poniedziałek, 29 czerwca 2015

Jak się ma warroza

Należało by napisać że nie wiem okaże się jesienią czy warroza trzyma się na tyle mocno aby pokonać zimą pszczelą rodzinę. Czy może jednak została skutecznie ograniczona do stanu takiego że pszczela rodzina przetrwa zimę tę i kolejne następne

Kwas podawałem w maju gdyż zauważyłem warrozę na pszczołach.
http://ulebezramkowe.blogspot.com/2015/05/podaem-kwas-mrowkowy.html

A jak podawałem kwas można obejrzeć na tym filmie.



Dzisiaj jak przeglądam rodzinki to warrozy na pszczołach nie widzę to jest dobrze, jak również pszczółek z porażeniem, czyli takich bez skrzydełek i pokręconych.
Dodatkowo sprawdzam czerw trutowy, nie wycinam w ramach walki z warrozą, ale odsklepiam parę komórek trutowych i sprawdzam.
Jak na razie efekt jest taki iż tydzień temu nie znalazłem warrozy wyrywając całkiem sporo komórek z larwami trutnia. Na tym widelcu tylko fragment odsklepiania ;-)


Jak miałem rodzinę w żółtym ulu to efekty działalności warrozy widziałem jak również to co było w czerwiu. Było pełno warrozy, teraz jej nie widzę. Jest ale jednak raczej nie przekroczyła takiego poziomu aby dała się zauważać metodami organoleptycznymi, czyli obserwacji i przeglądania czerwiu.

Teraz kwitnie lipa, a po lipie czyli tak myślę że za trzy tygodnie profilaktycznie zastosuje kwas w trzech rodzinkach.
A czwartą rodzinę która jest teraz najsilniejsza zostawię tak na żywioł, ale po ścisłą obserwacją. Ma bardzo dużo czerwiu, w każdym stadium. Nie mam oznak aby miała ochotę na rójkę. Siedzi już teraz na 13 snozach na czarno, a w wolnej przestrzeni cała masa pszczół młodych które mają ochotę na budowanie dalej plastrów. Lipa kwitnie, jest pożytek czyli duża szansa na porządną rodzinę na zimę.


Tak ze plan na ten rok czyli sprawdzenie takiej prostej metody aplikowania kwasu, i czy jest skuteczna na tyle aby do jesieni rodziny nie opadły jest w trakcie i napawa mnie optymistycznie.

Ul który zmodyfikowałem i trojaczki są całkiem fajne. Na razie mankamentów nie widzę. Zobaczę jesienią czyli gdy trzeba będzie zwężać gniazdo czyli wycofywać snozy z plastrami.
Mam pewien pomysł i zobaczę czy się sprawdzi.

Pozdrawiam
GP



sobota, 30 maja 2015

Mam trojaczki

Jak się jest amatorem i ma parę uli do tego według własnego projektu i wykonane własnoręcznie. To można sobie nadawać im nazwy ;-)

Tak że kolejne przemyślenia, nauka na błędach dała pomysł na nowe rozwiązania i oto jest, a raczej są moje trojaczki.


Te przemyślenia i pomysł wziął się z  przemyśleń które opisałem tutaj we wpisie New Hope - nowa seria
Ul spisał się wspaniale, przezimowały pszczółki dobrze, rozwijają się też na tyle dobrze że zrobiłem właśnie wczoraj odkładzik do drugiej połówki tego ula.

Tak że w moich trojaczkach zawarłem przemyślenia i poprawiłem to co było do poprawienia.
Fajne uczucie tworzyć coś nowego ;-)

Tak że już dwa z nich są obsadzone pszczoły, z jednego starego TBH przeniosłem i sobie latają. Jutro zobaczę jak się czują co tam słychać.

A w kolejnym zostały podane  dwa mateczniki wycięte z plastrów od rodzin które chciały się roić i zsypane cztery ramki pszczół. Taki zsypaniec został zrobiony i za parę dni sprawdzę jak im idzie.
I co mnie bardzo ciekawi czy w tym zsypańcu będą dobrze i prawidłowo budowały plastry na snozach które przygotowałem tak jak na zdjęciu.

I tak jak widać.
Wosk mam z dziewiczego plastra, mój plaster czysty wosk ;-)
I biorę kawałek wosku rozgrzewam w suszarce i robię z niego taki wałek
Potem naklejam go na środek snozy i liczę na to że pszczółki będą wiedziały co dalej robić.

W tym zsypańcu są już takie snozy zrobione tylko mają nie jako na wzór prosty plaster z macierzaka włożony. Więc będą budować pod snozą.


Tak że jutro o ile pogoda pozwoli będzie ciekawy dzień gdyż sprawdzę.

  • Trojaczka w którym pszczoły przełożyłem jak sobie radzą i pewnie dołożę snozę.
  • Zsypańca (z matką) czy budują plastry i co się w nim dzieje.
  • Macierzaka czy pociągnęły mateczniki ratunkowe i zobaczyłem wczoraj że zaczyna coś tam przybywać miodu na ostatnich plastrach. I są pierwsze kwiaty akacji.

I ciągle przyglądam się warrozie czy ją na pszczołach widać i czy są jakieś tam pszczółki z wykręconym skrzydełkami. Na dzień dzisiejszy nic takiego nie widzę.

Jest dobrze.



niedziela, 3 maja 2015

Podałem kwas mrówkowy

Traktuj wpis czysto informacyjnie a nie jako zachętę do robienia "eksperymentów"

W sobotę  (2 maja) podałem im kwas mrówkowy 60%. Powód bardzo prosty w piątek zobaczyłem całkiem fajne sztuki warrozy na pszczołach. Postanowiłem nie czekać na ich rozmnożenie. Kwas nie wiem czy pomoże ale równie bardziej może zaszkodzić. ;-(
Ale czuję się zmuszony to zrobić.  Najważniejsze to przekonać się jak zadziała kwas mrówkowy. Warrozy nim nie zwalczę ale mam zamiar zahamować jej rozwój. Podam jeszcze raz we wtorek, przy okazji wytnę trochę czerwiu trutowego.
Na jesieni podawałem kwas dwa razy, matkom nie zaszkodził, warrozy, jako problemu nie zauważałem.  Może i tym razem, podany dwa razy, a może i kolejne dwa co cztery dni, wytrzebi ją na tyle że rodziny tym razem dotrwają do kolejnej wiosny.


Sytuacja w ulu tym fajniejszym jest taka że czerwienie idzie pełną parą, całe plastry czerwiu od dołu do góry. Zjadają pokarm zimowy i nie widać dopływu miodu a wręcz właśnie ubywa zapasów. Mniszek dopiero zaczął nie dawno kwitnąć ale do nektarowania potrzebuje temperatury zdaje się powyżej 20 stopni, więc na razie lekko nie jest. Jeszcze plastrów nie ciągną dalej a pustych snooz nie dawałam. Ma miejsce aby czerwić.
Są już zasklepione i komórki trutowe czyli trutnie w drodze. Tylko patrzeć dwa tygodnie myślę  jak będą pierwsze mateczniki. A wtedy robię odkłady.





sobota, 25 kwietnia 2015

Wiosenne filmy


Trochę czasu upłynęło odkąd mogłem po raz kolejny zajrzeć na dłużej do ula.
Praktycznie miesiąc takiej pogody, która nie pozwalała na to aby się dokładniej przyjrzeć rodzinkom.
Dzisiaj mogłem to zrobić i prezentuje poniżej dwa filmy z moich ulików.



Ta rodzina jest bardzo fajna, tak mi się wydaje, i z niej zrobię odkład jak tylko pojawią się mateczniki. Ul jest podzielony dokładnie na pół i do drugiej połowy przeniosę matkę z czterema plastrami


Ta tutaj rodzinka jest słabsza, nie dopilnowałem i za późno się zorientowałem że odkład jest leciutko rabowany gdyż w ulu były dziury. W ogóle ten ul jak będzie okazja pójdzie do modernizacji. A odkład z niego przeniosę do mojego starego żółtego Big Ona ;-)


Co więcej mogę o rodzinkach napisać, czerwią, już sobie nagromadziły zapas pierzgi braku im i mi do szczęścia dobrej pogodny. Tak aby zrobiło się cieplej i mogły ruszyć do prawdziwej pracy i matki do większego czerwienia. Dopiero zaczyna kwitnąć pierwszy mniszek, wiśnie parę kwiatków. Jeszcze tydzień i będzie naprawdę przyjemnie i kolejne filmy ;-)


Kwas mrówkowy

Tak wiem, używany nieostrożnie,  jest niebezpieczny dla rodzin. Mam zamiar go jednak użyć teraz na wiosnę w stosunku do tej drugiej słabszej rodzinki.   Widziałam tam warrozę a ten rok mam zamiar powalczyć z warrozą kwasem mrówkowym to raz.
A dwa to różnymi ziołami.


