłek. Nie tylko z resztą z samą rodziną ale i ul mam nadzieje się sprawdzi. Ul też przeszedł spore modyfikacje, i kolejny będzie zrobiony tak że pojadę do znajomego stolarza z materiałem z rysunkami. I tam na porządnym sprzęcie zrobię tak ze elementy będą do siebie pasować. Denica osiatkowana i wysuwana. I mam nadzieję że mi to miesiąc dłubania nie zajmie.
Warroza cóż nie wyszło bez to trzeba leczyć, zacząłem kwasem mrówkowym. Nie wiem jak będzie na wiosnę, ten odkład warrozy nie powinien mieć warrozy a przekonam się na wiosnę. Przy wiosennym leczeniu o skuteczności kwasu mrówkowego i sposobu jaki go podaje.
I też kwasem jak ktoś leczy to każdy ma swoją metodą która według niego ma pomagać. Jak widać praktyka potrzebna.
A poniżej film z przeglądu.
New hope - nowa seria, kolejny sezon przygód mam nadzieję że tym razem pomyślniejszy. I będę mógł pisać więcej mądrzej.
I miód w roku tylko słoik, i to z racji tego ze trzeba było po rodzinie posprzątać ;-(
Na razie powyższy filmik z pszczołą Środkowoeuropejską Kampinoską, czarną.
Tyle mogę o niej napisać że jak oglądam inne filmy i pamiętam mojego BigOna to jest ona agresywna. Ale agresywna w tym sensie że jak się puknie przygniecie to się zrywają do ataku.
Ale jak robimy delikatnie i to co ostatnio odkryłem ze dać im pochodzić po ręku to wtedy idzie łatwo i przyjemnie. Co widać na filmie ;-)
Tak że spokojnie prace trwają ;-)
Miłego
GP
New Hope - nowa seria, kolejny sezon przygód z natural beekeeping ;-)
Nie to że nic się w temacie pszczół nie dzieje. Dzieje się tylko nie ma co pisać o porażkach bo się ludzie krzywo patrzą i śmieją. Cisze budziesz dalsze ujdziesz. Dwa lata już się bawię z pszczołami i zapał wcale mi nie minął. Taki mam charakter że jak sobie cel obiorę i dopóki nie ma ściany to drążę.
Hasło ul w każdym ogrodzie bardzo mi przypadło do gustu i to będzie mój copyright ;-). Dzisiaj się tego nie da zrobić gdyż pszczoły bardziej niż moje kury zielononóżki okazało się że wymagają więcej od nich opieki. Muszę zwalczyć warrozę a raczej nauczyć się z nią żyć, a dwa to odpowiedni ul, tak aby ktoś kto zechce sobie koło domu postawić nie musiał od razu całego majdanu pszczelarskiego w postaci wirówek sobie do garażu wstawiać.
I minęły dwa lata odkąd zacząłem. Dwa lata niby szmat czasu ale jak sobie zdamy sprawę że cykl, sezon to rok a nie miesiąc czy tydzień. To wychodzi na to że raptem były tylko dwie zimy, dwie wiosny a nie 24 gdzie co miesiąc możemy poprawić coś co miesiąc wcześniej popsuliśmy.
W tym roku też trochę popsułem, za bardzo niecierpliwy byłem, a z racji tego że chce człowiek mieć więcej, lepiej itp. i uczę się cierpliwości.
O porażkach nie będę nic pisał, po co ma ktoś naśladować. Napiszę kiedyś w książce gdzie będzie opisany sukces jak go osiągnąć i tam będzie dział co było głupio robione i czego robić nie trzeba. Ku przestrodze pokazując jednocześnie drogę do sukcesu, który zamierzam odnieść ;-)
New hope to tak nazwę ten ul i tę rodzinę którą mam teraz i z którą wiąże duże nadzieje, widząc jak pracuje jesienią targając pyłek. Nie tylko z resztą z samą rodziną ale i ul mam nadzieje się sprawdzi. Ul też przeszedł spore modyfikacje, i kolejny będzie zrobiony tak że pojadę do znajomego stolarza z materiałem z rysunkami. I tam na porządnym sprzęcie zrobię tak ze elementy będą do siebie pasować. Denica osiatkowana i wysuwana. I mam nadzieję że mi to miesiąc dłubania nie zajmie.
