czwartek, 29 sierpnia 2013

Rabunek jesienny i wylotek do zimy gotowy

W tamtym roku na jesieni poznałem co to rabunek ula.
Nieświadom niczego mało wiedziałem to dawałem im w dzień syrop (cukier:woda) a na dodatek można powiedzieć codziennie zaglądałem.
Wylotek mój to nie taka mała szparka ale całkiem duża dziura.

Więc w tamtym roku widziałem jak pszczoły rabują, jak walczą na wylotku itp. Pomogłem moim pszczółkom, zmniejszając wylotk do minimum, a rano go ręcznie otwierałem tak aby pszczoły które z rana zlecą się rabować aby napotkały zamknięty ul.
To poskutkowało, do tego podkarmianie tylko na noc tyle aby od razu pobrały, "zapach" cukru wabi inne pszczoły.

W tym roku myślałem już też że pora wylotek zamknąć, bo pożytek się już kończy i pszczoły z innych uli znów zaczną szukać miodu u innych. Zwłaszcza że już dało się zaobserwować strażniczki na wylotku które kontrolowały czy lądujące pszczoły to swój czy obcy.
Jak zobaczyłem pod wieczór jak masa pszczół oblatuje mój wylotek, trochę to wyglądało jak oblot ale zbyt późno na oblot, rabunek też to nie był, bo nie walczyły na wylotku. Wyglądało to trochę jak  pełnia kwitnienia lipy gdy tak nosiły mało nie zabijając się o wylotek. Na wszelki wypadek trawą zatkałem im górne otwory.

Ale to tutaj o tej porze, spadź?? Przy następnym przeglądzie zobaczę czy jest nakrop i ile.

Tak wyglądał wylotek normalnie.

A tak wyglądał ten dziwny ruch na wylotku i już wsadzona trawa.

A tak już zabezpieczony wylotek na zimę, mały otwór aby pszczoły mogły wejść plus dziurki aby była zapewniona wentylacja. A daszek od góry chroni przed tym aby śnieg nie zasypał wylotka i pszczoły miały cały czas ruch powietrza.



Widać że jest pyłek, noszą nawłoć bo z ula czuć taki nie całkiem miły zapach ;-). A w pozostałych ulach wygląda tak ze na razie Kampinoskie sobie zalepiły same wylotki, zmniejszając je, aby bronić się w sposób naturalny przed rabunkami. Ale na zimę zatkam im aby myszy nie wlazły. Tak wyglądają teraz wylotki w ulach z Kampinoskimi


Warszawiak jeszcze nie jest zabezpieczony a pszczoły w nim wylotków nie pokitowały. I muszę jakąś siatkę zdobyć aby im przykręcić, zabezpieczyć przed myszami, i może ze dwie dziury im zalepię.


Tak więc, jeden ul do zimy gotowy.
A gdybym miał  w BigOnie kampinoską to bym nie musiał już się zrywać do zabezpieczania a poczekał i zabezpieczył tylko przed myszami.
Bo jak widać na zdjęciach same o siebie potrafią przed innymi pszczołami się zabezpieczyć.


czwartek, 22 sierpnia 2013

Miód wyciskany czy z plastra i o ułożeniu gniazda do zimy.

  W poprzednią niedzielę, 18. sierpnia, robiłem przegląd BigOna.

  Od teraz będę robił przeglądy co tydzień. W ubiegłym roku zaglądałem codziennie, teraz jednak wiem już nieco więcej, więc nie ma takiej potrzeby. Poza tym - nie muszę dokarmiać na zimę - nie ma zatem konieczności ładowania cukru.


Ułożenie gniazda do zimy.


  Tydzień temu zrobiłem przegląd: był jeden plaster do wyjęcia, więc jest trochę miodu. Na plastrze nie było już czerwiu ani pierzgi, więc mogłem śmiało go wyjąć. Kolejne plastry też będą wyjmował od końca, w miarę, jak matka będzie ograniczała czerwienie.