Zioła


Zioła też mają pomagać na warrozę, ciekawe czy to w końcu ktoś to jakoś  na 100% zbada, że to pomaga. Napiszę, opracuje, zrobi doktorat czy coś innego. Gdzie będzie wyłożone ile czego i jak dymić.
Ja do tej pory to w podkurzacz ładowałem świeże liście mięty albo melisy którymi nacierałem ręce jak szedłem robić odkłady.
Ale podobno wiele ziół pomaga, to teraz będę wkładał to co mi rośnie w ogrodzie czyli szałwia, tymianek, mięta, melisa i rumianek. Ten ostatni jeszcze się nie nadaje to w takim razie kupiłem sobie w aptece saszetki.
Muszę o tym naprawdę poczytać i przygotować do takiego odymiania, może dlatego że lekarstwo rosnąć może w każdym ogrodzie brak jest badań prowadzonych przez instytuty sponsorowane przez koncerny. Bo wtedy jak tutaj ściągać i za co kasę od pszczelarzy.








Co dalej dalej to zastosuj kwas mrówkowy mam 60% i 80%.
Poczekam jednak na pierwszy czerw trutowy, wytnę go i sprawdzę czy jest i ile w nim roztoczy.



wtorek, 10 marca 2015

Wiosna 2015

Wiosnę już można uważać za otwartą. Wczoraj obleciały mi się porządnie już obie rodziny i w końcu mogłem je przejrzeć.
I to co zobaczyłem bardzo mnie ucieszyło.
Dwie zdrowe rodziny, pszczółki jak ze zdjęć, nie widać żadnych dziwnych wykręconych czy też postrzępionych skrzydełek. Warrozy również wzrokowo nie zobaczyłem, jak jest to pewnie pod paroma zasklepionymi komórkami. Ilość tych komórek można by pewnie policzyć na placach obu rąk czyli jak widać Czarnuchy nie dawały się zwieść na lekką zimę i nie szalały z czerwieniem. Natomiast są już jajeczka, co dobrze wróży, matki także żwawe, uciekały jak chciałem je pogłaskać. Pszczółki łagodne, bardzo łagodne, trzymały się plastrów i nie łaziły po całym ulu.  W ulu zapach ładny, świeży, bez stęchlizny czy też znaków zaperzenia. Osyp nieduży, i raczej nie miały go czasu wcześniej wynieść, stoją w takim miejscu że południowe słoneczko za mocno nie dociera i się do tej pory oblatywały tylko raz i to w jednym ulu.

Natomiast co mnie zaniepokoiło to fakt iż nie mają pierzgi co w sumie nie powinno dziwić. Odkłady dostałem późno bo na początku  lipca i tak dobrze że doprowadziłem je do takiego stanu że dały radę spokojnie zazimować. Ale  ile cukrem karmiłem, to już pierzgę same musiały nosić i zapasu nie zrobiły. Gdybym był "dobrym" pszczelarzem to teraz powinienem im jakieś ciasto z pierzgą dać ale nie dam. Bo ma być naturalnie co prawda opóźni to rozwój rodziny ale myślę że sobie dadzą radę. Zostaje mi tylko obserwować jak pracują, czy noszą pyłek z którym będzie trudno bo jednak z wyjątkiem paru leszczyn to wierzby jeszcze nie ruszyły ;-(.



Kolejna sprawa to ilość zapasu jaka im została. Zostało im całkiem sporo tylko że po bokach gniazda, a tam nad gniazdem wyjedzone do samej góry. I gdyby tak zima potrwała jeszcze dłużej to kto wie jakby to mogło się skończyć, czy by przeszły w bok czy jednak zostały na górze. Te zapasy co zostały to są w dobrym stanie, nie widać pleśni, czy też śladów przemarznięcia. Ale na zrobienie odkładów raczej ich nie wykorzystam bo pewnie zjedzą je na potrzeby wiosennego rozwoju. Ale to był cukier więc niech jedzą.


Dalej to, mam kwas mrówkowy, więc jak pogoda się ustabilizuje to tak aby ranki zaczynały się nie od przymrozku ale tak mniej więcej 7 do 10 stopni ciepła to im zaaplikuje dawkę moją metodą ;-)


Zdjęciami i filmem nie mogę się pochwalić gdyż komórka po włączeniu nagrywania pokazuje stan baterii na zero ;-(


Aha i ten żółty w tym roku znów ożyje ;-)

Jest dobrze.
GP

czwartek, 4 września 2014

New Hope - nowa seria

Takie słowa przyszły mi do głowy gdy robiłem ostatni przegląd ula z nowym odkładem.
New Hope - nowa seria, kolejny sezon przygód z natural beekeeping ;-)

Nie to że nic się w temacie pszczół nie dzieje. Dzieje się tylko nie ma co pisać o porażkach bo się ludzie krzywo patrzą i śmieją. Cisze budziesz dalsze ujdziesz. Dwa lata już się bawię z pszczołami i zapał wcale mi nie minął. Taki mam charakter że jak sobie cel obiorę i dopóki nie ma ściany to drążę.

Hasło ul w każdym ogrodzie bardzo mi przypadło do gustu i to będzie mój copyright ;-). Dzisiaj się tego nie da zrobić gdyż pszczoły bardziej niż moje kury zielononóżki okazało się że wymagają więcej od nich opieki. Muszę zwalczyć warrozę a raczej nauczyć się z nią żyć, a dwa to odpowiedni ul, tak aby ktoś kto zechce sobie koło domu postawić nie musiał od razu całego majdanu pszczelarskiego w postaci wirówek sobie do garażu wstawiać.

I minęły dwa lata odkąd zacząłem. Dwa lata niby szmat czasu ale jak sobie zdamy sprawę że cykl, sezon to rok a nie miesiąc czy tydzień. To wychodzi na to że raptem były tylko dwie zimy, dwie wiosny a nie 24 gdzie co miesiąc możemy poprawić coś co miesiąc wcześniej popsuliśmy.


W tym roku też trochę popsułem, za bardzo niecierpliwy byłem, a z racji tego że chce człowiek mieć więcej, lepiej itp. i uczę się cierpliwości.
O porażkach nie będę nic pisał, po co ma ktoś naśladować. Napiszę kiedyś w książce gdzie będzie opisany sukces jak go osiągnąć i tam będzie dział co było głupio robione i czego robić nie trzeba. Ku przestrodze pokazując jednocześnie drogę do sukcesu, który zamierzam odnieść ;-)

 
New hope to tak nazwę ten ul i tę rodzinę którą mam teraz i z którą wiąże duże nadzieje, widząc jak pracuje jesienią targając pyłek. Nie tylko z resztą z samą rodziną ale i ul mam nadzieje się sprawdzi. Ul też przeszedł spore modyfikacje, i kolejny będzie zrobiony tak że pojadę do znajomego stolarza z materiałem z rysunkami. I tam na porządnym sprzęcie zrobię tak ze elementy będą do siebie pasować. Denica osiatkowana i wysuwana. I mam nadzieję że mi to miesiąc dłubania nie zajmie.


Warroza cóż  nie wyszło bez to trzeba leczyć, zacząłem kwasem mrówkowym. Nie wiem jak będzie na wiosnę, ten odkład warrozy nie powinien mieć warrozy a przekonam się na wiosnę. Przy wiosennym leczeniu o skuteczności kwasu mrówkowego i sposobu jaki go podaje.
I też kwasem jak ktoś leczy to każdy ma swoją metodą która według niego ma pomagać. Jak widać praktyka potrzebna.

A poniżej film z przeglądu.





New hope - nowa seria, kolejny sezon przygód mam nadzieję że tym razem pomyślniejszy. I będę mógł pisać więcej mądrzej.