Warroza cóż nie wyszło bez to trzeba leczyć, zacząłem kwasem mrówkowym. Nie wiem jak będzie na wiosnę, ten odkład warrozy nie powinien mieć warrozy a przekonam się na wiosnę. Przy wiosennym leczeniu o skuteczności kwasu mrówkowego i sposobu jaki go podaje.
I też kwasem jak ktoś leczy to każdy ma swoją metodą która według niego ma pomagać. Jak widać praktyka potrzebna.
A poniżej film z przeglądu.
New hope - nowa seria, kolejny sezon przygód mam nadzieję że tym razem pomyślniejszy. I będę mógł pisać więcej mądrzej.
I miód w roku tylko słoik, i to z racji tego ze trzeba było po rodzinie posprzątać ;-(
Na razie powyższy filmik z pszczołą Środkowoeuropejską Kampinoską, czarną.
Tyle mogę o niej napisać że jak oglądam inne filmy i pamiętam mojego BigOna to jest ona agresywna. Ale agresywna w tym sensie że jak się puknie przygniecie to się zrywają do ataku.
Ale jak robimy delikatnie i to co ostatnio odkryłem ze dać im pochodzić po ręku to wtedy idzie łatwo i przyjemnie. Co widać na filmie ;-)
Tak że spokojnie prace trwają ;-)
Miłego
GP
poniedziałek, 12 maja 2014
Zaleszczotek w majowym numerze Pszczelarstwa
W numerze z Maja jest artykuł o Zaleszczotku. Ja na informację o tym pseudoskorpionie trafiłem już jakiś czas temu a nawet znalazłem w UK sklep internetowy który go w saszetkach sprzedawał. Po dwie saszetki na ul.
http://www.miesiecznik-pszczelarstwo.pl/
--------------------
Sylwia Gaida - Zaleszczotek – nasz przyjaciel
„...pszczoły miały niegdyś swojego >czyściciela<, który dawniej zasiedlał ule i w ostatnich dziesięcioleciach popadł w totalne zapomnienie. Jest nim przypominający skorpiona zaleszczotek". (S. Gaida)
------------------
I że jest nadzieja że będzie on pomocny w walce z warrozą.
Ale oprócz tego w artykule jest informacja że są pszczoły które same sobie radzą z warrozą. Cieszy mnie że w końcu ktoś to pisze w poważnej prasie Polskiej i przyznaje że się da. Europa w tej kwestii jest daleko za USA, jeżeli chodzi o selekcję i hodowlę pszczół ze względu na naturalną odporność na warrozę,
Jednak to czego się już zdążyłem doczytać, w różnych publikacja to fakt iż bez chemicznej walki z warrozą nie da się produkować przemysłowych ilości miodu, prowadzić towarowych pasiek. Gdyż przy obecności warrozy nie da się wyhodować silnych rodzin które dadzą po 100kg z ula ;-)
To tak jak nie da się mieć fermy świńskiej na 1000 sztuk tuczników bez stosowania, mączek, soi itp do tuczenia. Bo nikt nie będzie się w gotowanie ziemniaków bawił przy takiej ilości i maksymalizacji zysku.
Zaleszczotek był kiedyś w ulach czymś normalnym, ale w ulach, starych drewnianych, ciężkich itp. Tam miał dobrze i warunki do życia. A czego potrzebują to można przeczytać w artykule, ale generalnie to małych otworków, szczelin gdzie robią sobie gniazda. . Natomiast co jest ważne, dojrzałość płciową osiągają w 10 do 24 miesięcy od momentu wyklucia. Żyją cztery lata.
Zabijają je kwasy, chemia itp. Nie ma ich w ulach gdyż raz nie mają warunków do bytowania a dwa są zabijana w wyniku działań pszczelarza. Leczenia pszczół z warrozy. Należało by w takim razie na równi obserwować i hodować pszczoły jak i zaleszczotka.
Czy będzie możliwe że zaleszczotek zasiedlony w ulu obroni rodzinę przed warrozą?