  Na poprzednią zimę pozostawiłem siedem plastrów: kłąb był na pięciu środkowych a na pozostałych zapas miodu. Pierzgi było bardzo mało.

  W tym roku miałem w ulu 19 plastrów i po kolei wyjmuję je od końca. Zostawię na zimę nie mniej niż siedem plastrów, a ile maksymalnie? Trudno mi teraz powiedzieć. Wydawało się, że zostawię tylko te, gdzie jest pierzga, czyli na dzisiaj osiem plastrów, ale intuicja mi podpowiada, że ta pierzga z ósmego plastra również zniknie i będzie wykorzystana na rozwój jeszcze tegorocznej pszczoły, więc powinienem zostawić siedem plastrów. Ale ale, w tamtym roku miałem siedem a teraz mam w ulu zdaje się trzynaście plastrów. Problem jest taki, że mam tej pszczoły bardzo dużo. Wieczorami siedzi za zatworem, można powiedzieć, że wylewa się z ula. Powinienem im zostawić tyle plastrów, na ilu będą obsiadać, aby przypadkiem nie było plastrów za mało.

  O ile w ubiegłym roku dokarmiałem cukrem, bo rodzina była dopiero odkładem i miałem pewność, że mają wystarczającą ilość zapasów na zimę, tak w tym roku będą na miodzie i nie wiem za bardzo, ile będą go ostatecznie miały. Zastanawiam się, czy aby im tych ostatnich plastrów nie odsklepić i przenieść za zatwór aby zabrały miód do gniazda.

  W ubiegłym roku miałem wrażenie, że jeszcze we wrześniu dożo miodu naniosły same to teraz jak im wyjmę plastry, zabiorę miód, a pogoda nie pozwoli nanosić, to może być zapasów za mało.
Ale jak odsklepię to by oznaczało że w tym roku koniec z miodem i sorry no bonus, a nie o to chodzi...

  W najbliższą niedzielę zrobię znowu przegląd i porównam z tym, co było ostatnio, a było tak:

... czyli według mnie bardzo ładnie.


Miód wyciskany czy z plastra?


  Miód wyciskany, jak pokazywałem, gnieciemy w garnku, widelcem lub ręką na sito i ścieka, ale właśnie w niedziele wyjąłem jeden plaster i patrzę: cały zasklepiony, nakrop tylko w paru komórkach. Pomyślałem, że jak będą go gniótł na sitko, to przy tak małej ilości miodu, procentowo dużo zostanie na sitku, w garnkach itp.

  Przemyślałem sprawę jeszcze raz. Oglądam plaster: wosk czysty, bez chemii, sama natura, to co będę się bawił? Odkroiłem, pokroiłem na kawałki i do miski, i dzisiaj zjadłem ostatni kawałek. Jedzenie polegało na tym, że kto chciał, brał łyżkę, wydłubywał kawałek, wkładał do ust, wyciskał miód, przeżuwał wosk i resztki wosku do wiadra na odpadki. Miód świeży, zasklepiony, kit  samo zdrowie. Od razu pomyślałem, że może jakoś zmagazynować miód w takich kawałkach, zamiast go wyciskać. Sprzedawany nie będzie. Nie będzie go aż tyle aby w słoikach na zimę gromadzić. Mam oczywiście nadzieję, że jak będą miał więcej uli, to będzie większa ilość do gniecenia i będzie zapas na zimę , ale teraz, na szybko, nie ma sensu bawić się w wygniatanie.

  A tutaj zdjęcia z miską ;-)





  A miód? Cóż, sąsiedzi byli smakiem zachwyceni. Ja - również, po prostu coś wspaniałego.
Co do przechowywania, to stał sobie w szafce tak, aby muchy i inne stworzonka nie wchodziły.

Pozdrawiam
GP

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Inwentaryzacja jesienna, czyli co jeszcze trzeba przed zimą




  W niedzielę zrobiłem sobie dzień pszczelarski: po południu przejrzałem moje wszystkie cztery ule.
  Wnioski?