I miód w roku tylko słoik, i to z racji tego ze trzeba było po rodzinie posprzątać ;-(

Na razie powyższy filmik z pszczołą Środkowoeuropejską Kampinoską, czarną.
Tyle mogę o niej napisać że jak oglądam inne filmy i pamiętam mojego BigOna to jest ona agresywna. Ale agresywna w tym sensie że jak się puknie przygniecie to się zrywają do ataku.
Ale jak robimy delikatnie i to co ostatnio odkryłem ze dać im pochodzić po ręku to wtedy idzie łatwo i przyjemnie. Co widać na filmie ;-)

Tak że spokojnie prace trwają ;-)

Miłego
GP






poniedziałek, 12 maja 2014

Zaleszczotek w majowym numerze Pszczelarstwa


W numerze z Maja jest artykuł o Zaleszczotku. Ja na informację o tym pseudoskorpionie trafiłem już jakiś czas temu a nawet znalazłem w UK sklep internetowy który go w saszetkach sprzedawał. Po dwie saszetki na ul.


http://www.miesiecznik-pszczelarstwo.pl/
--------------------
Sylwia Gaida - Zaleszczotek – nasz przyjaciel
„...pszczoły miały niegdyś swojego >czyściciela<, który dawniej zasiedlał ule i w ostatnich dziesięcioleciach popadł w totalne zapomnienie. Jest nim przypominający skorpiona zaleszczotek". (S. Gaida)
------------------

I że jest nadzieja że będzie on pomocny w walce z warrozą.
Ale oprócz tego w artykule jest informacja że są pszczoły które same sobie radzą z warrozą. Cieszy mnie że w końcu ktoś to pisze w poważnej prasie Polskiej i przyznaje że się da. Europa w tej kwestii jest daleko za USA, jeżeli chodzi o selekcję i hodowlę pszczół ze względu na naturalną odporność na warrozę,
Jednak to czego się już zdążyłem doczytać, w różnych publikacja to fakt iż bez chemicznej walki z warrozą nie da się produkować przemysłowych ilości miodu, prowadzić towarowych pasiek. Gdyż przy obecności warrozy nie da się wyhodować silnych rodzin które dadzą po 100kg z ula ;-)

To tak jak nie da się mieć fermy świńskiej na 1000 sztuk tuczników bez stosowania, mączek, soi itp do tuczenia. Bo nikt nie będzie się w gotowanie ziemniaków bawił przy takiej ilości i maksymalizacji zysku.

Zaleszczotek był kiedyś w ulach czymś normalnym, ale w ulach, starych drewnianych, ciężkich itp. Tam miał dobrze i warunki do życia. A czego potrzebują to można przeczytać w artykule, ale generalnie to małych otworków, szczelin gdzie robią sobie gniazda. . Natomiast co jest ważne, dojrzałość płciową osiągają w 10 do 24 miesięcy od momentu wyklucia. Żyją cztery lata.
Zabijają je kwasy, chemia itp. Nie ma ich w ulach gdyż raz nie mają warunków do bytowania a dwa są zabijana w wyniku działań pszczelarza. Leczenia pszczół z warrozy. Należało by w takim razie na równi obserwować i hodować pszczoły jak i zaleszczotka. 

 Czy będzie możliwe że zaleszczotek zasiedlony w ulu obroni rodzinę przed warrozą?

I teraz jeżeli chodzi o hobbystów, amatorów to taki zaleszczotek może być i skoro go sprzedają alternatywą. Ale w przypadku pasiek towarowych gdzie raz mamy do czynienie z innymi ulami, plastikowe, styropianowe (chociaż da się w nim zaleszczotka zaszczepić). Ale takie ule są przewożone, jest rotacja korpusów, czyszczenie czy zaleszczotek będzie miał szansę się zadomowić??
To jedna sprawa.

Druga sprawa to skuteczność zaleszczotka, raz to iż sam zaleszczotek jest jak widać podatny na różne czynniki zewnętrzne, chemię itp bardziej niż pszczoła i warroza.
Dalej to powątpiewam aby był on na tyle skuteczny aby całkowicie wyeliminować warrozę, raczej będzie ja trzebił a ona dalej będzie trzebiła rodzinę. Ale całość będzie polegała na równowadze jak w naturze.
To oczywiście nie będzie zadowalało pszczelarzy zawodowych, towarowych a hobbystom powinno jednak wystarczyć.

I w tym momencie będzie dochodziło do konfliktów że jedni będą mówili że drudzy są zagrożeniem, że ich ule są roznosicielami chorób gdyż nie są leczone skutecznie pszczoły, czyli chemią.

Jedna smutna rzecz z tego artykułu to iż zaleszczotek jest zagrożony rzadki gatunek, w związku z tym sam do ula nie przyjdzie. Trzeba go "zaszczepić" a potem pilnować i dbać bardziej niż o pszczoły.


A jak sobie radzi zaleszczotek to widać na poniższym filmie z strony projektu.
http://beenature-project.com/shop/page/4



Tak że cieszy mnie iż można było przeczytać w końcu że pszczoły dadzą radę przeżyć bez człowieka i zabiegów pszczelarsko-chemicznych, czy też innych gdzie człowiek próbuje pokonać warrozę.


 Jak będę robił kłodę o postaram się gwoździkami ponabijać otworków, szczelin. Może jakoś trafi się okazja zdobycia zaleszczotka i go zaszczepię.

Artykuł polecam ;-)





sobota, 3 maja 2014

Dokładanie snoz sezon 2014


Pisał będę trochę mniej,tisze jediesz, dalsze budiesz

Jeden z błędów jakie popełniłem przy Big Onie ostatniego lata było dokładanie snoz.
Otóż o ile dokładanie na końcu jest "bezpieczne" i nieszkodliwe gdyż jak będą miały potrzebę to będą budowały.

Co znaczy potrzeba budowania i tutaj jest na pewno pojawienie się pożytku czyli nektaru, spadzi cokolwiek co mogą znieść do ula i przerobić na miód. Muszą mieć miejsce/plastry aby go tam włożyć. W takim wypadku budują plastry bardzo szybko.


Ale jest również inna potrzeba którą zauważyłem. Otóż zdaje mi się że również obecność dużej liczby pszczół sprawia że budują plastry. Tak mi się wydaje po to aby te pszczoły miały gdzie siedzieć, aby się zwyczajnie mieściły w ulu.
Były plastry na których były śladowe ilości nektaru który z powodzeniem zmieścił by się na innych a one i tak budowały plastry. Jak wyjąłem zbędę plastry puste i wtedy na wylotku pojawiły się brody. A wcześniej jak plastry były to bród nie było.
Więc tak na chłopski rozum wnioskuje że budują nie tylko z potrzeby ułożenia nektaru, odparowania nadmiaru wody ale i aby mieć przestrzeń do "mieszkania".


A teraz co znaczy "bezpiecznie" o ile właśnie dokładanie na końcu jest bezpieczne o tyle dokładanie w środek gniazda może i pewnie będzie kończyć się tym czym skończyło się u mnie.
Jedną z metod zapobiegania rójce jest wkładanie w środek gniazda snozy aby ograniczyć nastrój rojowy, aby miały co robić odbudowując strukturę gniazda (puste miejsce). Tylko u mnie skończyło się tym że odbudowana snoza, plaster był plastrem typowym dla części magazynowej, czyli tam gdzie składuje się miód. Miał duże komórki których nawet nie zaczerwiła. Przez to stało się tak że gniazdo do zimy sobie zrobiły z tyłu ula a miód w plastrach został z przodu. Końca nie wiem czy wykończyła ich warroza czy też jak jak widziałem na tych snozach gdzie były martwe pszczoły w pustych komórkach. Czyli brak pokarmu.
Nie dokarmiałem na zimę cukrem zostały na miodzie, i niestety nie potrafiły sobie go przenieść w gniazdo. 
Pewnie i raczej na pewno gdybym miał więcej doświadczenie zobaczyłbym to wcześniej a nie po fakcie i jeszcze przed zimą to bym przenosił plastry itp.
Ale z drugiej strony chcę opracować taką metodą aby jak najmniej ingerować w ul i rodzinę. Więc mają sobie radzić same.




Węzę w ramkach wymienia się raz na trzy-pięć lat a ogólnie patrząc czy prześwituje przez nich światło. Natomiast jeżeli chodzi o plastry przy zabudowie naturalnej to jak ktoś miał w rękach taki plaster to różnica jest taka iż jest on delikatniejszy od plastra w ramce na węzie.
A się dowiedziałem że pszczoły stare plastry same potrafią ścinać i budować od nowa. Wiec jest szansa że nie będzie ich trzeba wymieniać, a pszczoły same będą robiły porządki.