I teraz jeżeli chodzi o hobbystów, amatorów to taki zaleszczotek może być i skoro go sprzedają alternatywą. Ale w przypadku pasiek towarowych gdzie raz mamy do czynienie z innymi ulami, plastikowe, styropianowe (chociaż da się w nim zaleszczotka zaszczepić). Ale takie ule są przewożone, jest rotacja korpusów, czyszczenie czy zaleszczotek będzie miał szansę się zadomowić??
To jedna sprawa.
Druga sprawa to skuteczność zaleszczotka, raz to iż sam zaleszczotek jest jak widać podatny na różne czynniki zewnętrzne, chemię itp bardziej niż pszczoła i warroza.
Dalej to powątpiewam aby był on na tyle skuteczny aby całkowicie wyeliminować warrozę, raczej będzie ja trzebił a ona dalej będzie trzebiła rodzinę. Ale całość będzie polegała na równowadze jak w naturze.
To oczywiście nie będzie zadowalało pszczelarzy zawodowych, towarowych a hobbystom powinno jednak wystarczyć.
I w tym momencie będzie dochodziło do konfliktów że jedni będą mówili że drudzy są zagrożeniem, że ich ule są roznosicielami chorób gdyż nie są leczone skutecznie pszczoły, czyli chemią.
Jedna smutna rzecz z tego artykułu to iż zaleszczotek jest zagrożony rzadki gatunek, w związku z tym sam do ula nie przyjdzie. Trzeba go "zaszczepić" a potem pilnować i dbać bardziej niż o pszczoły.
A jak sobie radzi zaleszczotek to widać na poniższym filmie z strony projektu.
http://beenature-project.com/shop/page/4
Tak że cieszy mnie iż można było przeczytać w końcu że pszczoły dadzą radę przeżyć bez człowieka i zabiegów pszczelarsko-chemicznych, czy też innych gdzie człowiek próbuje pokonać warrozę.
Jak będę robił kłodę o postaram się gwoździkami ponabijać otworków, szczelin. Może jakoś trafi się okazja zdobycia zaleszczotka i go zaszczepię.
Artykuł polecam ;-)
sobota, 3 maja 2014
Dokładanie snoz sezon 2014
Pisał będę trochę mniej,tisze jediesz, dalsze budiesz
Jeden z błędów jakie popełniłem przy Big Onie ostatniego lata było dokładanie snoz.
Otóż o ile dokładanie na końcu jest "bezpieczne" i nieszkodliwe gdyż jak będą miały potrzebę to będą budowały.
Co znaczy potrzeba budowania i tutaj jest na pewno pojawienie się pożytku czyli nektaru, spadzi cokolwiek co mogą znieść do ula i przerobić na miód. Muszą mieć miejsce/plastry aby go tam włożyć. W takim wypadku budują plastry bardzo szybko.
Ale jest również inna potrzeba którą zauważyłem. Otóż zdaje mi się że również obecność dużej liczby pszczół sprawia że budują plastry. Tak mi się wydaje po to aby te pszczoły miały gdzie siedzieć, aby się zwyczajnie mieściły w ulu.
Były plastry na których były śladowe ilości nektaru który z powodzeniem zmieścił by się na innych a one i tak budowały plastry. Jak wyjąłem zbędę plastry puste i wtedy na wylotku pojawiły się brody. A wcześniej jak plastry były to bród nie było.
Więc tak na chłopski rozum wnioskuje że budują nie tylko z potrzeby ułożenia nektaru, odparowania nadmiaru wody ale i aby mieć przestrzeń do "mieszkania".
A teraz co znaczy "bezpiecznie" o ile właśnie dokładanie na końcu jest bezpieczne o tyle dokładanie w środek gniazda może i pewnie będzie kończyć się tym czym skończyło się u mnie.
Jedną z metod zapobiegania rójce jest wkładanie w środek gniazda snozy aby ograniczyć nastrój rojowy, aby miały co robić odbudowując strukturę gniazda (puste miejsce). Tylko u mnie skończyło się tym że odbudowana snoza, plaster był plastrem typowym dla części magazynowej, czyli tam gdzie składuje się miód. Miał duże komórki których nawet nie zaczerwiła. Przez to stało się tak że gniazdo do zimy sobie zrobiły z tyłu ula a miód w plastrach został z przodu. Końca nie wiem czy wykończyła ich warroza czy też jak jak widziałem na tych snozach gdzie były martwe pszczoły w pustych komórkach. Czyli brak pokarmu.