  BigOne

  Wygląda, że ma się świetnie.




  Zostało 14 snoz, ponieważ z jednej wycisnąłem miód: 0.5 kg, czyli mam już 3.2 kg miodu wybranego z BigOne'a, a to jeszcze nie koniec, bo do wzięcia zostało 5 snoz i myślę, że z każdej będzie minimum 0.5 kg.

  Matka ogranicza czerwienie, a na teraz, na zimę zostanie 8 plastrów, gdyż na pierwszych od wlotka jest miód, a na ostatnich jeszcze pierzga. Przyjąłem, że zostawię te plastry na których jest pierzga. Ostatnio była również na 9 plastrze, ale została chyba wykorzystana do karmienia larw i już jej nie ma.

  Ten plaster, który wyjąłem, miał różnej wielkości komórki: od 4.9 po 5.6. Na tym plastrze pszczoły zimowały i miały na prawej części kłąb. Nie było pierzgi, czerwiu, a gdzie niegdzie, w komórkach, był niezasklepiony miód. Na górze pozostał miód zasklepiony, który odciąłem, rozgniotłem widelcem, a potem położyłem na na sitko. Odciekło 0.5 kg miodu.

  Zdjęcia z odciekania:







BigOne idzie zatem do zimowania bez leczenia i na miodzie.

  Warszawiak

  Jestem bardzo zawiedziony. Nie udało mi się go doprowadzić do takiego stanu aby szedł na zimę na plastrach/ snozach. Pójdzie na ramkach, a to dlatego, że zlitowałem się na czerwiem i przełożyłem prawie wszystkie ramki z Warszawskiego zwykłego. Skutek? Pszczoły zamiast budować plastry, miały gdzie czerwić i składać nakrop, a więc plastrów nie budowały.

  Teraz już nigdy nie przełożę plastrów, tylko otrzepię pszczoły i włożę kawałek jakiegoś plastra z czerwiem aby miały na zaczęcie budowy i żeby nie uciekły z nowego ula.

  Matka, o dziwo, po wiosennym falstarcie, tak jakby zaczęła dobrze czerwić. Mam nawet taką teorię, że zaszła cicha podmiana. Ale i tak ten ul w porównaniu do BigOna to jest jakiś taki "niepełnosprawny". Jego bliźniak, warszawiak drugi zimy nie przetrzymał. A ten? Cóż, zobaczymy w tym roku. Pocieszające jest, że pszczoły złagodniały.



  Plan jest taki, że wyjmę snozy, które nie są poprawnie odbudowane, miód zjem, a im dam na zimę cukier. Jak się eksperymentuje trzeba być przygotowanym i na porażki.

  HUL

  Odkład z pszczoły kampinoskiej.
  To jest ul z bloczka o grubości pięciu cm i  głębokości czterdziestu paru cm. Tutaj, moim zdaniem, odkład ładnie się rozwija. Jest sporo czerwiu, oblot młodej pszczoły jest duży. Dałem im nawet dodatkową snozę, bo siedziały w dużej ilości za zatworem, podczepione do desek. Bałem się, że może zaczną budować plastry, ale nic z tego. Nowej snozy przez trzy dni nawet nie zaczęły ciągnąć mimo, że była włożona jako 7 od wlotka, a za nią dwie ramki po odkładzie, więc ją wyjąłem.

  Podaję im 300mg cukru i 350ml wody, powiedzmy co dwa dni. Ładnie pobierają syrop, jest już dużo czerwiu i pojawia się zasklepiony miód na zimę. Będę im tak podawał, aż uznam że jest wystarczająco dużo na zimę zapasu. Leczył nie będę.

  BigMama

  Drugi z odkładów kampinoskiej.
  Ten ul jest, jak HUL, zrobiony z 5cm grubości belek, ale ze ściętym spodem i wysokość w środku, od snozy do dna, to 27cm BigMama rozwija się wolniej. Mniej czerwiu, ale więcej miodu. Sądzę, że na początku zrobiłem błąd, dając mu za dużo snoz w środek między ramki, przez co nie mógł ogrzać czerwiu i jest go mniej. W HULu dałem tych snoz mniej.