Musimy pamiętać że o ile węza w ramkach sprawia iż pszczoły odbudowują wszędzie taką samą wielkość komórki według wzoru na węzie. To przy naturalnej zabudowie robią gniazdo gdzie są mniejsze komórki i magazyn z większymi komórkami. Nie możemy sobie dowolnie żonglować i przekładać snóz.  



Więc jakie z tego wszystkiego wnioski, które wydaje się mogę wyciągnąć.

1. Snozę wkładać w środek gniazda w czerwcu raczej nie później, bo mogę uznać że gniazdo można zrobić w innym miejscu a miód na zimę zostanie w innym.

2. Będę robił odkłady (maj, czerwiec) to wtedy będzie dobry moment aby właśnie dać puste snozy w miejsce zabranych. Powinny sobie dobrze gniazdo odbudować. O ile nie uznają że potrzebują dużych komórek bo jest przypływ pożytku.

3. Tam gdzie nie trzeba (nie będę robił odkładów) nie będę wkładał snoz w środek gniazda. Dam im szansę, spróbuję się przekonać czy zetną plaster i odbudują. Może to zająć lata.



A tutaj film, przegląd z 19 kwietnia 2014 roku. Jest dobrze a aktualnie odbudowują drugą już snozę. Aha nie należy tak przekręcać snozy na bok.



Pozdrawiam



wtorek, 28 stycznia 2014

GMO i pyłek w miodzie.

Co to jest GMO to np tutaj jest informacja http://faktydlazdrowia.pl/gmo-szokujace-wyniki-pierwszego-dlugotrwalego-i-niezaleznego-badania/
A jeżeli chodzi o zdrowie to należy po prostu przyjmować jak najgorsze scenariusze. Czyli to co jest zawarte  na tym filmie z artykułu należy traktować poważnie. Art jest sprzed roku.

A skoro GMO to ma być  w skrócie lekarstwo na braki żywności to dlaczego GMO nie stosuje się w Afryce gdzie są niedobory żywności ale stosuje się w USA Europie gdzie jest nadmiar żywności!!!!


Jeżeli chodzi u nas w kraju to GMO uprawa jest zakazana natomiast dozwolony jest handel ziarnami. To pierwsze gdyż EU zezwoliła iżby każdy kraj sam decydował o tym co będzie robił z GMO i my mamy teoretycznie zakaz ale praktycznie mamy dozwolony handel, w ramach wolnego przepływu towarów na wspólnotowym rynku EU. Wykryte uprawy GMO muszą być zgodnie z prawem niszczone. Tylko hm kto to kontroluje, tak wiec GMO mamy w kraju obecne a na etykietach można sprawdzić czy coś jest z domieszką soi modyfikowanej czy nie.

Więc teoretycznie nas to nie dotyczy. Ale właśnie miała miejsce debata w PE na temat tego czy składnikiem miodu jest pyłek. Ma to związek z  wyrokiem ETS (Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości) który orzekł (w skrócie) że pyłek jest składnikiem miodu na który to wpływ ma pszczelarz. Teoretycznie jak na grykę wywiezie to tak ale poza tym pszczoła i miód ma to do siebie że jedno pyłek nosi a drugie składa się z pyłku. Nie ma miodu bez pyłku (chyba że dla alergików filtrowany)  jak to w dyskusji jeden z europosłów określił, Żółtko nie jest składnikiem jajka jest jajkiem, czy jakoś tak ;-)
Problem był taki iż jedni posłowie chcieli uznać wyrok ETS jako dosłowny iż pyłek jest składnikiem i w takim razie konsekwencją jest podawanie na etykiecie składu produktu czyli Miodu a co z tym idzie czy jest tam GMO czy go nie ma. Było by równoważne z tym że miód należałoby badać laboratoryjnie aby to określać potem naklejka i dopiero legalna sprzedaż.
Inni stali na stanowisku że pyłek to składnik naturalny na który pszczelarz nie ma wpływu. I ci Pierwsi to krzyczeli na tych drugich że to są lobbyści GMO a ci drudzy argumentowali ze takie podejście czyli badanie miodu załatwiłoby branżę pszczelarską, i koszt miodu bardzo by wzrósł.
Ci pierwsi dbają, tak mówią, o nasze zdrowie gdyż każdy kupujący musiałby szansę zobaczyć ile tam tego GMO jest w miodzie.
Na dzisiaj się tego nie dowie, gdyż takiego wymogu nie ma. Sprawa pewnie wróci do ETS w którym lobby ekologów i dbających o zdrowie wymusi na PE aby jednak badać skład i podawać czy jest GMO czy go nie ma. Szkoda że nie mogą wymusić zakazu uprawy i skarmiania paszami GMO
Na teraz zostaje tylko patrzeć czy miód przypadkiem nie jest pochodzenia EU czyli znikąd a jest podany kraj. Kraj w którym teoretycznie upraw GMO nie ma.
Branża pszczelarska uratowana a Ci co boją się GMO spać nie mogą, gdyż na etykiecie będzie tylko Miód np wielokwiatowy ;-)
A pyłek to składnik naturalny teoretycznie na którego zawartość pszczelarz wpływu nie ma.






Jakie byłyby skutki ekonomiczne na cenę miodu, cóż bogaty sobie poradzi a biedny to zawsze w cztery litery bity. Pszczelarz oprócz kafelków w pracowni musiałby badać miód na obecność i skład pyłku. Dzisiaj wystarczy organoleptycznie i optycznie stwierdzić że jest to miód gryczany albo inny bez konieczności sprawdzania laboratoryjnego.

A jak się to ma do uli bezramkowych i gospodarki naturalnej dla amatorów, ano tak że w razie czego mamy swój tani miód.  Jakby się jednak lobby ekologów i zdrowej żywności uparło, poszło do ETSu i walczyło o podawanie składnika pyłku w modzie.
A GMO cóż, jak GMO przyjdzie to będzie wszędzie, a pyłek to jest bardzo malutki składnik miodu.


Tak że własny miód z pewnego źródła jeszcze zakwaszany kwasem a nie chemią to dobry miód.

Pozdrawiam
GP






sobota, 25 stycznia 2014

Paka XXI wieku ver 2.0


Paka wersja 2.0 po uwagach do wersji 1.0 dodałem

Szyby aby bez otwierania i w sposób łatwiejszy podglądać co się dzieje w ulu. Otwory będą miały światło 15cm x 65cm plus 2cm zakładki z każdej strony czyli szyba na rozmiar 19x69xm, zamykane klapą gdzie nakleję styropian aby była właściwa izolacja. Szybki będą z trzech stron, czwarta zostawię im aby miały intymność, a tak naprawdę to może aby plastry jak nie za bardzo będą chciały lepić do szyby to będzie im łatwiej do drewna.
I ta czwarta strona będzie przytulona do drugiej paki całej z drewna, taka dla porównania.



Powałka tutaj rezygnuje z pajączków a zwyczajnie zrobię małe otwory dla wentylacji wiertłem 4mm. Zrobię je w bocznych ścianach i na górze, a wnętrze zasypię świeżymi wyschniętymi trocinami co by wciągały parującą wilgoć.


Wymiary będą zmniejszone to znaczy nie będzie to w środku 30x30cm ale 25x25cm. Skoro ul Warszawski Zwykły jest najlepszy jeżeli chodzi o zimowanie bo jest rozmiarami zbliżony do naturalnych dziupli to i tak przygotuję pakę.  A wysokość zostaje bez zmian w środku 120cm wysokości

Wylotek z tym jeszcze cały czas kombinuję ale będzie mały poziomy, będzie 1,5cm na 5cm W tym tutaj wpisie Linda powołuje się na rozmowę z doktorem i wnioski które on wyciąga z obserwacji dzikich pszczelich rodzin i ich gniazd. To jest w kontekście warrozy. O wylotku jest mowa że duże wylotku powodują rabunki czyli penetrację ula przez obce pszczoły, które mogą różne rzeczy przynosić. Więc mniejsze wylotku mniej obcych pszczół ale też większa ochota na rójki i pszczoły muszą się spracować aby wychłodzić i odparować nektar.
Jeżeli chodzi o wylotek to obserwowałem swój często i mogę też potwierdzić że dużego wylotka nie jest wstanie upilnować nawet silna rodzina. Mogłem widzieć pszczoły, osy  które były odganiane latały sobie obok ale za którymś razem dały radę dostać się do środka.