Nie dokarmiałem na zimę cukrem zostały na miodzie, i niestety nie potrafiły sobie go przenieść w gniazdo.
Pewnie i raczej na pewno gdybym miał więcej doświadczenie zobaczyłbym to wcześniej a nie po fakcie i jeszcze przed zimą to bym przenosił plastry itp.
Ale z drugiej strony chcę opracować taką metodą aby jak najmniej ingerować w ul i rodzinę. Więc mają sobie radzić same.
Węzę w ramkach wymienia się raz na trzy-pięć lat a ogólnie patrząc czy prześwituje przez nich światło. Natomiast jeżeli chodzi o plastry przy zabudowie naturalnej to jak ktoś miał w rękach taki plaster to różnica jest taka iż jest on delikatniejszy od plastra w ramce na węzie.
A się dowiedziałem że pszczoły stare plastry same potrafią ścinać i budować od nowa. Wiec jest szansa że nie będzie ich trzeba wymieniać, a pszczoły same będą robiły porządki.
Musimy pamiętać że o ile węza w ramkach sprawia iż pszczoły odbudowują wszędzie taką samą wielkość komórki według wzoru na węzie. To przy naturalnej zabudowie robią gniazdo gdzie są mniejsze komórki i magazyn z większymi komórkami. Nie możemy sobie dowolnie żonglować i przekładać snóz.
Więc jakie z tego wszystkiego wnioski, które wydaje się mogę wyciągnąć.
1. Snozę wkładać w środek gniazda w czerwcu raczej nie później, bo mogę uznać że gniazdo można zrobić w innym miejscu a miód na zimę zostanie w innym.
2. Będę robił odkłady (maj, czerwiec) to wtedy będzie dobry moment aby właśnie dać puste snozy w miejsce zabranych. Powinny sobie dobrze gniazdo odbudować. O ile nie uznają że potrzebują dużych komórek bo jest przypływ pożytku.
3. Tam gdzie nie trzeba (nie będę robił odkładów) nie będę wkładał snoz w środek gniazda. Dam im szansę, spróbuję się przekonać czy zetną plaster i odbudują. Może to zająć lata.
A tutaj film, przegląd z 19 kwietnia 2014 roku. Jest dobrze a aktualnie odbudowują drugą już snozę. Aha nie należy tak przekręcać snozy na bok.
Pozdrawiam
wtorek, 28 stycznia 2014
GMO i pyłek w miodzie.
Co to jest GMO to np tutaj jest informacja http://faktydlazdrowia.pl/gmo-szokujace-wyniki-pierwszego-dlugotrwalego-i-niezaleznego-badania/
A jeżeli chodzi o zdrowie to należy po prostu przyjmować jak najgorsze scenariusze. Czyli to co jest zawarte na tym filmie z artykułu należy traktować poważnie. Art jest sprzed roku.
A skoro GMO to ma być w skrócie lekarstwo na braki żywności to dlaczego GMO nie stosuje się w Afryce gdzie są niedobory żywności ale stosuje się w USA Europie gdzie jest nadmiar żywności!!!!
Jeżeli chodzi u nas w kraju to GMO uprawa jest zakazana natomiast dozwolony jest handel ziarnami. To pierwsze gdyż EU zezwoliła iżby każdy kraj sam decydował o tym co będzie robił z GMO i my mamy teoretycznie zakaz ale praktycznie mamy dozwolony handel, w ramach wolnego przepływu towarów na wspólnotowym rynku EU. Wykryte uprawy GMO muszą być zgodnie z prawem niszczone. Tylko hm kto to kontroluje, tak wiec GMO mamy w kraju obecne a na etykietach można sprawdzić czy coś jest z domieszką soi modyfikowanej czy nie.