  Tutaj plastry są niższe, zgrabniejsze. Zobaczymy jak będzie z zimowaniem.
Je również podkarmiam.


  Podsumowanie

  Zadowolony na 100% jestem z BigOna i z HUL'a. Warszawiak i BigMama mnie zawiodły, liczę na poprawę w przyszłym roku, o ile przezimują.

  W ulach nie będzie leczenia na warrozę.

  W przyszłym roku powstaną kolejne ule, tylko ciągle myślę, że może jednak konstrukcja BigOna jest najlepsze i czy aby w przyszłym roku jednak nie wrócić do pierwotnego planu, czyli budowy super ciepłych uli z dwóch desek 1,5cm po bokach, a w środku te 5cm trocin. Z tych zbudowanych z 5cm można zrobić ze trzy ule japońskie, żeby nie marnować materiału.

  W ramach bonusu: pomidory.
  Na wolnym powietrzu, bez sznurków, tylko wokół nich ogrodzenie o obwodzie 180cm z siatki ogrodowej.



  Pomidory w tym roku wyszły udane. Może to dzięki temu, że pogoda fajna lub też dlatego, że nie było sznurków. Nie gniły, nie brała ich zaraza, nie było pryskane itp.

Fajne :)


Pozdrawiam
GP





niedziela, 28 lipca 2013

Odkłady kampinoskiej i podawanie syropu na zimę.

Dwadzieścia trzy dni minęły jak kampinoskie przyjechały i są u mnie
http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/07/pszczoa-kampinowska-czarna-pszczoa.html
Zajrzałem 26 lipca aby przejrzeć czy im czegoś nie trzeba ;-).
Radzą sobie chyba dobrze, matka czerwi na świeżo odbudowanych plastrach.
Plastry już są całkiem fajne, mam nadzieje że jeszcze do zimy je powiększą.

Tutaj jest film z HULa (ten głębszy ul) i zdaje się silniejszy odkład.





A tutaj z BigMamy, niższy ale za to dłuższy w założeniu ma służyć do robienia odkładów.



I tak jak widać mają się dobrze.


Natomiast idzie zima, chcę je dobrze przygotować do zimy, aby szła duża silna rodzina z maksymalną ilością zapasów.
I tutaj zaczynam się zastanawiać, czy podkarmiać na to aby wzmogła czerwienie czy też zdać się na przyrodę.
Natomiast miodu w ulu nie ma, co prawda teraz zaczęły coś intensywnie znosić jak również będzie nawłoć która powinna napełnić ul ale.

Ale, jak nie przygotuje dobrze je do zimy to i natura nie da rady.
Więc jest tak że jak za tydzień nie zobaczę poszytego wianuszka miodu na plastrach to zaczynam podawać syrop. Powoli na podtrzymanie czerwienia a pod koniec sierpnia jak plastry nie będą odpowiednio ważyły to daje im standardową, pszczelarską dawkę cukru na zimę.

Warrozy nie widać idą na zimę bez leczenia cocacolą, chemią, kwasem i czym tam jeszcze się leczy. Idą zdane w tej sprawie na selekcję naturalną.

Warszawiak

Natomiast planowałem tak że stare ramki wyjmę i pójdzie do zimy na plastrach świeżych. Cóż wychodzi na to ze tak nie będzie, czerwi dalej na starych plastrach a na snozach są plastry ale takie małe i nic nie warte.
Wiec za tydzień wyjmę nadwyżkę snóz zostawiając tylko te plastry która rokują nadzieję. I do zimy pewnie pójdzie na starych ramkach.
I dopiero w przyszłym roku dając snozy będę systematycznie przesuwał ramki na koniec ula aż do ich wyjęcia.
I ciągle nie mogę odżałować tego że zostawiłem im te stare ramki.
Tutaj poniosłem porażkę ;-(



wtorek, 23 lipca 2013

Rok minął od założenie BigOna

20 lipca minął rok od momentu gdy w BigOnie pojawiły się pszczoły. Rok to w przyrodzie cykl zmian. Rok to jednocześnie za mało aby coś więcej wnioskować niż to że przeżyły rok i mają się jak na razie dobrze.