Środek wypalę, z zewnątrz również będzie opalony.
Aby plastry się lepiej trzymały w środku będą krzyżaki, kawałki patyków aby plastry miały oparcie.

Za uwagi dzięki Jackowi i Ole Miodkowi ;-)

Projekt można pobrać z DropBoxa i bawić się samemu w SketchUpie

Paka XXI wersja 2.0
http://www.sketchup.com/

I byle się zrobiło ciepło ;-)
Ciekawe czy jeszcze coś w jej konstrukcji można zmienić.

Pozdrawiam
GP

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rodzaje uli bezramkowych

Strona miała być o ulach TBH ale będzie również pewnie na równych prawach informacja o innych rodzajach uli bezramkowych.
Uli takich w których nie występuje ramka, a już na pewno węza.

Są ule które były dawniej stosowane czyli barcie, kłody, paki a wyszły z użycia zostały zastąpione ulami ramkowymi.

Kolejne to takie które są coraz bardziej popularne u pszczelarzy amatorów w USA i możemy je spotkać coraz częściej i w Europie. Jest to skutek rozwijania się pszczelarstwa amatorskiego, hobby. Są to ule snozowe TBH.

Są jeszcze w użyciu kuszki, ule japońskie, warre
 I nie wiem czy można powiedzieć że renesans uli starszej daty czyli właśnie kód, pak. Jest to związane z rosnącą modą na ekologie, powroty do natury itp.

Więc na stronie już jest
  • info o TBH, 
  • hasło ul japoński 
  • archaiczna paka.




Strona, wpis  będzie elementem spisu treści. Wstępem do rozdziału o rodzajach uli bezramowych.




Paka XXI wieku ver 1.0

Tak jak pisałem wcześniej potrzebuje ula takiego który by mi pozwolił kontrolować warrozę, jej osyp i wyniki stosowania kwasu (skoro puder mi nie pomógł). W TBH skonstruowanie denicy do kontroli osypu itp trochę komplikuj jego budową.

Dlatego postanowiłem skorzystać z wcześniejszej rady i zrobić Polskie znaczy pakę.
Informacje o pacę są na stronie 67,68,69 książki
"BARCIE I KŁODY W POLSCE"
STEFAN BLANK-WEISSBERG WARSZAWA-1937 Z ZASIŁKU  MINISTERSTWA  ROLNICTWA  I REFORM  ROLNYCH
http://rcin.org.pl/Content/11406/WA308_7998_II6416_BARCIE-I-KLODY.pdf



I tam możemy przeczytać.

Paki.
Paka (ryc. 50) jest to ul sześcienny wysokości około 120 cm,
a szerokości i głębokości 25 — 30 cm. Ściany boczne i dno jej jest
wykonane z desek grubości 5 — 6 cm, przykrycie zaś górne z deski
zazwyczaj nieco jeszcze grubszej. Otwiera się ona z boku w ten
sposób, że jedna z jej ścianek wysuwana jest całkowicie lub czę-
ściowo tak, jak dłużyca stojaka. Cały zresztą sposób obsługi
paki niczym się nie różni od obsługi stojaka. Oko znajduje
się w jednej ze ścian bocznych i opatrzone jest częstokroć oczka-
sem. Oprócz jedynej odejmowanej ściany, która służy jako za-
twór, wszystkie inne ściany, nie wyłączając górnej i dolnej, przy-
bite są na stałe i nie mogą być odejmowane.
Podobne ule znajdują się m. i. na północy województwa
warszawskiego i w województwie kieleckim.


Przygotowałem projekt, Pani ma 174 cm wzrostu ;-)





Materiał 5cm grubości mam.
Paka będzie stała na wylewce do której będzie przykręcona. Musi być przykręcona gdyż środek ciężkości będzie znajdował się wysoko i porywy wiatru nawet nie tak dużego mogłyby ją wywrócić.

Dalej mamy wysuwaną szufladkę która będzie służyła do kontroli osypu warrozy, podawania kwasów, taka wysuwana denica, a na lato w gorące dni będę zakładał jej siatkę.

W środku będą krzyżaki (na rysunku są tylko dwa kije)  po to aby plastry w dzikiej zabudowie miały jak się trzymać,

Idąc dalej mamy przy górze dwie listewki po to aby tam zawiesić snozy, czy puste plastry które dałyby pszczołom zaczątek do budowy plastrów. Myślę snozy pod skosem ustawiać.


Wyżej już mamy powałkę i na niej zrobię pięć pajączków aby pszczoły mogły lepiej chłodzić ul. Tam zawsze będzie leżała słoma, mech, siano. Liczę na to ze pszczoły same kitując pajączki będą sobie regulować ciąg powietrza ;-)
A na zimę ich będę docieplał.

Daszek to potem gdyż planuje dwie takie paki umieścić jedna obok drugiej spięte bokami, aby się razem ogrzewały i były stabilniejsze. Najpewniej będą to zbite deski osłonięte papą lub kawałkiem blachy. Raczej daszek mnie nie martwi.

Wylotek, przy naturalnej dziupli statystycznie najczęściej jest na 1/3 wysokości od dołu i jest to dziura, całkiem spor.
Z wylotkiem chcę tak aby sobie same na zimę kitowały, ma zapewnić drożność. Wymyśliłem sobie taki oto podłużny, któremu boki zewnętrzne zetnę tak aby były z ukosa. Takie jak otwory strzelnicze w murach obronnych.

Zrobię go na szerokość 1,5cm tak aby pszczoły dały radę wchodzić, a koniec górny lekko poszerzę do 2cm dla trutni.
I może postaram się takie otwory zrobić nie tylko z jednej stron ale od wschodu i południ.

Co mi da Paka a co nie dał TBH.
Prościej mi ją będzie zbudować, kontrolować osyp warrozy i stosować kwas.
Da mi to bardziej naturalną zabudowę niż nawet wysoki TBH które robiłem. Plaster będzie dłuższy.
Miód, mogę nawet paradoksalnie szybciej wybierać niż w TBH, gdyż otwierając jeden bok i mogę wycinać fragmenty z miodem. Nie będę miał obawy że oberwie się część plastra, krzyżaki będą trzymać pozostałe części plastra.
W takich Pakach pszczoły lepiej mają zimować tak jak w Warszawskim Zwykłym.


Nie będę mógł niestety robić przeglądów i szukać mateczników, patrzeć ile jest czerwiu. Ale i tak miałem prowadzić pszczoły bez ingerencji ;-)


Cóż skończą się półgodzinne przeglądy ;-(

Miłego
GP

czwartek, 16 stycznia 2014

Na rok 2014, będą dwie paki zamiast nowego TBH.

Planowałem zrobić nowego TBH z bokami z szyb okiennych, takich z plastikowych okien. Miało być fajnie.

Ale skoro stoi wolny BigOne i Warszawiak to bez sensu jest robić coś nowego i na dodatek nie wiem jeszcze dokładnie czy pomysł z krótkimi snozami jest dobry. A szyby takie kosztują trochę.
Wiec z tymi dwoma TBH zrobię tak ze snozy będą krótsze tak aby potem na te krótsze snozy zakładać wyżej dłuższe snozy tak aby dało coś okoł powiedzmy 8cm, czyli miejsce takie jak nadstawka gdzie w sposób naturalny pszczoły składowałyby miód.
Abym dzięki temu mógł go łatwiej i szybciej odebrać.
Zobaczymy co z tego wyjdzie.



Natomiast chcę sobie zrobić i zrobię dwie kłody/paki, takie myślę dosyć wysokie na 1,5m. Z denicą wysuwaną i  osiatkowaną, powałka, jeden bok podzielony na dwa tak aby można było raz z dolnej raz z górnej części miód brać. A w środek dam patyki co by miały mocniejszą konstrukcję plastra.

  • Denica wysuwana aby kontrolować osyp
  • Powałka z otworami również dla lepszej wentylacji, jak będzie za bardzo wiało to sobie zakitują
  • I boki aby możne je było np struną od gitary odciąć od plastrów które pewnie przylepią. I w ten sposób dobrać się do miodu raz od góry drugi raz od dołu.
  • A wylotek wąski i długie tak jak na tym filmie


TBH starałem się robić tak aby były głębokie dzięki temu pszczoły miały się czuć bardziej jak w naturalnej dziupli gdzie plastry były wysokie. Ale im głębszy TBH tym dłuższa snoza i źle trochę magazynowały miód na zimę.
A może właśnie zamiast długości snoz 54cm dać tak jak to robią częściej czyli 35cm i ścięte dno.