Więc teoretycznie nas to nie dotyczy. Ale właśnie miała miejsce debata w PE na temat tego czy składnikiem miodu jest pyłek. Ma to związek z wyrokiem ETS (Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości) który orzekł (w skrócie) że pyłek jest składnikiem miodu na który to wpływ ma pszczelarz. Teoretycznie jak na grykę wywiezie to tak ale poza tym pszczoła i miód ma to do siebie że jedno pyłek nosi a drugie składa się z pyłku. Nie ma miodu bez pyłku (chyba że dla alergików filtrowany) jak to w dyskusji jeden z europosłów określił, Żółtko nie jest składnikiem jajka jest jajkiem, czy jakoś tak ;-)
Problem był taki iż jedni posłowie chcieli uznać wyrok ETS jako dosłowny iż pyłek jest składnikiem i w takim razie konsekwencją jest podawanie na etykiecie składu produktu czyli Miodu a co z tym idzie czy jest tam GMO czy go nie ma. Było by równoważne z tym że miód należałoby badać laboratoryjnie aby to określać potem naklejka i dopiero legalna sprzedaż.
Inni stali na stanowisku że pyłek to składnik naturalny na który pszczelarz nie ma wpływu. I ci Pierwsi to krzyczeli na tych drugich że to są lobbyści GMO a ci drudzy argumentowali ze takie podejście czyli badanie miodu załatwiłoby branżę pszczelarską, i koszt miodu bardzo by wzrósł.
Ci pierwsi dbają, tak mówią, o nasze zdrowie gdyż każdy kupujący musiałby szansę zobaczyć ile tam tego GMO jest w miodzie.
Na dzisiaj się tego nie dowie, gdyż takiego wymogu nie ma. Sprawa pewnie wróci do ETS w którym lobby ekologów i dbających o zdrowie wymusi na PE aby jednak badać skład i podawać czy jest GMO czy go nie ma. Szkoda że nie mogą wymusić zakazu uprawy i skarmiania paszami GMO
Na teraz zostaje tylko patrzeć czy miód przypadkiem nie jest pochodzenia EU czyli znikąd a jest podany kraj. Kraj w którym teoretycznie upraw GMO nie ma.
Branża pszczelarska uratowana a Ci co boją się GMO spać nie mogą, gdyż na etykiecie będzie tylko Miód np wielokwiatowy ;-)
A pyłek to składnik naturalny teoretycznie na którego zawartość pszczelarz wpływu nie ma.
Jakie byłyby skutki ekonomiczne na cenę miodu, cóż bogaty sobie poradzi a biedny to zawsze w cztery litery bity. Pszczelarz oprócz kafelków w pracowni musiałby badać miód na obecność i skład pyłku. Dzisiaj wystarczy organoleptycznie i optycznie stwierdzić że jest to miód gryczany albo inny bez konieczności sprawdzania laboratoryjnego.
A jak się to ma do uli bezramkowych i gospodarki naturalnej dla amatorów, ano tak że w razie czego mamy swój tani miód. Jakby się jednak lobby ekologów i zdrowej żywności uparło, poszło do ETSu i walczyło o podawanie składnika pyłku w modzie.
A GMO cóż, jak GMO przyjdzie to będzie wszędzie, a pyłek to jest bardzo malutki składnik miodu.
Tak że własny miód z pewnego źródła jeszcze zakwaszany kwasem a nie chemią to dobry miód.
Pozdrawiam
GP
A jeżeli chodzi o zdrowie to należy po prostu przyjmować jak najgorsze scenariusze. Czyli to co jest zawarte na tym filmie z artykułu należy traktować poważnie. Art jest sprzed roku.
A skoro GMO to ma być w skrócie lekarstwo na braki żywności to dlaczego GMO nie stosuje się w Afryce gdzie są niedobory żywności ale stosuje się w USA Europie gdzie jest nadmiar żywności!!!!
Jeżeli chodzi u nas w kraju to GMO uprawa jest zakazana natomiast dozwolony jest handel ziarnami. To pierwsze gdyż EU zezwoliła iżby każdy kraj sam decydował o tym co będzie robił z GMO i my mamy teoretycznie zakaz ale praktycznie mamy dozwolony handel, w ramach wolnego przepływu towarów na wspólnotowym rynku EU. Wykryte uprawy GMO muszą być zgodnie z prawem niszczone. Tylko hm kto to kontroluje, tak wiec GMO mamy w kraju obecne a na etykietach można sprawdzić czy coś jest z domieszką soi modyfikowanej czy nie.