Ten rok jeszcze nie był takim rokiem jakim bym chciał aby  było. To znaczy aby pszczółki szły do zimy nie zakarmione i bez leczenia. Ten rok będzie takim będą miały miód zamiast cukru, nie będą leczone na warrozę. Więc ważny będzie kolejny rok i ten kolejny rok będzie już z czterema ulami TBH.

Jednak rok już można podsumować, co uczynię.
Pierwszy film pokazujący co jest w środku nagrałem 14 września 2012 i potem starałem się dokumentować to co się dzieje i zacząłem pisać bloga aby móc wracać do tego jaki byłem młody i nie mądry  ;-)

Tutaj pierwszy film ten z 14 września 2012 roku.



Na koncie w YT jest filmów dużo więcej http://www.youtube.com/user/gprzezdz/videos można sobie jak ktoś ma dużo czasu prześledzić co się dzieje lub też posortować według oglądalności aby wyłapać te ciekawe.

I wczoraj zrobiłem ostatni przegląd, rocznicowy.



I widać różnicę w ulu ;-)

Więc postaram się przedstawić trochę wniosków.



 Konstrukcja ula.

Po BigOnie który był budowany trochę tak intuicyjnie, z zapałem zbudowałem jeszcze trzy ule dla siebie i dwa dla brata. We wszystkich są pszczółki ale jeszcze trudno cokolwiek powiedzieć jak się będą sprawowały w tych ulach. Moje trzy to każdy jest inny a brata dwa są takie same, ale inne od moich.
Przyjąłem sobie jedynie takie założenia że kąt nachylenia ścianek ma mieć 120 stopni i długość snozy 54 cm, z czego dwa centymetry po bokach jest przeznaczone na trzymanie snozy czyli 50cm mają do dyspozycji pszczółki na podczepienie plastra.
Na zachodzie TBH są bardziej ustandaryzowane, mają snozy koło 40cm gdzie to długość ichniej ramki. Są również firmy które robią i sprzedają takie TBH, i trzeba tylko złożyć i dodać pakiet pszczół
Z ulami będę eksperymentował, np na wiosnę będę robił ul korpusowy mając nadzieje że będę wstanie np lepiej wybierać miód itp.


Przenoszenie pszczół.

Pewnie wielu którzy by chciało zacząć spróbować z TBH będzie przenosiło pszczoły ze starych ulów ramkowych lub też osadzać z rójki.
Jeżeli chodzi o przenoszenie to radzę bardzo, bo to już oparte jest doświadczeniem, aby nie przenosić starych ramek tylko otrzepać pszczoły, Nie trzeba żałować czerwiu, larw, miód wybrać.
Jeden warunek aby pszczoły zaczęły na 100% budować pod snozą i jak sobie życzymy to dodać im kawałek plastra ze snozy.
Więc już nigdy w życiu nie będę przekładał ramek i koniec.
A po przeniesieniu podać im przez parę dni lub zależnie od potrzeb syropu aby zaczęły budować plastry i matka mogła zacząć czerwić


Snoza

Tutaj jest dowolność, można powiedzieć każdy sobie robi jak mu pasuje wedle własnych pomysłów. Od prostych kijów do skomplikowanych wielopoziomowych z otworami itp ;-)
Ja też zacząłem eksperymentować od prostego kija szerokości 40mm do takiej fajnej snozy http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/06/eksperyment-snozowy.html Chciałem zrobić taką snozę aby pszczoły mogły przechodzić do korpusu. I wyszło mi coś ciekawego, szerokość 29mm i do tego 9mm małej beleczki to szerokość  daje 38mm. Wygląda na to ze je jest dobrze, gdyż jak wkładałem te pełne kije to potrafiły zacząć budować drugi plaster jednocześnie na obu snozach, przez co manipulacja plastrem nie było możliwa. A teraz budują dobrze mimo że wkładałem im 4 snozy puste. I np na wiosnę mam ten plan że załaduje od razu cały ul pustych snoz i będę obserwował jak budują. A do tej poru dokładałem po jednej snozie.
A przecież plan jest opracować metodę gdzie będzie minimalna potrzeba ingerencji w ul.