Bo będzie mi łatwiej zbudować kłodę do kontroli warrozy z wysuwaną denicą niż TBH. Będzie większa różnorodność czyli to jest również dodatkowy plus do tego aby sprawdzać warrozę w różnych warunkach.
A może tak jak mi pisał Lubomir Pczjełow
http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/06/eksperyment-snozowy.html
http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/06/barcie-i-kody.html
Może tak będzie lepiej, i łatwiej.
 Próby z barciami pokazują ze jak najbardziej jest to możliwe bez syropu/ciasta. Z mądrych książek wynika ze kiedyś brano miód raz maksymalnie dwa razy do roku: po zimie na św Wojciecha (23 kwiecień) i na Wniebowstąpienie NMP (15 sierpnia) ze  wskazaniem na sierpień z powodu niskiego/zaniku czerwienia.  A ilość zależy oczywiście od siły rodziny i pożytku ale ponoć oscyluje ok 5 kg. Czytałem, że w jakiejś tam nowo założonej barci w Polsce zebrano 4 kg. Tak więc w porównaniu z klasycznym ulem i karmieniem wypada blado. No ale roboty tyle co nic: 2-3 razy w roku zagląda się do takiego prymitywnego ula/barci.
W najbliższym czasie zamierzam 'pakę' zmajstrować i sprawdzić taką prymitywną gospodarkę w praktyce
.

Ciekawe czy pakę zmajstrował, muszę się  do niego odezwać ;-)


A przy TBH poczekam aż sprawdzę czy faktycznie z tymi podwójnymi snozami jedną nad drugą to się sprawdza.
Bo jednak możliwość kontroli plastrów, wyjmowania, przeglądania ma swoje niezaprzeczalne plusy.

Ale tak jak pisałem łatwiej mi wykonać kłodę do kontroli warrozy i aby zobaczyć może inaczej się mają pszczoły w kłodzie niż zbudowanie takiego TBH z wysuwaną denicą i muszę sprawdzić te podwójne snozy.

A więcej rodzajów domków dla pszczół pozwoli mi sprawdzać w których się lepiej czują.
I zamówiłem dwa kolejne odkłady kampinoskiej, jednak aby mieć miód to trzeba mieć pszczoły i już nie będę czekał rójek tylko robię odkłady. No chyba że te dzikie czarne będą się roić jak szalone  

To na tyle.
Miłego



wtorek, 31 grudnia 2013

Ze smutkiem zawiadamiam że BigOne rady nie dał

To co było zapowiedzią porażki z wpisu http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/09/warroza-morduje-bigona.html stało się faktem.
Rodzina z BigOna rady nie dała i zakończyła swój żywioł.



Cóż jak widać warroza skutecznie zmniejszyła ilość pszczół.
Na filmie również wydać zasklepione komórki z czerwiem, nie wygryzł się bo już pewnie ilość pszczół tak drastycznie malała że nie były wstanie ogrzać czerwiu. 
Dwa to zawiązały się na tylnych plastrach gdzie nie było bogato jeżeli chodzi o miód na plastrze i tak jak widziałem to doszły do góry i tam wyjadły wszystko i już nie były wstanie przejść w bok.
Za mały kłąb, za mało pszczół. Może gdyby był tam pokarm to by dały radę do wiosny. Mi to nie oceniać.

Ul już posprzątałem, miód który był na plastrach zebrałem, tłuczkiem rozgniotłem. Na sitkach przecedziłem i dostałem trzy 900g i jeden 450gram słoików miodu. Prawdziwego miodu bo pszczoły nie były dokarmiane.






Resztę plastrów do wora i czekają wiosny będą służyły do impregnowania drewna na doniczki pod rośliny.

Podsumowując.
1. Jak widać warroza jest skuteczniejsza.
2. Nie mam na tyle wprawy, byłem za mało uważny aby wychwycić moment ataku warrozy i zacząć wcześniej leczyć pudrem.
3. Pszczoły nie potrafiły sobie same poradzić.

Zamiast czekać na rójkę było trzeba zrobić odkład i miałbym szansę  aby odkład sprawił się lepiej. Gdyby miał przerwę w czerwieniu.

Pocieszam się tym że w sumie mogę policzyć z niego 10słoików takiego prawdziwego miodu z niego zostało wzięte.
Koszta się zwróciły, jak nie będę liczył pracy włożonej w opieką i ul.


Tak że nie muszę czekać wiosny i nasłuchiwać.

Pozdrawiam
GP




sobota, 28 września 2013

Denica

Skoro zostałem varroa managerem to muszę zacząć pomału korzystać z potrzebnych mi narzędzi i metod.

Nie dało się prosto czyli na naturalnym plastrze, a raczej może nie to ze się nie udało. Ale potrzeba czasu, więcej uli, różnych pszczół aby faktycznie sprawdzić czy coś działa czy nie. Ewentualnie jaką metodą, jakim środkami warrozę trzymać pod kontrolą.

Oczywiście może być to nie potrzebne jak BigOne przeżyje zimę, a na wiosnę pszczółki zabiorą się do roboty, ja zrobię odkład i będę miał materiał genetyczny odporny na warrozę, a metoda leczenia to cukier puder ;-)

Wiec potrzebuje takiej konstrukcji denicy dzięki której będę mógł sprawdzać osyp roztoczy warrozy. Taką denicę wysuwaną z siatką itp.
W BigOne'ie to siatki raczej nie dam ale jak wiosną ul będzie martwy to wtedy przerobię denicą dam na dole kawałek cienkiej płyty pilśniowej abym mógł ją wysuwać i obserwować ile na denicy jest roztoczy.

A nowe ule już będę tak projektował aby była i siatka i wysuwana deska do patrzenia co się tam dzieje.

A na teraz mogę sobie tylko popatrzeć na wylotek i za zatwór.
Bo gdy na zewnątrz 10 stopni, zachmurzone niebo, to ula nie należy przeglądać, zwłaszcza że jest jeszcze czerw.
A jesienią, gdy trzeba warrozę obserwować to o pogodę coraz trudniej.

A tak wygląda wylotek na dzisiaj. Pszczoły są może będzie dobrze.





A cel zostaje ciągle ten sam, aby przy minimalnym nakładzie pracy mieć proporcjonalną do tego ilość miodu i satysfakcji.
A jak się okaże to proste i bezpieczne to propagowanie hasła ula w każdym ogrodzie.

Pozdrawiam
GP
 

środa, 25 września 2013

Cukier puder cd.

Po tym jak warroza dosłownie zaatakowała mi BO http://ulebezramkowe.blogspot.com/2013/09/warroza-morduje-bigona.html zastosowałem moją odpowiedź czyli cukier puder.
Optycznie liczba warrozy na pszczołach zmalała po pierwszym zabiegu.

23 września cukier puder zastosowałem drugi raz.

Na pewno jest tak że cukier puder na warrozę działa. Na ile skutecznie w moim przypadku to się okaże wiosną.

Cukier puder sam sposób leczenia nim warrozy jest znany i stosowany od dłuższego czasu.

Znalazłem takie oto ciekawe materiały dotyczące stosowania cukru pudru.

http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-1/
http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-2/
http://scientificbeekeeping.com/powdered-sugar-dusting-sweet-and-safe-but-does-it-really-work-part-3/

Czeka mnie jeszcze trzecie pudrowanie pszczół.wtedy cykl 21 dni się zamknie i każda pszczoła powinna zostać upudrowana aby miała szansę się oczyścić.
Również ważna jest metoda stosowania cukru pudru. Od posypywania z góry na ramki, podawanie z dołu, czy też tak jak ja to zrobiłem "odymianie" bezpośrednio każdego plastra z osobna.


Na przyszły rok mam zamiar potraktować pudrem pszczoły profilaktycznie.
Mogę to porównać do sytuacji w której profilaktycznie pijemy wieczorkiem ciepłe mleczko z miodem, herbatę z cytrynką miodem i korzeniem imbiru. Oczywiście wszystko w odpowiedniej temperaturze aby nie zabić zdrowotnych właściwości miodu.
To jest profilaktyka czyli cukier puder a antybiotyki czyli chemia stosowana nie będzie.


Cóż mi jeszcze brakuje, to wysuwanej denicy na której mógłbym liczyć osypującą się nieżywą warrozę.
Tak aby widzieć co się dzieje, naturalny osyp i osyp po upudrowaniu cukrem.