Więc teoretycznie nas to nie dotyczy. Ale właśnie miała miejsce debata w PE na temat tego czy składnikiem miodu jest pyłek. Ma to związek z wyrokiem ETS (Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości) który orzekł (w skrócie) że pyłek jest składnikiem miodu na który to wpływ ma pszczelarz. Teoretycznie jak na grykę wywiezie to tak ale poza tym pszczoła i miód ma to do siebie że jedno pyłek nosi a drugie składa się z pyłku. Nie ma miodu bez pyłku (chyba że dla alergików filtrowany) jak to w dyskusji jeden z europosłów określił, Żółtko nie jest składnikiem jajka jest jajkiem, czy jakoś tak ;-)
Problem był taki iż jedni posłowie chcieli uznać wyrok ETS jako dosłowny iż pyłek jest składnikiem i w takim razie konsekwencją jest podawanie na etykiecie składu produktu czyli Miodu a co z tym idzie czy jest tam GMO czy go nie ma. Było by równoważne z tym że miód należałoby badać laboratoryjnie aby to określać potem naklejka i dopiero legalna sprzedaż.
Inni stali na stanowisku że pyłek to składnik naturalny na który pszczelarz nie ma wpływu. I ci Pierwsi to krzyczeli na tych drugich że to są lobbyści GMO a ci drudzy argumentowali ze takie podejście czyli badanie miodu załatwiłoby branżę pszczelarską, i koszt miodu bardzo by wzrósł.
Ci pierwsi dbają, tak mówią, o nasze zdrowie gdyż każdy kupujący musiałby szansę zobaczyć ile tam tego GMO jest w miodzie.
Na dzisiaj się tego nie dowie, gdyż takiego wymogu nie ma. Sprawa pewnie wróci do ETS w którym lobby ekologów i dbających o zdrowie wymusi na PE aby jednak badać skład i podawać czy jest GMO czy go nie ma. Szkoda że nie mogą wymusić zakazu uprawy i skarmiania paszami GMO
Na teraz zostaje tylko patrzeć czy miód przypadkiem nie jest pochodzenia EU czyli znikąd a jest podany kraj. Kraj w którym teoretycznie upraw GMO nie ma.
Branża pszczelarska uratowana a Ci co boją się GMO spać nie mogą, gdyż na etykiecie będzie tylko Miód np wielokwiatowy ;-)
A pyłek to składnik naturalny teoretycznie na którego zawartość pszczelarz wpływu nie ma.
Jakie byłyby skutki ekonomiczne na cenę miodu, cóż bogaty sobie poradzi a biedny to zawsze w cztery litery bity. Pszczelarz oprócz kafelków w pracowni musiałby badać miód na obecność i skład pyłku. Dzisiaj wystarczy organoleptycznie i optycznie stwierdzić że jest to miód gryczany albo inny bez konieczności sprawdzania laboratoryjnego.
A jak się to ma do uli bezramkowych i gospodarki naturalnej dla amatorów, ano tak że w razie czego mamy swój tani miód. Jakby się jednak lobby ekologów i zdrowej żywności uparło, poszło do ETSu i walczyło o podawanie składnika pyłku w modzie.
A GMO cóż, jak GMO przyjdzie to będzie wszędzie, a pyłek to jest bardzo malutki składnik miodu.
Tak że własny miód z pewnego źródła jeszcze zakwaszany kwasem a nie chemią to dobry miód.
Pozdrawiam
GP
sobota, 25 stycznia 2014
Paka XXI wieku ver 2.0
Paka wersja 2.0 po uwagach do wersji 1.0 dodałem
Szyby aby bez otwierania i w sposób łatwiejszy podglądać co się dzieje w ulu. Otwory będą miały światło 15cm x 65cm plus 2cm zakładki z każdej strony czyli szyba na rozmiar 19x69xm, zamykane klapą gdzie nakleję styropian aby była właściwa izolacja. Szybki będą z trzech stron, czwarta zostawię im aby miały intymność, a tak naprawdę to może aby plastry jak nie za bardzo będą chciały lepić do szyby to będzie im łatwiej do drewna.