Miód

Pszczoły trzymamy dla ich podstawowego produktu czyli miodu, i miód ma być. Jak do tej pory tego miodu to za dużo nie mam bo 2,5 kg. (słoiki po 900g)
Ale żniwa ciągle przede mną, to znaczy nie mogę teraz plastrów wyjmować gdyż jest na nich czerw. Plastry kolejne będę brał jak matka ograniczy czerwienie na zimę. Czyli co pod koniec sierpnia. Więc na razie sprawy miodu oprócz jego cudownego smaku i tego ze będzie brany raczej jesienią a nie w pełni sezonu, nie mogę podsumować.
A że będzie go mniej to fakt, bo trutnie jedzą, dwa na zimę będą szły z miodem a nie cukrem czy innym substytutem cukru.


Czarna pszczoła.

Będę w ulach trzymał czarną pszczołę, naszą europejską, rodzimą. Powód jest taki iż powinna ona być z natury najbardziej przystosowana do naszych warunków klimatycznych. Bo o ile baza pożytkowa to coś nad czym możemy pracować i co się zmienia w zależności np to co rolnik gdzieś na polu zasieje. To już klimat jest mniej zmienny i tutaj warto mieć pszczołę która będzie się umiała sama do zimy przygotować odpowiednio układając zapasy w gnieździe, ograniczy czerwienie, zakituje wylotki itp.




Warroza

Czyli to co zabija pszczelarzom rodziny jak ich nie leczą, a nawet zabija jak leczą. To mój tak naprawdę główny powód tego że mam TBH, jak się oczytałem tych wszystkich operacji leczenia pszczół, czym jak ile, mg kwasu, powtarzać odymianie, ostrożnie bo szkodliwe dla zdrowia w większych dawkach. A niektóry opisy to jak horror;-(
A przy TBH i natural beekeeping czytałem że warroza jest ale nie zabija rodziny, nie trzeba leczyć, da się żyć. A dzięki temu że pszczoły nie jako same się rządzą, bees knows better.
Ale tego sam osobiście się będę przekonywał, na razie mam warrozę w ulu bo widziałem ją gdy przeglądałem larwy trutni z wyciętego plastra.
Natomiast na pszczołach oznak warrozy, porażenie nie znalazłem, nie mam pszczół z poszarpanymi skrzydełkami.  Wszystko wygląda jak należy.



Więc zobaczymy za rok, co będę mógł napisać, czy to działa.


I pytanie czy jest możliwy system "zarządzania" ulem i rodziną, tak aby jak najmniej ingerować, nie leczyć, minimalna ilość sprzętu i mieć zadowalającą ilość miodu.
Tak aby mogli sobie takie bezobsługowe ule ludzie stawiać koło domów.

I taki będzie cel ostateczny ;-)


Pozdrawiam
GP





czwartek, 18 lipca 2013

Kolejne miodobranie, wielkość komórki i czwórniak


Kolejny plaster wyjęty z BigOna, plaster duży ale miodu nie za dużo. Plaster był tego roczny, i na nim czerwiła, Na górze był zasklepiony miód a niżej już puste komórki bez miodu, bez jajeczek czerwiu parę komórek. O taka włoszczyna.
A  poszedłem wybrać bo się miód kończył w domu i trzeba było żniwować ;-)


Film gdzie biorę plaster i widać jaki kolejny będę brał.
Matka ograniczyła czerwienie i będzie można brać właśnie kolejne plastry, chyba że przyjdzie nawłoć znów zacznie szaleć z składaniem jajeczek.