To na tyle, kolejne pudrowanie za tydzień.

Pozdrawiam
GP


środa, 18 września 2013

Warroza morduje BigOna

Od dzisiaj jestem varroa menager, ktoś kto zarządza stadem roztoczy warrozy, pastuchem zostałem.

Myślałby kto że łatwo będzie, nic z tego swoje trzeba odcierpieć.W internecie można odnaleźć wiele sukcesów osób które mają pszczoły i nie walczą z warrozą. Wysiłek swój okupują w pierwszym okresie po podjęciu dezycji o nie leczeniu dużymi stratami rodzin pszczelich. Rozwijają te rodziny które przeżywają, korzystają z małych komórek, plastrów naturalnych itp. Jednym słowem decydują się na to aby to sama natura poradziła sobie z czymś co żyje w środowisku naturalnym. Inni ściągają materiał genetyczny pszczół już odpornych na warrozę, z Afryki i mieszają je z naszym europejskim materiałem genetycznym. Odporność na warrozę to umiejętność pszczół na uśmiercanie pasożyta/roztocza, odsklepianie komórek z czerwiem gdzie pasożytuje warroza. A i tak nie ma pewności czy któregoś pięknego dnia nie okaże się że kolejna matka nie potrafi przekazać właściwych genów swoim córkom, i są straty. To same straty ponoszą również tradycyjne pasieki, warroza uodparnia się na kolejne specyfiki i zabiegi.

Więc i ja chcę mieć takie pszczoły, pierwsza próba czyli po najmniejszej linii oporu czyli naturalny plaster, normalna pszczoła chyba nie zdaje egzaminu. To znaczy widać porażenie warrozy ale nie będę sprawdzał czy przeżyją zimy.

Zostaje mi cierpliwa praca i rozpoczęcie walki z warrozą bardziej mechanicznymi metodami.

Ale jak to było.
Warroza ze w ulu jest to było pewne, brałem miód to widziałem na czerwiu trutowym warrozę. Czerwiu trochę wyciąłem aby właśnie sprawdzić.
Przez ten cały czas nie zauważyłem warrozy na pszczołach, nie zauważałem jej obecności.

Do dnia 13 września 2013 roku w Piątek wszystko się zmieniło. Na przyszłość do ula w piątek 13 nie zaglądać ;-)
Czyli to co czytałem na forach że na wylotku pojawiają się pszczółki bez skrzydełek a na dodatek jest warroza. To że nawet u tych odpornych pszczół warroza występuje to jest fakt, natomiast nie zabija ona rodziny. Liczba roztoczy jest na tyle mała że nie powoduje  śmierci ula. Ale jest. Skoro odkryłem że warroza jest to trzeba sprawdzić ile jej jest. Idąc za radą bardziej doświadczonych i mądrzejszych ode mnie otworzyłem ul i zrobiłem przegląd, Widelcem odsklepiłem czerw, piąta minuta filmu jak ktoś nie chce całości oglądać.
No cóż uczucie było nie ciekawe, taka świadomość że już jest po, o ile nie przed zimą to po zimie. Pszczół nie będzie. Mogłem czekać albo też coś zrobić. Przerażają mnie opisy leczenia pszczół kwasami, chemią itp. Że trzeba uważać ile czego kiedy, mililitry, temperatury itp. A poza tym potem to wszystko gniecione w misce i mam to jeść?? Pszczelarze którzy wirują miód nie gniotą wiec nawet jak coś zostanie na wosku to nie trafi to w takiej ilość do miodu. Pożaliłem się na forum biobees  i cóż jednak poradziła mi Barbara co bym pszczoły jednak poleczył. Ona nie leczy ale jak trzeba to tymol idzie w ruch. Postanowiłem że potraktuje je cukrem pudrem. Metodą nie taką jak widać głównie na filmach że sypią na ramki tak między plastry. Ale jak widziałem kiedyś że pszczelarz ładował cukier puder do takiej gruszki gumowej, takiej jaką się dzieciom czyści nosek itp. Cukier jest również "inwazyjny" to znaczy zmienia ph w ulu, ale mniej niż kwasy. Więc zrobiłem to samo.
I do pracy. Filmik tylko pokazuje jak to działa, a ul w środku był biały od proszku. ;-)
 Gdybym był zawodowcem to pod plastry powinienem podłożyć kartkę, z jakąś lepiącą cieczą, aby opadająca warroza przykleiła się do tej kartki. Nie miała szansy wejść z powrotem (jakiś procent wchodzi na pszczoły ponownie) a ja bym policzył ile tego spadło. Ale nie jestem zawodowcem ale minimalistą/prymitywistą , a na dodatek fatalna pogoda. To poszło po najmniejszej linii oporu. Mało tego powinienem omijać te miejsca z jajkami czy też niezasklepionym czerwiem, a zasklepiony wyciąć. Ale zasklepiony został, sypałem po larwach i jajkach czyli pewnie obumrą. I taki zabieg trzeba przeprowadzić trzy razy, co 7 dni. Aby cała populacja pszczół miała kontakt z pudrem. Tak to wyglądało po 1 dniu. Jakoś trochę kiepska ale coś tam widać. Gdyby była ta kartka z olejem mógłbym pokazać więcej. 


Do tego jeszcze zdjęcia, widać  więcej, jak się wejdzie do albumu i powiększy zdjęcia.


Na denicy jest widoczny osyp warrozy, martwa warroza, ale również bez cukru wcześniej widziałem martwą warrozę na wylotku.
Czy cukier działa czy nie, chyba tak, bo przeglądałem ul, na zdjęciach tej warrozy za bardzo już na pszczołach nie widać.

I co dalej.
Dalej czekam, za tydzień kolejna kuracja pudrem, i potem kolejna.

Pocieszam się tym że jest moim zdaniem dużo pszczół, są na miodzie.
Więc jest nadzieja duża że dadzą radę, o ile cukier puder likwiduje chodź trochę warrozy.

Jestem dobrej myśli, dadzą radę ;-)


Pozdrawiam
GP

sobota, 14 września 2013

W poszukiwaniu idealnego wylotka ;-)

Idealny wylotek musi być połączony z idealną pszczołą
Taką oto która będzie wiedziała co zrobić z takim wylotkiem.
I abym ja mógł w ogóle zapomnieć i nie zajmować się sprawą wylotka, hasło samoobsługowy ul ;-)


A wylotek
Musi dostarczać do ula wymaganą ilość powietrza aby nie było wilgoci w ulu
Bronić przed rabunkiem wiosną i jesienią przy małym pożytku
Na zimę chronić przed myszami itp.
I musi być również odpowiednio duży, małe powodują rojenie się pszczół. Tak gdzieś czytałem a ile w tym prawdy??


Zaczną od pszczoły, przede wszystkim musi mieć rasowe predyspozycje do tego aby chcieć wylotek kitować.
W BigOnie mam nie wiem co kitują tylko zatwór, uszczelniają snozy. Wlotków nie ruszają, nawet nie próbują.
W Warszawiaku miałem nadzieje że może będą, bo tak jakby zaczęły, ale jednak do tej pory nic z tego im nie wyszło

Kitują tylko odkłady z pszczoły Kampinoskiej.

 Mała uwaga, moje ule są duże, zatwory mają pod spodem duże szpary co pozwala na dopływ powietrza nie tylko przez wlotek.

Wylotek z BigOna przygotowany do zimy, zmniejszony przed rabunkami i zasłonięty przed myszami. Blacha podziurkowana aby było więcej powietrza. I tak zostanie do wiosny, do pierwszych wiosennych temperatur. Gdzie im go otworzę szerzej aby ule był po zimie wywietrzony.  Zero kitowania.



A tutaj wylotki, kampinoskich  i warszawiaka.
Wylotki z 4 września


i kolejny z wylotkami  11 września.


Widać że odpowiednia pszczoła zadba aby wylotek spełniał rolę obrony przed rabunkami, regulacji obiegu powietrza.
Zostaje sprawa myszy i wielkości.

Kiedyś myślałem ze zrobię coś na obraz i podobieństwo do barciowego wylkotka, Czyli dziury w którą wsadzony jest kołek, tym samym wąski wylotek ochrona przed np myszami.

Ale zrobiłem otwory 2,5 cm. Łatwiej i przyjemniej w obsłudze. Natomiast dalej będzie tak że muszę na zimę je zasłaniać przed myszami.