I ta czwarta strona będzie przytulona do drugiej paki całej z drewna, taka dla porównania.
Powałka tutaj rezygnuje z pajączków a zwyczajnie zrobię małe otwory dla wentylacji wiertłem 4mm. Zrobię je w bocznych ścianach i na górze, a wnętrze zasypię świeżymi wyschniętymi trocinami co by wciągały parującą wilgoć.
Wymiary będą zmniejszone to znaczy nie będzie to w środku 30x30cm ale 25x25cm. Skoro ul Warszawski Zwykły jest najlepszy jeżeli chodzi o zimowanie bo jest rozmiarami zbliżony do naturalnych dziupli to i tak przygotuję pakę. A wysokość zostaje bez zmian w środku 120cm wysokości
Wylotek z tym jeszcze cały czas kombinuję ale będzie mały poziomy, będzie 1,5cm na 5cm W tym tutaj wpisie Linda powołuje się na rozmowę z doktorem i wnioski które on wyciąga z obserwacji dzikich pszczelich rodzin i ich gniazd. To jest w kontekście warrozy. O wylotku jest mowa że duże wylotku powodują rabunki czyli penetrację ula przez obce pszczoły, które mogą różne rzeczy przynosić. Więc mniejsze wylotku mniej obcych pszczół ale też większa ochota na rójki i pszczoły muszą się spracować aby wychłodzić i odparować nektar.
Jeżeli chodzi o wylotek to obserwowałem swój często i mogę też potwierdzić że dużego wylotka nie jest wstanie upilnować nawet silna rodzina. Mogłem widzieć pszczoły, osy które były odganiane latały sobie obok ale za którymś razem dały radę dostać się do środka.
Środek wypalę, z zewnątrz również będzie opalony.
Aby plastry się lepiej trzymały w środku będą krzyżaki, kawałki patyków aby plastry miały oparcie.
Za uwagi dzięki Jackowi i Ole Miodkowi ;-)
Projekt można pobrać z DropBoxa i bawić się samemu w SketchUpie
Paka XXI wersja 2.0
http://www.sketchup.com/
I byle się zrobiło ciepło ;-)
Ciekawe czy jeszcze coś w jej konstrukcji można zmienić.
Pozdrawiam
GP
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Rodzaje uli bezramkowych
Strona miała być o ulach TBH ale będzie również pewnie na równych prawach informacja o innych rodzajach uli bezramkowych.
Uli takich w których nie występuje ramka, a już na pewno węza.
Są ule które były dawniej stosowane czyli barcie, kłody, paki a wyszły z użycia zostały zastąpione ulami ramkowymi.
Kolejne to takie które są coraz bardziej popularne u pszczelarzy amatorów w USA i możemy je spotkać coraz częściej i w Europie. Jest to skutek rozwijania się pszczelarstwa amatorskiego, hobby. Są to ule snozowe TBH.
Są jeszcze w użyciu kuszki, ule japońskie, warre
I nie wiem czy można powiedzieć że renesans uli starszej daty czyli właśnie kód, pak. Jest to związane z rosnącą modą na ekologie, powroty do natury itp.
Więc na stronie już jest
Strona, wpis będzie elementem spisu treści. Wstępem do rozdziału o rodzajach uli bezramowych.
Uli takich w których nie występuje ramka, a już na pewno węza.
Są ule które były dawniej stosowane czyli barcie, kłody, paki a wyszły z użycia zostały zastąpione ulami ramkowymi.
Kolejne to takie które są coraz bardziej popularne u pszczelarzy amatorów w USA i możemy je spotkać coraz częściej i w Europie. Jest to skutek rozwijania się pszczelarstwa amatorskiego, hobby. Są to ule snozowe TBH.
Są jeszcze w użyciu kuszki, ule japońskie, warre
I nie wiem czy można powiedzieć że renesans uli starszej daty czyli właśnie kód, pak. Jest to związane z rosnącą modą na ekologie, powroty do natury itp.
Więc na stronie już jest
- info o TBH,
- hasło ul japoński
- archaiczna paka.
Strona, wpis będzie elementem spisu treści. Wstępem do rozdziału o rodzajach uli bezramowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