I wziąłem 600g miodu, gęsty bardzo dobry.



Czyli z BigOna mam licznik miodu teraz na 2,1kg ustawione.



Wielkość komórki

Miałem zmierzyć wielkość komórek w tym naturalnym plastrze.
I na razie nieporadnie, ale wielkość komórki wynosi 5,1 mm co jest mniej niż rozmiar standardowy czyli 5,4 ale jeszcze więcej niż docelowa wielkość 4,9mm.
Pytanie czy dojdą do takiego rozmiaru, Jest w ulu matka jakaś rasowa, duża, która się unasienniała lokalnie. Tak czytałem że bez podawania mniejszej węzy to może zająć całe lata i kolejne pokolenia matek zanim zejdą one do naturalnych, pierwotnych wymiarów komórki czyli 4.9. Raczej 4.6 to jest za mało dla naszej pszczoły charakterystycznej dla tej szerokości geograficznej.

A tutaj trochę zdjęć, niektóre niewyraźne, w kolejności od dołu plastra do góry. Na plastrze wygląda na to że jest ta sama wielkość komórki 5,1mm








Więc przez całe wiosnę i lato wygryzały się pszczoły z komórek 5.1


Czwórniak

Czyli http://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C3%B3d_pitny
Czwórniaki - miody, dla których brzeczka powstaje z jednej jednostki objętości miodu rozcieńczonej trzema jednostkami objętości wody

To tak przypadkiem gdy przedostatnio płukałem właśnie garnki wodą,i ten wyciśnięty plaster i potem przepuściłem przez płótno wodę. Chciałem wykorzystać każdą kapkę miodu aby się nie zmarnowała. I taki "kompot" zlałem do butelki po wodzie. I za dwa dni ja ją otwieram a ona mi gazuje. Przyjemnie gazuje. Całkiem fajny trunek gazowany wyszedł, trochę szczypiący i zero słodkości.
To postanowiłem tym razem już bardziej profesjonalnie zalać, tylko jest to generalnie za mało. Powinien być nalany tak z 5cm od korka. Aby było jak najmniej powietrza to wtedy jest jak najmniejsza szansa na pleśń.
  Ale nie pozwolę mu na tyle stać aby spleśniał.
A za następnym razem lepiej się przygotuje lub też dodam jakiegoś soku.
Tak jak to jest na wiki.



A dalej w następnym tygodniu kolejne miodobranie. Chociaż tutaj jest tak że znów mam na wylotku dużo pszczół, które wcześniej miały swoje miejsce na plastrze a teraz się nudzą, aby nie było tak że z nudów rójkę zechcą mi zrobić.


poniedziałek, 15 lipca 2013

Jesień idzie, przegląd HUL'a, BigMamy i Warszawiaka

Jesień w znaczeniu przygotowania pszczół do zimy u mnie się chyba już zaczęła.
Lipy to tutaj zdaje się ostatni pożytek, nie mam wrzosu nie mam spadzi więc koniec, teraz już muszę je przygotować do zimy, same dalej nie dadzą rady
Muszę poobserwować co robią z trutniami jak je wyganiają to znaczy już pora na przygotowania do zimy.


Przez cztery dni nie doglądałem pszczół ,w tym znaczeniu że nie patrzyłem na wlotek. A w BigOnie było tak że w dzień nawet siedziały na wylotku kupą, nudziły się nie miały co robić, lipa przekwitła. Zostawiałem je myśląc że może pójść w końcu rójka. Dzisiaj przyjechałem patrzę z daleka na wylotku kupy pszczół nie widać, z bliska pracują na wylotku wentylując ul, i unosi się zapach miodu. Ale pszczół na wylotku mało.
Zajrzałem do środka, a tam po staremu dużo pszczół, można szklanką wybierać. Przejrzałem parę snoz i jest ok, pszczół jest dużo. Widocznie zimniejsza temperatura, zagnała je ponownie do ula, do grzania czerwiu.