I obejrzałem film.
I co ja widzę, szpara taka. Idealna na wylotek do ula, Bo kto powiedział że wylotki maja być poziome, mogą być pionowe.
A ten tutaj, chroni przed myszami, bo jest wąski, jest duży a pszczoły go sobie chętnie zakitują, jak będzie za duży.

Więc moim następnym innowacyjnym pomysłem będzie zrobienie oto takiego wylotka.
Mam nadzieje że wielkość otworu będzie taka iż wyjdzie przez niego truteń i matka a nie wejdzie mysz ;-)


A kolejny wpis będzie o warroza która atakuje mi BigOna, a kolejny to porównanie jesieni 2012 z 2013 w BigOnie. Zdjęcia z tamtego roku ile miodu i pszczół, tak wzrokowo, optycznie.  Taki jest plan
Już rok minął to mogę się w porównania bawić ;-)




czwartek, 29 sierpnia 2013

Rabunek jesienny i wylotek do zimy gotowy

W tamtym roku na jesieni poznałem co to rabunek ula.
Nieświadom niczego mało wiedziałem to dawałem im w dzień syrop (cukier:woda) a na dodatek można powiedzieć codziennie zaglądałem.
Wylotek mój to nie taka mała szparka ale całkiem duża dziura.

Więc w tamtym roku widziałem jak pszczoły rabują, jak walczą na wylotku itp. Pomogłem moim pszczółkom, zmniejszając wylotk do minimum, a rano go ręcznie otwierałem tak aby pszczoły które z rana zlecą się rabować aby napotkały zamknięty ul.
To poskutkowało, do tego podkarmianie tylko na noc tyle aby od razu pobrały, "zapach" cukru wabi inne pszczoły.

W tym roku myślałem już też że pora wylotek zamknąć, bo pożytek się już kończy i pszczoły z innych uli znów zaczną szukać miodu u innych. Zwłaszcza że już dało się zaobserwować strażniczki na wylotku które kontrolowały czy lądujące pszczoły to swój czy obcy.
Jak zobaczyłem pod wieczór jak masa pszczół oblatuje mój wylotek, trochę to wyglądało jak oblot ale zbyt późno na oblot, rabunek też to nie był, bo nie walczyły na wylotku. Wyglądało to trochę jak  pełnia kwitnienia lipy gdy tak nosiły mało nie zabijając się o wylotek. Na wszelki wypadek trawą zatkałem im górne otwory.

Ale to tutaj o tej porze, spadź?? Przy następnym przeglądzie zobaczę czy jest nakrop i ile.

Tak wyglądał wylotek normalnie.

A tak wyglądał ten dziwny ruch na wylotku i już wsadzona trawa.

A tak już zabezpieczony wylotek na zimę, mały otwór aby pszczoły mogły wejść plus dziurki aby była zapewniona wentylacja. A daszek od góry chroni przed tym aby śnieg nie zasypał wylotka i pszczoły miały cały czas ruch powietrza.



Widać że jest pyłek, noszą nawłoć bo z ula czuć taki nie całkiem miły zapach ;-). A w pozostałych ulach wygląda tak ze na razie Kampinoskie sobie zalepiły same wylotki, zmniejszając je, aby bronić się w sposób naturalny przed rabunkami. Ale na zimę zatkam im aby myszy nie wlazły. Tak wyglądają teraz wylotki w ulach z Kampinoskimi


Warszawiak jeszcze nie jest zabezpieczony a pszczoły w nim wylotków nie pokitowały. I muszę jakąś siatkę zdobyć aby im przykręcić, zabezpieczyć przed myszami, i może ze dwie dziury im zalepię.


Tak więc, jeden ul do zimy gotowy.
A gdybym miał  w BigOnie kampinoską to bym nie musiał już się zrywać do zabezpieczania a poczekał i zabezpieczył tylko przed myszami.
Bo jak widać na zdjęciach same o siebie potrafią przed innymi pszczołami się zabezpieczyć.


czwartek, 22 sierpnia 2013

Miód wyciskany czy z plastra i o ułożeniu gniazda do zimy.

  W poprzednią niedzielę, 18. sierpnia, robiłem przegląd BigOna.

  Od teraz będę robił przeglądy co tydzień. W ubiegłym roku zaglądałem codziennie, teraz jednak wiem już nieco więcej, więc nie ma takiej potrzeby. Poza tym - nie muszę dokarmiać na zimę - nie ma zatem konieczności ładowania cukru.


Ułożenie gniazda do zimy.


  Tydzień temu zrobiłem przegląd: był jeden plaster do wyjęcia, więc jest trochę miodu. Na plastrze nie było już czerwiu ani pierzgi, więc mogłem śmiało go wyjąć. Kolejne plastry też będą wyjmował od końca, w miarę, jak matka będzie ograniczała czerwienie.

  Na poprzednią zimę pozostawiłem siedem plastrów: kłąb był na pięciu środkowych a na pozostałych zapas miodu. Pierzgi było bardzo mało.

  W tym roku miałem w ulu 19 plastrów i po kolei wyjmuję je od końca. Zostawię na zimę nie mniej niż siedem plastrów, a ile maksymalnie? Trudno mi teraz powiedzieć. Wydawało się, że zostawię tylko te, gdzie jest pierzga, czyli na dzisiaj osiem plastrów, ale intuicja mi podpowiada, że ta pierzga z ósmego plastra również zniknie i będzie wykorzystana na rozwój jeszcze tegorocznej pszczoły, więc powinienem zostawić siedem plastrów. Ale ale, w tamtym roku miałem siedem a teraz mam w ulu zdaje się trzynaście plastrów. Problem jest taki, że mam tej pszczoły bardzo dużo. Wieczorami siedzi za zatworem, można powiedzieć, że wylewa się z ula. Powinienem im zostawić tyle plastrów, na ilu będą obsiadać, aby przypadkiem nie było plastrów za mało.

  O ile w ubiegłym roku dokarmiałem cukrem, bo rodzina była dopiero odkładem i miałem pewność, że mają wystarczającą ilość zapasów na zimę, tak w tym roku będą na miodzie i nie wiem za bardzo, ile będą go ostatecznie miały. Zastanawiam się, czy aby im tych ostatnich plastrów nie odsklepić i przenieść za zatwór aby zabrały miód do gniazda.

  W ubiegłym roku miałem wrażenie, że jeszcze we wrześniu dożo miodu naniosły same to teraz jak im wyjmę plastry, zabiorę miód, a pogoda nie pozwoli nanosić, to może być zapasów za mało.
Ale jak odsklepię to by oznaczało że w tym roku koniec z miodem i sorry no bonus, a nie o to chodzi...

  W najbliższą niedzielę zrobię znowu przegląd i porównam z tym, co było ostatnio, a było tak:

... czyli według mnie bardzo ładnie.


Miód wyciskany czy z plastra?


  Miód wyciskany, jak pokazywałem, gnieciemy w garnku, widelcem lub ręką na sito i ścieka, ale właśnie w niedziele wyjąłem jeden plaster i patrzę: cały zasklepiony, nakrop tylko w paru komórkach. Pomyślałem, że jak będą go gniótł na sitko, to przy tak małej ilości miodu, procentowo dużo zostanie na sitku, w garnkach itp.

  Przemyślałem sprawę jeszcze raz. Oglądam plaster: wosk czysty, bez chemii, sama natura, to co będę się bawił? Odkroiłem, pokroiłem na kawałki i do miski, i dzisiaj zjadłem ostatni kawałek. Jedzenie polegało na tym, że kto chciał, brał łyżkę, wydłubywał kawałek, wkładał do ust, wyciskał miód, przeżuwał wosk i resztki wosku do wiadra na odpadki. Miód świeży, zasklepiony, kit  samo zdrowie. Od razu pomyślałem, że może jakoś zmagazynować miód w takich kawałkach, zamiast go wyciskać. Sprzedawany nie będzie. Nie będzie go aż tyle aby w słoikach na zimę gromadzić. Mam oczywiście nadzieję, że jak będą miał więcej uli, to będzie większa ilość do gniecenia i będzie zapas na zimę , ale teraz, na szybko, nie ma sensu bawić się w wygniatanie.

  A tutaj zdjęcia z miską ;-)





  A miód? Cóż, sąsiedzi byli smakiem zachwyceni. Ja - również, po prostu coś wspaniałego.
Co do przechowywania, to stał sobie w szafce tak, aby muchy i inne stworzonka nie wchodziły.

Pozdrawiam
GP