Ale głównym celem było dzisiaj zobaczenie co się dzieje u moich czarnuszek i jak tak Warszawiak buduje. BigOne na zimę jest zabezpieczony, w tym znaczeniu że ma dosyć miodu na tych ramkach które planuje mu zostawić.

Ale pozostałe ule będę musiał dokarmić, zdecydować ile ramek zostawić czy je w ogóle zostawić, a może wyjąć. Opracować plan.
Przez tydzień będę obserwował wylotek, jak będą pracować, ostro nosić pyłek, za dwa dni znów zajrzę jak będzie postęp to na razie cukru dawał nie będę.
W BigOnie w tamtym roku cukier dostawały pod koniec sierpnia a koło 10 września dawałem więcej.

Czarnuszki siedzą od 11 dni już w dwóch ulach HULu i BigMamie, te zbudowane z 5mc grubości belek, z tą różnicą że HUL jest głęboki BigMama ma ścięte dno.



HUL

Matka dobrze czerwi, nawet już zaczęła na plastrach odbudowanych pod snozą, i jest na nich czerw już zasklepiony. Jestem w 100% zadowolony z tego co zobaczyłem. U nich może zrobię tak że wymienię wszystkie ramki zostawiając tylko snozy z naturalnym plastrem.




BigMama

Tutaj przegląd drugiego odkładu bliźniaczego do HUL'a jednak jest inaczej, ale czy gorzej?? Nie czerwi na nowych plastrach, na starych tylko jest czerw i jajeczka. Może dlatego że tutaj między ramki odkładu dałem więcej ramek i nie są wstanie ogrzać gniazda. 



Warszawiak

Warszawiak tez się rozwija, ale również matka nie czerwi na świeżo odbudowanych snozach, i chyba jednak jest to wina tego że nie potrzebnie dałem im tyle pustych snoz. Matka w ulu jest bo ją już po przenosinach widziałem.


Podsumowując

Sprawa dokładania snóz to jest tak że teraz nie ma pożytku i pszczoły nie będą odbudowywać plastrów pod snozami. A ja w rozpędzie i niewiedzy dałem im tych snoz za dużo i to na dodatek w gniazdo. Wiec nie są wstanie (tak myślę) ogrzać nowych plastrów aby matka miała możliwość ich zaczerwić.  Widać że w HULu ładnie zaczerwiła a w pozostałych nie. Różnica jest właśnie w ilości snoz w ulach. Gdybym dał je na koniec przy zatworze to by sobie dobudowywały ile trzeba i nie miałyby w środku gniazda przerwy.
Dzisiaj w nocy jest całkiem zimno więc snozy niezabudowane nie trzymają ciepła w ulu.
Bo te snozy to można i należy podawać w środek  jak jest pełnia pożytku i jest ciepło. Wtedy sobie poradzą a teraz myślę że mają problem w Warszawiaku i BigMamie bo w HULu odbudowały i jest dobrze.



Aby pomóc im w ogrzaniu gniazda to przygotuje materac wypchany słomą
i taki położę na wierzch na deski. To powinno im pomóc w utrzymaniu temperatury w ulu, bo tak jak dzisiaj siedząc przy otwartym oknie zaczynam marznąć to i pszczoły muszą więcej pracować aby utrzymać stałą temperaturę potrzebną dla wychowu larw.


Kitowanie wylotków na razie czegoś takiego nie obserwuje, poczekam a jak nie zakitują to będzie jednak trzeba pomyśleć o osłonięciu wylotków na zimę.




Więc, kampinoskie się przyjęły, pracują a ja muszę ocieplenie dać od góry aby pomóc im ocieplić ul. I jak nie będą nosić nektaru do ula to wtedy zacznę podawać tak po 400 gram syropu aby podtrzymać czerwienie i budowę nowych plastrów. Przygotować je do zimy.


Nie pisze o warrozie mają sobie same z nią poradzić na naturalnej zabudowie.


To chyba tyle.
Miłego